Nie do końca tak, że nie szukał. Coś tam szukał. Sam jednak Fergus tłumaczył się, że nie szukał dostatecznie głęboko, długo, mocno. Nadzieja upadała, a wraz z nadzieją siła do tego, żeby iść dalej. Drążyć, poszukiwać. Sauriel nie chciał rozmyślać o tym, czy to zweryfikowało ich przyjaźń, a jeśli tak - jak bardzo. Wbił sobie do głowy takie przeświadczenie, że nawet w przyjaźni nigdy nie było niczego za darmo. Że dawał za dużo, dostawał za mało. Patrzył na to wszystkie z perspektywy czasu i nie rozumiał, dlaczego to wszystko było takie dla niego biedne, niepełne. Przecież się starał. No co, nie starał? I może nie był najlepszą nadal osobą pod słońcem, miał wiele trudności, ale w gruncie rzeczy chciał pomocy. Wszyscy byli jednak za bardzo zajęci swoim życiem i zwierzaniem się z niego, żeby mieć czas popracować nad nim. Potrzebował tej pracy. Potrzebował kogoś, kto pomógłby mu wyjść ze swojej bezpiecznej przestrzeni i w końcu jakoś zacząć... żyć inaczej. Może sam fakt zwierzenia się by coś zmienił? Teraz pozostawało mu tylko dywagowanie. Choć nie, TERAZ, konkretnie w tym punkcie, to już po prostu nie miało znaczenia. Stało się - tyle. Mleko rozlane, nie można było go wypić. Żadna przecież strata - można napełnić nowe.
Kobiety go często irytowały. To jest - jasne, uwielbiał kobiece towarzystwo. Kobiece wdzięki, ruchy, uśmiechy. Kokieterię. Lubił kiedy się rumieniły i kiedy kwitły wręcz w oczach. Kiedy były szczęśliwe. Ale potem przychodziły typowo kobiece zagrywki i Sauriel tracił cierpliwość. I nie wiedział - reagować na to, czy olewać? Niech się tam sama buczy, skoro ma mieć humorki? W końcu wteedy i on miał swoje humorki, to i nie dziwne, że nie miał do tego cierpliwości! Tworzyła się istna mieszanka wybuchowa! Był obrażony, że ktoś manifestował swoje obrażenie - w zasadzie trochę tak to wyglądało. I przede wszystkim nie lubił kobiecego marudzenia, że ona chce to, a zaraz chce tamto. I ona to nie wie, czego chce, a przede wszystkim to się domyśl. Podobało mu się, że Victoria wiedziała, czego chce. I że nawet jak mu się wydawało, że to się klasyczki kobiece zaczynały, to ona w gruncie rzeczy logicznie układała sobie w głowie rzeczy. Podobało mu się, że go tym zaskakiwała. I pokonywała. Tak jak z tym, że się oburzył, że ona NIE WIE! Oczywiście by tego nie przyznał na głos, że w sumie to mu się spodobało, jak mu to wyjaśniła, przecież trzeba było się unieść jakąś tam... dumą.
- Mam ci wyjadać czekoladki? - Uniósł brew. No to po co je kupował, halo! - Próbuję cię utuczyć, żebyś była grubciem, nie śmiałbym ich podbierać. - Uśmiechnął się półgębkiem, zadowolony ze swojej zaczepki. Nieprawdziwej zresztą. - Zróbmy czekoladki. - Wypalił. Podobała mu się zabawa z pieczeniem babeczek. Była... no zabawne to było. Chociaż wtedy więcej patrzył, niż cokolwiek pomagał. No dobra, w sumie nie pomagał. - Wiem, wiem... żartuje, bo co mi pozostało, Viki? Regularnie słyszę "jego leczyć nie trzeba, zagoi się". Mam nad tym płakać? - Wzruszył ramionami leniwie z lekkim uśmiechem. Fakt, w takich momentach czasami zbierało mu się na użalanie nad sobą samym, ale w zasadzie to co miał zrobić? Protestować? Błagać? - Mam jeszcze odrobinę własnej godności. - Na tyle, żeby jednak nad tym nie rozpaczać i nie poddawać się prowokacji, gdy ta się pojawiała.
- A. Aha. Myślałem, że z kwiatków się robi cukier. - No i ostudziła jego zapał, już myślał nad zostaniem magnatem cukierniczym. - Widziałem ogórki, wiem, że mają kwiatki. I że wykluwają się z takich ogórkowych małych jajeczek. - Pokazał tutaj palcami jakich małych. - Jak te wszystkie wasze kwiatki. - Oczywiście chodziło mu o nasiona, ale w jego głowę wbiło się określenie "malutkie jajeczka".
- Śmieszna sprawa, bo mnie prawie martwi to, że coraz rzadziej o tym myślę. Że mam coraz bardziej wyjebane. Moralność, Viki... umiera we mnie moralność. Przestaje... czuć. Mija czas, a ja coraz mniej czuję. Muszę wracać do wspomnień, żeby sięgnąć po skojarzenie, jak można się czuć w danej chwili. I że powinienem mieć wyrzuty sumienia. - Może nie powinien jej tego mówić. Tak, wydawało mu się, że nie powinien. Z drugiej strony - w zasadzie komu, jak nie jej? Może w końcu zobaczy, że to zaprzeczanie z jej strony nie było dobrym pomysłem. Może to zweryfikuje.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.