Jedno z miejsc, w które zabrał ją całkiem sam, choć w zasadzie po to, żeby uniknąć kolejnego spotkania w restauracji, które go w sumie męczyły zwyczajnie, było takim tam... malutkim niewypałem! Chociaż Sauriel wspominał to właściwie dobrze, bo z uśmiechem. Dobrze, bo było to zabawne. Wtedy nie, wtedy było dopiero męczące! Ale hej - przynajmniej jest o czym opowiadać, prawda? I tak samo może i nie mieli samych wesołych przygód razem z Victorią, ale jednocześnie coś się działo! Jak dotąd wychodzili z tego bez szwanku i te przygody ich zbliżały. Bez większego szwanku, warto dodać. Bo z samym faktem, że karoseria ich wozu została zarysowana to, hmm... ludzie zawsze się zmieniają? Tak, zostańmy przy tym, że zmiany były po prostu konieczne i pozwalały im... dojrzewać. Spotkanie z Norą było przewidziane na jak najbardziej statyczne. Bo w kawiarni! W jej własnej kawiarence, konkretniej rzecz ujmując.
- Zdziwiłabyś się. To serio tak wyglądało. Ona mu tłukła do głowy, że "Fergus, ale poważna paca!". Z drugiej strony ja do niego: "Fergus, ale bądź, kim chcesz!". - Oczywiście to było bardzo duże spłycenie i przede wszystkim - uproszczenie tematu. Ale jakoś tak się składało, że zawsze jak się spotykali to było to samo... - To taki już niemal żart. Że zawsze, jak się spotykamy, to żeby omówić jak wychowywać Fergusa. - Pokręcił lekko głową. Nie, nie mieli super relacji z Cynthią. Żywili wobec siebie szacunek, W JAKIŚ SPOSÓB się lubili, ale żeby mówić, że lubili się faktycznie..? Sauriel miał wrażenie, że gdyby musieli mieć ze sobą stały kontakt, bezpośredni, to uniwersum by wybuchło wokół nich. Jej lód, jego ogień - niby to i to parzy. Tylko na zupełnie inne sposoby. - Nie pod pachą, sprzedają je w takich klatkach... nie pytaj, skąd wiem. - Bo akurat z tego, że Smierciożercy kazali mu sprowadzić zwierzęta z zoo, a że był to niewypał, to patrzył na gęsi i kury na targu to... kurwa, z tego by się już nie umiał wytłumaczyć! Już łatwiej się wytłumaczyć z morderstwa! No ale rzeczywiście, nawet tak pokiwał głową twierdząco, że może lepiej wypytać? Z drugiej strony - chciał jej zrobić niespodziankę. Może matka by się ucieszyła z kury? Mógłby oczywiście pomyśleć o czymś bardziej... przydatnym i neutralnym, bo na pewno nie brakowało rzeczy, które cukiernikowi by się przydały. Ale kura brzmiała też zabawnie. I zupełnie abstrakcyjnie. Cokolwiek potem miałoby się dziać, albo nie dziać, z tym kurczakiem.
- Głównie był wtedy zajęty wsadzaniem twarzy w cycki kobiet. - Tutaj już się trochę zapomniał z tym gryzieniem języka i nawet tego nie zauważył. I w zasadzie to nie, tak się Stanley nie zachowywał. Po prostu z niewiastami flirtował. Saurielowi za czasów Hogwartu takie flirty nie do końca były w głowie. Chociaż akurat na zajęciach z zielarstwa przysypiał głównie. - Nie jestem od niego wiele lepszy, więc... gość jest naprawdę specyficzny. Ale bardzo go lubię. - Słabość do Mulciberów potwierdzona. Każdy z nich miał nierówno pod sufitem i Sauriel się nie mógł ani nasłuchać, ani napatrzeć.
To było wręcz złe słyszeć coś takiego z ust Victorii. Nigdy nie chciał wplątywać w swoje pojebane życie ludzi, których lubił. Wręcz przeciwnie - po to między innymi urywał znajomości, żeby ich przed tym uchronić. Ale byli tutaj, w punkcie, który był zupełnie przełomowy w jego szalonej egzystencji. W jedną albo drugą stronę. Bo już powoli robiło się "za późno". W końcu dotrze do punktu, w którym naprawdę nie będzie możliwości zawrócenia.
- Zastanowię się. - Wydusił z siebie w końcu. Może źle robił, może właśnie takie decyzje powinny zostać podjęte pod wpływem chwili, żeby potem nie szukać znowu punktów zaczepienia mówiących o tym, że można się wycofać? Żeby samemu sobie nie wmawiać, że nie, nie, zły pomysł, lepiej już zostać na starych śmieciach? I tak musiał to przemyśleć. Czy w ogóle mu jeszcze na tyle zależy, żeby zacząć robić kroki w tył. Wszystko, co zrobił, czy... w ogóle była szansa na to, żeby to NIE WYSZŁO? Niby kto by go ochronił, gdyby zaczął sypać? Victoria? Nie sądził. Przecież Ministerstwo też było zinfiltrowane, żeby wręcz nie powiedzieć - w niektórych częściach prawie przejęte. Aurorzy jednak nadal walczyli.
- Wracaj lepiej do domu, bo twoja matka mi jaja ukręci. - Sauriel podniósł się z kanapy. - Dobrej nocy.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.