30.07.2023, 00:40 ✶
Warsztat nie był mieszkaniem! Przestrzeń do pracy często była zagracona, pełna nieładu. Jedynym wyjątkiem były narzędzia, zawsze układała je w taki sam sposób i gdy były inaczej lub nieparzyście, nie mogła w ogóle wykonać nimi zadania, ot taki mały odłamek nerwicy natręctw. Przytaknęła jeszcze, gdy ten powtórzył o kominku, a uśmiech nie schodził jej z twarzy, bo lepszy taki mały, niż żaden. Wciąż nie był jednak podłączony do sieci transportowej, bo Pandora wcale nie była pewna, czy to się jej podobało. Niewiele osób w gruncie rzeczy miało jej adres, traktowała to miejsce, jako swoje małe schronienie, gdzie w spokoju mogła tworzyć różne dziwne rzeczy, a potem udoskonalać je magiczne.
Zapominała czasem, że w przeciwieństwie do niej, Hjalmar wcale nie żył w dwóch świat, a miał tylko Islandię. Od małego podróżowała między krajem matki, a ojca i chociaż ten ostatni zdecydował, aby uczęszczała do Hogwartu, to starali się ją poznać również z Turcją. Na tyle, żeby mogła sobie tam poradzić, nawet jeśli język znała dość słabo, więcej rozumiejąc, niż potrafiąc powiedzieć.
- Prawda? Niepozorna roślinka, miękka w środku, a otoczona pancerzem z kolców.. - odparła z westchnieniem, mimowolnie przenosząc na niego wymowne spojrzenie, bo przecież Niedźwiadek też mógłby być takim trochę kaktusem. Ten, który tkwił w donicy piaskowego koloru, był tylko mniejszą odmianą, na pustyni można było spotkać przedstawicieli tego gatunku, którzy mogliby równać się z blondynem wzrostem. Uśmiechnęła się pod nosem, ruchem głowy zgarniając pasma na plecy. Robiło się jej cieplej, dreszcz znikał ze skóry, a przemoczony materiał sukienki i trochę wilgotne włosy schły tak, jakby wcale nie chciały zdążyć przed prysznicem, którego wizja wciąż jawiła się w jej głowie.
- Ej, dlaczego wrzucasz mnie z nimi do jednego worka? Przecież jestem tylko w połowie Angielska. - wykonała gest obronny rękoma, nie przenosząc brązowych tęczówek z twarzy swojego gościa, który zdawał się wciąż kontemplować nad granatową bluzką z niewłaściwym napisem. - Nie znam się na sprzedaży pamiątek, ale dla mugoli chyba działa ta gra skojarzeń. - dodała jeszcze po chwili namysłu, bo przecież sprzedawano mnóstwo rzeczy tego typu. Wystarczyło w ciągu dnia przejść po najpopularniejszych miejscach stolicy, aby zobaczyć ogrom sprzedanego towaru i napis “Londyn”, który atakował z każdej strony. Częściej niż czerwone autobusy z piętrem.
Gorący prysznic usypiał, pomagał się zrelaksować i przede wszystkim doskonale sprawdzał się w styczniu, gdy tkwiło się w przemoczonych ubraniach. Byłaby zaskoczona, gdyby stwierdził, że na niego to nie działa w taki sposób. Ostentacyjnie prychnęła raz jeszcze, gdy szarpała się z nim trochę, aby usadzić go na tym nieszczęsnym łóżku, przed którym się bronił, chociaż zupełnie nie rozumiała dlaczego. Był zmęczony, wciąż trzymał butelkę z wódką i popijał, na pewno łatwiej mu będzie, jeśli usiądzie. Nawet nietrzeźwy, był silny i zwykłe przekomarzanie, czasem stawało się dla Prewettówny wyzwaniem. Dzisiejszego wieczoru wiele jej takich dawał, ale nie była wcale zdenerwowana z tego powodu.
Gdy wróciła z ręcznikiem i kucnęła, wzięła głębszy oddech, poprawiając sukienkę, a następnie ukradkiem zerknęła na swoją złotą literkę na dekolcie, zanim podniosła na niego wzrok i zarzuciła mu ręcznik na głowę. - Jak to, po co? Nie chcesz się rozgrzać prysznicem, nie chcesz magii, a ja nie chcę, żebyś się przeziębił. - wyjaśniła ze spokojem, delikatnie pocierając jasne pasma włosów, odrobinę rujnując mu przy tym fryzurę. Całe szczęście, że nie wiedziała o myśli, która pojawiła się w głowie mężczyzny, sugerując uduszenie, bo stuknęła by go palcem w czoło, chociaż w tym stanie to pewnie niewiele by od tego zmądrzał. Nie byłby z niej dobry zabójca, myśliwy lub inny człowiek, zajmujący się pozbawianiem życia innych. Czy nadal istnieli kaci? Słyszała o nich i czytała, przeglądając ulotki ich więziennej twierdzy.
