27.07.2023, 20:57 ✶
Cathal spędził poza Anglią ponad dwa lata, a w kraju bywał okazyjnie. Jeszcze wcześniej los rzucił go do Peru. Ze szkoły Aveliny nie kojarzył, bo ot była na to zbyt młoda. Nie wpadli na siebie do tej pory: gdyby było inaczej, zapamiętałby ją, ponieważ zapamiętał każdego mijanego człowieka, każdy usłyszany dźwięk i każdy zobaczony widok. Prawdopodobnie nie poświęcałby jednak jej wiele uwagi, bo uwagę Shafiqa ciężko było przykuć. Bonusy w tym względzie dostawało się, jeżeli coś miało ponad trzysta lat, ale panna Paxton do tej kategorii się nie kwalifikowała. Czy ona mogła go kojarzyć? To już zależało od tego, jaką prasę czytywała i jakich plotek słuchała. Ten i ów mógł kiedyś przeczytać o jego dokonaniach archeologicznych. Taka i owaka pewnie powtórzyła czasem historyjkę o Synu Czarnoksiężnika. Nie był jednak szczególnie sławnym człowiekiem i ktoś, kogo wzroku nie przykuje zdjęcie piramid na dziesiątej stronie proroku ani opowieść o skazaniu zwolennika Grindewalda i powrocie jego rodziny do kraju, miał pełne prawo nie wiedzieć, kim jest Cathal Shafiq.
Nie odpowiedział na zadane pytanie, zamiast tego położył bombonierkę – od razu było widać, że już ją otwarto i na pewno to nie żaden prezent – na ladzie i wyjął z kieszeni notatnik oraz rysik. Zapisał na nim kilka zdań. Pisał szybko, pismem raczej wyraźnym, czytelnym, chociaż też zdecydowanie nie był człowiekiem dbającym szczególnie o to, aby pięknie kaligrafować. Stawiał na wygodę i praktyczność – o czym świadczyło już choćby to, że wybrał mugolski ołówek ponad ukochane przez czarodziejów pióra i atrament.
”Chcę zamówić przeanalizowanie składu czekoladek pod kątem obecności eliksirów, jakie nie powinny znajdować się w zwykłych słodyczach. Czy świadczycie takie usługi?” – stanęło na karteczce, którą wręczył Avelinie. Zachował ten sam wyraz twarzy, z jakim wszedł do pomieszczenia. Ani groźny, ani szczególnie sympatyczny, raczej po prostu… obojętny? Na pewno nie starał się w żaden sposób jej przestraszyć, ale też nie uśmiechał się i niezbyt mu zależało na tym, jakie wrażenie wywrze.
Nie odpowiedział na zadane pytanie, zamiast tego położył bombonierkę – od razu było widać, że już ją otwarto i na pewno to nie żaden prezent – na ladzie i wyjął z kieszeni notatnik oraz rysik. Zapisał na nim kilka zdań. Pisał szybko, pismem raczej wyraźnym, czytelnym, chociaż też zdecydowanie nie był człowiekiem dbającym szczególnie o to, aby pięknie kaligrafować. Stawiał na wygodę i praktyczność – o czym świadczyło już choćby to, że wybrał mugolski ołówek ponad ukochane przez czarodziejów pióra i atrament.
”Chcę zamówić przeanalizowanie składu czekoladek pod kątem obecności eliksirów, jakie nie powinny znajdować się w zwykłych słodyczach. Czy świadczycie takie usługi?” – stanęło na karteczce, którą wręczył Avelinie. Zachował ten sam wyraz twarzy, z jakim wszedł do pomieszczenia. Ani groźny, ani szczególnie sympatyczny, raczej po prostu… obojętny? Na pewno nie starał się w żaden sposób jej przestraszyć, ale też nie uśmiechał się i niezbyt mu zależało na tym, jakie wrażenie wywrze.