Dokładnie tak było. Uparciuch Sauriel nie lubił widzieć takich swoich wad, tak i ze swoimi humorkami wypadał na babę. Chociaż te humorki to akurat nie było coś, co miał od zawsze. To się zaczęło po prostu pogłębiać, pogłębiać... i dotarło właśnie do tego punktu. Jak choroba. Gorączka, którą masz i z którą będzie coraz gorzej, jeśli czegoś z nią nie zrobisz. Jakby na to nie patrzeć to większość rzeczy w życiu tak miała. Szczególnie te, które zbierały się i zbierały, potęgowały i namnażały. Do jednego problemiku dochodziłd rugi, do drugiego spotęgowany pierwszy, potem trzeci się pojawiał... wszystko wtedy rosło. Sauriel wiedział, że te humorki ma. I wiedział też, że jest mało cierpliwy. Drażliwy. Raz żarciki na jeden temat są okej, drugi raz ma gorszy humor, jest bardziej przewrażliwiony i już okej nie są i nagle się na nie złości, wkurza i bogowie wiedzą, co jeszcze. Wyciągnęli jednak ze swoich historii odwrotne doznania, bo Sauriel nie nauczył się tłumaczyć. Nabrał za to przekonania, że niemal zawsze usłyszy to samo, więc nie warto się wysilać. Produkować. Gadanie ma sens tylko tam, gdzie tego potrzebujesz, a akurat wylewanie swoich żali nie było czymś niezbędnym do funkcjonowania. Lepiej nauczyć się klepać prawo przed przedstawicielami władz - to było potrzebne i przydatne. W gruncie rzeczy jednak wiedział, że po prostu starał się niedostatecznie. Albo nie spotkał odpowiednich osób. Jedna Avelina, której wyspowiadał się przypadkowo, biorąc ją za kota, wiosny nie czyniła, a i nie wiedział, że to w ogóle nie było zwierzę, tylko człek, co za kota potrafi się podawać. Zajebista umiejętność. Szkoda tylko, że był taką nogą z transmutacji.
- Popieram. - Wszystko wyglądało lepiej w towarzystwie i smakowało lepiej. Tylko nie zawsze towarzystwo naprawdę było towarzystwem. Czasami twoja ulubiona pizzunia stawała się zwykłym kapciem, kiedy próbowałeś ją zjeść przy nieodpowiednich osobach. W konsekwencji nie jadłeś wcale. Na szczęście Victoria to była taka osoba, przy której akurat się jeść chciało. TO ta odpowiednia osoba, która naprawdę mogła pomóc, jeśli był kłopot. Zrobił bezgłośne "YES" i ruch ręką mówiący o wielkim zwycięstwie tego wieczoru. Całkiem nieźle. Od dramatów i pojebanych wspomnień, od ducha dziecka poprzez robienie czekoladek i do jajeczek ogórków. - Spotkamy się razem z Norą to wydębimy. O ile chcesz się z nią spotkać. W sensie w jej kawiarni. - No bo może jednak nie chciała? - Fergus, hmm... chciałem ci przedstawić Fergusa, ale on... gdzieś wyjechał. Tak... nagle. - Bardziej w stylu Sauriela byłoby powiedzenie: wyjebał w pizdu i chuj wie, kiedy wróci. Ale wyjechał nagle. Gdzieś na jakiś różdżkowe pierdolniki, przynajmniej tak powiedział jego kuzyn. Może to nawet nie była prawda, nie wiedział. Fakt faktem, że napisał do niego list, a odpowiedzi nie było po dziś dzień.
Słuchał z uwagą o tym miodzie i pokiwał mądrze głową. Niesamowite. I też robił duże oczy wskazujące na to, że jego życie naprawdę ulegało tutaj kompletnej... mutacji wręcz! W kwiatach cukier! Nie, nie cukier. MIÓD! I w ogórkach też! Znaczy w kwiatkach ogórków! Sauriel był na tyle mądrym chłopcem, żeby załapać pewne prawdy życiowe, chociaż natura była dla niego czarną magią. Co, skąd i dlaczego było fascynujące. I niektóre rzeczy ciężko mu było przetrawić. Ale prychnął na to stwierdzenie o jajkach.
- Ay, wiem, że to są nasiona... hahaha... twoja mina... hahaha! - Roześmiał się - tak całkowicie szczerze, czysto, wesoło, kładąc dłoń na brzuchu. Udało mu się te głupoty pierdolić Stanleyowi, ale nie sądził, że Viki też tak na to zareaguje. To znaczy - on sobie to tak tłumaczył, że to takie... ogórkowe jajka. Bo to miało sens! Ale tak, wiedział, że jajka to kury sładają. Albo kriożercze gęsi. A ogórki składać jajek nie mogą, bo nie były zwierzętami. Natomiast jakoś... no jakoś nawet nie spodziewał się, że tak zareaguje na to Viki! Warto było. Robienie z siebie debila, jak widać, miało przeurocze efekty. - Aaach... - Oparł głowę na pięści, spoglądając z rozbawieniem na Victorię, przeuroczą i przezabawną istotkę. - Ay, Kwiatuszku. Wiem. Fjanie by było mieć szansę na drugie życie. Wiesz, z czystą kartą. Naprawdę myślałem, że mogę zostać rycerzem i pomagać ludziom. A zobacz, kim jestem. - Rozłożył ramiona, bo w zasadzie jego aparycja mówiła bardzo wiele. Nowe życie, szansa, żeby stać się kimś lepszym. Tak... po prostu.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.