Zawsze, gdy zdrabniał jej imię, zaskakiwał ją, bo przecież mało kiedy go używał. A brzmiało tak uroczo z Islandzkim akcentem, że wargi jej nieco drgnęły w zadowolonym uśmiechu, ignorując słowo “kanapka”. Nie mogła jednak wcale za to przemilczeć tego, aby się nim nie przejmowała, bo jego życzenie było niedorzeczne i było na to za późno. - Oczywiście, że będę się Tobą przejmować. I nie Pandorkuj mi tu teraz z tą niewinną miną.
Westchnęła, zsuwając mu ręcznik na ramiona i sugerując, że nie było sensu o tym dyskutować. Już dawno zdecydowała, że Hjalmar był człowiekiem ważnym dla niej, istotnym elementem jej życia, który dosłownie spadł z nieszczęsnej choinki. Wiedziała, że posiłek musiał zawierać mięso. Nie miała problemu z jego przygotowaniem lub zapachem, tak długo, jak nie musiała go jeść. Nie mogło być przecież tak trudne do przygotowania.
- Mhmm. - mruknęła, skupiając się raczej na tym, jak błękitne oczy zakrywała jakaś mgła, sugerująca zmęczenie i jeszcze większe upojenie alkoholowe. Łatwo było mu mówić - “nie musisz”, kiedy Pandora właśnie musiała, a przede wszystkim chciała. Gdy przecież ona odwiedzała Islandię, to on też o nią dbał. Wzięła od niego butelkę, robiąc małego łyka, aby chwilę później ją zakręcić i odstawić gdzieś na bok, nie chcąc przeszkadzać mu tej ciężkiej walce z guzikami, które nie dość, że były małe, to jeszcze mogły ślizgać mu się w palcach.
- Jeśli chcesz, to oczywiście, że Ci dam. Przyda Ci się coś zielonego w kuźni, on lubi ciepło. - odparła pogodnie, zerkając w stronę rośliny, która zdawała się zupełnie nieświadoma tego, że będzie miała nowego właściciela i trafi do innego domu. Rozejrzała się jeszcze po sypialni, szukając wzrokiem swojej piżamy, ale na szczęście musiała zostawić ją w łazience, dzięki czemu nie będzie musiała go budzić, jak już zaśnie. A nie wróżyła mu długiej nocy. Gdy poradził sobie z ubraniem, posłała mu pełen uznania uśmiech, czując na sobie — co było dziwne i trochę przerażające — spojrzenie niebieskich oczu niedźwiadka na rzemyku, na którego mimowolnie spojrzała, starając się zupełnie ignorować znajdujący się za nim, odkryty tors. Wyrzeźbiona ozdoba dawała przeświadczenie, jakby zaklęty był w niej duch, być może niedźwiedzia lub druida, który miał taką formę, jako zmiennokształtny. O takich były opowieści. Uniesioną dłonią odgarnęła brązowe pasmo włosów za ucho, na chwilę unosząc brew, jakby usiłowała biżuterii zasugerować, że przecież nie robiła nic złego, a za myśli lub skojarzenia, które nie ujrzały światła dziennego — lub raczej — nocnego, nie mógł jej osądzać. To nie byłoby sprawiedliwe. - Hmm? - krótkie “proszę”, wyrwało ją z tego zamyślenia i sprawiło, że jej uwaga na powrót skupiła się na blondynie. Trzymała w palcach wilgotną koszulę, a on sam leżał już grzecznie, widocznie nie zamierzając ubrać niczego na siebie. Wstała, poprawiając ubranie, a gdy znów spojrzała na swoje łóżko, poczuła subtelny rumieniec na polikach, który na szczęście znikał gdzieś w półmroku, a przynajmniej taką miała nadzieję. Odwróciła wzrok gdzieś na bok, zaciskając palce na wilgotnym i ciepłym materiale ubrania. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś poza nią i jej pluszową świtą, spał w jej łóżku. Zwłaszcza półnagi mężczyzna. Mimowolnie, oczami wyobraźni dostrzegła Akane, która byłby rozwojem sytuacji zachwycona, co sprawiło, że zarumieniła się bardziej, zaciskając na chwilę oczy i pokręciła głową. Czując na sobie spojrzenie niebieskich oczu, odwzajemniła je z uśmiechem, starając się być po prostu Pandorą. Zarzuciła więc sobie koszulę przez ramię, przechodząc z drugiej strony łóżka, aby dotrzeć do krańca łóżka. - Prawda? Łóżko to podstawa. Musi być duże i wygodne, musi być koc i kołdra, poduszki i pluszaki. - wyjaśniła mu, łapiąc w dłonie gromadę maskotek. Była tam biała, puchata owca, której ciało przypominało faktycznie chmurę, dość duża Panda, rudy kot z czarnymi, śmiesznymi uszami, szary wilk z puchatym ogonem i niebieskimi oczami, a także różowa lama i królik. - Mogę Ci pożyczyć kogoś do spania, żebyś nie był samotny. Nigdy z nikim poza mną nie spały, nawet dzieciakom ich nie oddaje. - zaznaczyła, jakby był to prawdziwy zaszczyt, a potem spojrzała w dół, skupiając spojrzenie na pluszowym wilku. Wydawał się jej oczywistym dla niego wyborem, skoro mówił, że jest jednym i nawet był. - Pewnie weźmiesz jego, co? Aż dziwne, że nie mam pluszowego Niedźwiedzia, innego niż Panda. I to takiego wielkiego! - westchnęła z nutą zaskoczenia w głosie, dochodząc do wniosku, że duża i ciepła maskotka byłaby czymś idealnym. - Chcesz się chwilę nad tym zastanowić? - zapytała, przysiadając na krańcu łóżka i rozkładając maskotki w jego stronę, chciała mu ułatwić sięgnięcie po którąś dłonią. Nie mogła dać mu wszystkich, nawet jeśli na kanapę mogła zabrać dwie lub trzy. - Wolisz kołdrę czy koc do spania? To Cię przykryję.
