Avelina tego dnia była nawet w dobrym humorze. Klientów apteki nie było zbyt wielu, dzień był spokojny, a ona sama miała dobre samopoczucie. Rodzice w końcu napisali do niej krótki list, że są teraz w Transylwanii u jakiegoś wujka po kądzieli. To oznaczało, że byli bezpieczni. Dziewczyna swoje ciemne włosy związała w luźnego warkocza, który rytmicznie podrygiwał, gdy energicznie przemieszczała się po miejsce układając oraz uzupełniając szafeczki o różne fiolki eliksirów, które były wykupywane. W międzyczasie składała też paczki, które miała dzisiaj wysłać do zamówień przez pocztę.
Gdy usłyszała dzwoneczek u drzwi wyłoniła się natychmiast zza zasłony oddzielająca zaplecze od głównej strony sklepu. Uśmiechnęła się ciepło do mężczyzny i podeszła od razu do lady.
Avelina rzadko zwracała w ostatnim czasie uwagę na jakichkolwiek mężczyzn. Zajmowała się swoim życiem, które głównie toczyło się w tym miejscu. Robiła eliksiry, sprzedawała eliksiry, uczyła się o eliksirach i czytała książki o nich. Wracała do domu, kładła się spać, wracała rano do pracy i późnym wieczorem znowu wracała do domu. Czasami wpadł Fergus lub Danielle, czasami odwiedziła Norę i jej pomagała jeśli akurat pomocy potrzebowała. Unikała przygód, kłopotów i nowych znajomości. Skutecznie odmawiała podróży z rodzicami, ponieważ nie lubiła opuszczać Londynu. Była kotem, kotem domowym. Lubiła kominek, dobry fotel i książki. Lubiła dobre jedzenie, o którym czasami jej się zapominało. Doskwierała jej samotność, czasami było jej smutno, gdy wracała do pustego mieszkania, ale burzyła te myśli pracą. Śmiało można ją określić jako pracoholika i nawet sama nie wyrzeknie się tego, gdy ktoś jej to zarzuci.
– Dzień dobry – przywitała się. – W czym mogę służyć? – zapytała przyglądając mu się uważnie. Cathal zdecydowanie nie należał do osób, w których towarzystwie Avelina by czuła się swobodnie. Emanował czymś, co kazało dziewczynie zachować dystans, ale Avelina zwykle zachowuje go do każdej poznawanej osoby. Nie jest otwarta tak jak rodzice, nie jest ekstrawertykiem zbierającym ludzi jak karty z czekoladowych żab. Jej wzrok spoczął na pudełku czekoladek, a brew uniosła się lekko do góry w zdziwieniu.