Świadomość twarzy wiąże się w pewnym sensie z tym, co widzimy. Jeśli Dellian nigdy nie nauczył się tego jak wyglądają ekspresje na twarzy skąd wie, co ma pokazać światu, aby było szczere? Potrafi się uśmiechnąć, zapłakać, być wściekły, ale nadal nie wie jak to dokładnie wygląda. Każdy człowiek, który chciał oszukiwać innych na swoich emocjach uczył się ekspresji przed lustrem. Znał emocje od strony patrzenia, a nie czucia. Uczył się oszukiwać, a Dellian stara się grać w grę, która została mu narzucona przez społeczność. Nie ma zbyt wielu czarodziejów z jego ułomnością. Nie uczą tego w Hogwarcie jak sobie radzić w takich sytuacjach. Niewidomy chłopak nie chciał być określany bezbronnym Ptakiem. Chciał być wilkiem – symbolem zaradności życiowej, potęgą i powagą, chciał bronić siebie i po prostu być kimś, kto nie będzie wzbudzał litości. Ludzie jednak mówią, że chcieć to nie móc i tak było i w tym przypadku.
Sytuacja, w której się znalazła uświadamiała sobie, że naprawdę cholernie potrzebował w swoim życiu przewodnika, że musiał mieć przy sobie swojego gadającego kota, który będzie prowadził go po ścieżkach Londynu i odciągać od ciemnych, niebezpiecznych uliczkach. Nie potrafił być samodzielny, ale nigdy nikomu się do tego nie przyzna. To była jego myśl, jego odpowiedź, jego życie. Nie chciał taki być, ale los nie słucha ludzi, po prostu rzuca kłody i patrzy jak sobie radzą. Sauriel, przecież też miał swoje kłody, o których zapewne nie będzie skory opowiadać niewidomemu chłopcu. Nie odpowiedział na jego rozbawione słowa. Nie był w stanie zrozumieć, co go tak cholernie bawiło, ale nie miał zamiaru go wyciągać z tego stanu. Rozbawiony Sauriel był nawet uroczy, ciekawy i intrygujący.
– Panika? – zapytał z cichym parsknięciem. Nie panikował. Był najwspanialszym, najpotężniejszym, wcale nie ślepym, pokonanym przez staruszka Dellianem Potężnym Pierwszym. Oczywiście nie powie mu tego, oczywiście nie przyzna się Saurielowi, że ma takie myśli o sobie. Wyśmiałby go jeszcze bardziej, a nie chciał być wyśmiewany. Chociaż Sauriel miał naprawdę dziwnie przyjemny vibe, a Dellian za grosz instynktu przetrwania.
– Oczywiście, jesteś przecież Saurielem Samotnikiem, potężny, antyludzki Sauriel, dobrze rozumiem? – zapytał z rozbawieniem. Uwielbiał ludzi, którzy zaprzeczali własnym czynom. Bawiło go to niemiłosiernie, ale jeszcze też nie dotarło do niego to, że jeszcze parę minut temu otarł się o śmierć, bo kto wie, co w kieszeni miał ten mężczyzna. – Buntownik, który wcale nie potrzebuje ludzi, nie ma potrzeby ratowania ich, wcale nie szuka u ślepców dawnych przyjaciół. – Gadał i gadał. Lubił gadać, a słowa same leciały, nie patrzył na to, czy go mógł teraz urazić, zdenerwować, czy skrzywdzić. Dellian jednak nigdy nie mówił z takim zamiarem. Był paplą, był gadułą, miał długi język, ale nigdy nie robił tego, aby kogoś urazić, czy zdradzić.