Musiała ugryźć się w język, żeby nie dodać, że jak zaśnie, tu mu przemieni transmutacją jeansowe spodnie w dresowe, bo spanie w tak sztywnym materiale musiało być męczarnią.
Zapominała czasem, że w przeciwieństwie do niej, Hjalmar wcale nie żył w dwóch świat, a miał tylko Islandię. Od małego podróżowała między krajem matki, a ojca i chociaż ten ostatni zdecydował, aby uczęszczała do Hogwartu, to starali się ją poznać również z Turcją. Na tyle, żeby mogła sobie tam poradzić, nawet jeśli język znała dość słabo, więcej rozumiejąc, niż potrafiąc powiedzieć.
- Prawda? Niepozorna roślinka, miękka w środku, a otoczona pancerzem z kolców.. - odparła z westchnieniem, mimowolnie przenosząc na niego wymowne spojrzenie, bo przecież Niedźwiadek też mógłby być takim trochę kaktusem. Ten, który tkwił w donicy piaskowego koloru, był tylko mniejszą odmianą, na pustyni można było spotkać przedstawicieli tego gatunku, którzy mogliby równać się z blondynem wzrostem. Uśmiechnęła się pod nosem, ruchem głowy zgarniając pasma na plecy. Robiło się jej cieplej, dreszcz znikał ze skóry, a przemoczony materiał sukienki i trochę wilgotne włosy schły tak, jakby wcale nie chciały zdążyć przed prysznicem, którego wizja wciąż jawiła się w jej głowie.
- Ej, dlaczego wrzucasz mnie z nimi do jednego worka? Przecież jestem tylko w połowie Angielska. - wykonała gest obronny rękoma, nie przenosząc brązowych tęczówek z twarzy swojego gościa, który zdawał się wciąż kontemplować nad granatową bluzką z niewłaściwym napisem. - Nie znam się na sprzedaży pamiątek, ale dla mugoli chyba działa ta gra skojarzeń. - dodała jeszcze po chwili namysłu, bo przecież sprzedawano mnóstwo rzeczy tego typu. Wystarczyło w ciągu dnia przejść po najpopularniejszych miejscach stolicy, aby zobaczyć ogrom sprzedanego towaru i napis “Londyn”, który atakował z każdej strony. Częściej niż czerwone autobusy z piętrem.
Gorący prysznic usypiał, pomagał się zrelaksować i przede wszystkim doskonale sprawdzał się w styczniu, gdy tkwiło się w przemoczonych ubraniach. Byłaby zaskoczona, gdyby stwierdził, że na niego to nie działa w taki sposób. Ostentacyjnie prychnęła raz jeszcze, gdy szarpała się z nim trochę, aby usadzić go na tym nieszczęsnym łóżku, przed którym się bronił, chociaż zupełnie nie rozumiała dlaczego. Był zmęczony, wciąż trzymał butelkę z wódką i popijał, na pewno łatwiej mu będzie, jeśli usiądzie. Nawet nietrzeźwy, był silny i zwykłe przekomarzanie, czasem stawało się dla Prewettówny wyzwaniem. Dzisiejszego wieczoru wiele jej takich dawał, ale nie była wcale zdenerwowana z tego powodu.
