Sauriel miał szczęście, że Victoria akurat nie była w pracy na popołudnie ani na nockę, bo nic by nie było z tego jego listu, w którym wręcz prosił ją o pomoc. On. Ją. O pomoc. Coś naprawdę musiało się stać, bo do tej pory Sauriel to było męskie wydanie Zosi-samosi. Dystansował się, trzymał ją na dwa wyciągnięcia ręki i ogólnie to nie chciał jej mówić za bardzo co się dzieje. O to go nie winiła – naprawdę, potrafiła sobie połączyć pewne kropki, a z tym co powiedział jej wczoraj… No nie zdziwiła się, że ma coś do ukrycia. Coś, czego być może się wstydzi, coś co mogłoby się za nim ciągnąć jak smród po gaciach, coś, co może go tak obciążyć, że skończy w więzieniu. To nie była żadna pozytywna wizja. Ale Victoria naprawdę uważała, że zawsze może coś zmienić. Przeszłość jest z tyłu, próbuje dogonić, ciąży i ciągnie w dół? Mogło tak być. Ale można było… jeśli nie odciąć ją, to zakopać tak głęboko, by nikt jej nie znalazł – i to mu zresztą zasugerowała.
Nokturn… Sauriel uprzedził ją, dzięki czemu miała trochę czasu, żeby się na tą eskapadę przygotować i przede wszystkim nie wpaść tam ubrana jak panienka z dobrego domu, ani jak przedstawiciel prawa. Musiała się teraz pilnować, bo przez Beltane stała się naprawdę rozpoznawalna. W Ministerstwie nagle każdy wiedział kim jest, jedni się gapili, inni zagadywali. W gazetach też pisali, podawali jej nazwisko, więc i zupełnie przypadkowi ludzie zaczęli rozpoznawać ją na ulicach w większych skupiskach czarodziejów – a takim z pewnością były Pokątna, Horyzontalna i Śmiertelny Nokturn… Ostatecznie postawiła na to, by ubrać się w dłuższą, bo do ziemi, suknię, taką w stylu której często chodziły czarownice. Rozpuściła włosy i nieco podrasowała makijaż, zdecydowanie mocniej podkreślając ciemnym cieniem oczy, usta również pociągnęła ciemniejszym kolorem, a nie żadną soczystą czerwienią.
Kiedy szła, jej buty na obcasie stukały o bruk – nie przyspieszyła jednak, gdy wypatrzyła Sauriela, stojącego na rogu z sową. Po prostu stanęła sobie obok niego jak gdyby nigdy nic, z torebki wydobywając paczkę papierosów, również mających dopełnić jej wygląd. I zapaliła, opierając się o ścianę, kątem oka zerkając na Sauriela, ciekawa czy zacznie temat.