Gdy wróciła z ręcznikiem i kucnęła, wzięła głębszy oddech, poprawiając sukienkę, a następnie ukradkiem zerknęła na swoją złotą literkę na dekolcie, zanim podniosła na niego wzrok i zarzuciła mu ręcznik na głowę. - Jak to, po co? Nie chcesz się rozgrzać prysznicem, nie chcesz magii, a ja nie chcę, żebyś się przeziębił. - wyjaśniła ze spokojem, delikatnie pocierając jasne pasma włosów, odrobinę rujnując mu przy tym fryzurę. Całe szczęście, że nie wiedziała o myśli, która pojawiła się w głowie mężczyzny, sugerując uduszenie, bo stuknęła by go palcem w czoło, chociaż w tym stanie to pewnie niewiele by od tego zmądrzał. Nie byłby z niej dobry zabójca, myśliwy lub inny człowiek, zajmujący się pozbawianiem życia innych. Czy nadal istnieli kaci? Słyszała o nich i czytała, przeglądając ulotki ich więziennej twierdzy.
Zawsze, gdy zdrabniał jej imię, zaskakiwał ją, bo przecież mało kiedy go używał. A brzmiało tak uroczo z Islandzkim akcentem, że wargi jej nieco drgnęły w zadowolonym uśmiechu, ignorując słowo “kanapka”. Nie mogła jednak wcale za to przemilczeć tego, aby się nim nie przejmowała, bo jego życzenie było niedorzeczne i było na to za późno. - Oczywiście, że będę się Tobą przejmować. I nie Pandorkuj mi tu teraz z tą niewinną miną.
Westchnęła, zsuwając mu ręcznik na ramiona i sugerując, że nie było sensu o tym dyskutować. Już dawno zdecydowała, że Hjalmar był człowiekiem ważnym dla niej, istotnym elementem jej życia, który dosłownie spadł z nieszczęsnej choinki. Wiedziała, że posiłek musiał zawierać mięso. Nie miała problemu z jego przygotowaniem lub zapachem, tak długo, jak nie musiała go jeść. Nie mogło być przecież tak trudne do przygotowania.
- Mhmm. - mruknęła, skupiając się raczej na tym, jak błękitne oczy zakrywała jakaś mgła, sugerująca zmęczenie i jeszcze większe upojenie alkoholowe. Łatwo było mu mówić - “nie musisz”, kiedy Pandora właśnie musiała, a przede wszystkim chciała. Gdy przecież ona odwiedzała Islandię, to on też o nią dbał. Wzięła od niego butelkę, robiąc małego łyka, aby chwilę później ją zakręcić i odstawić gdzieś na bok, nie chcąc przeszkadzać mu tej ciężkiej walce z guzikami, które nie dość, że były małe, to jeszcze mogły ślizgać mu się w palcach.
- Jeśli chcesz, to oczywiście, że Ci dam. Przyda Ci się coś zielonego w kuźni, on lubi ciepło. - odparła pogodnie, zerkając w stronę rośliny, która zdawała się zupełnie nieświadoma tego, że będzie miała nowego właściciela i trafi do innego domu. Rozejrzała się jeszcze po sypialni, szukając wzrokiem swojej piżamy, ale na szczęście musiała zostawić ją w łazience, dzięki czemu nie będzie musiała go budzić, jak już zaśnie. A nie wróżyła mu długiej nocy. Gdy poradził sobie z ubraniem, posłała mu pełen uznania uśmiech, czując na sobie — co było dziwne i trochę przerażające — spojrzenie niebieskich oczu niedźwiadka na rzemyku, na którego mimowolnie spojrzała, starając się zupełnie ignorować znajdujący się za nim, odkryty tors. Wyrzeźbiona ozdoba dawała przeświadczenie, jakby zaklęty był w niej duch, być może niedźwiedzia lub druida, który miał taką formę, jako zmiennokształtny. O takich były opowieści. Uniesioną dłonią odgarnęła brązowe pasmo włosów za ucho, na chwilę unosząc brew, jakby usiłowała biżuterii zasugerować, że przecież nie robiła nic złego, a za myśli lub skojarzenia, które nie ujrzały światła dziennego — lub raczej — nocnego, nie mógł jej osądzać. To nie byłoby sprawiedliwe. - Hmm? - krótkie “proszę”, wyrwało ją z tego zamyślenia i sprawiło, że jej uwaga na powrót skupiła się na blondynie. Trzymała w palcach wilgotną koszulę, a on sam leżał już grzecznie, widocznie nie zamierzając ubrać niczego na siebie. Wstała, poprawiając ubranie, a gdy znów spojrzała na swoje łóżko, poczuła subtelny rumieniec na polikach, który na szczęście znikał gdzieś w półmroku, a przynajmniej taką miała nadzieję. Odwróciła wzrok gdzieś na bok, zaciskając palce na wilgotnym i ciepłym materiale ubrania. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś poza nią i jej pluszową świtą, spał w jej łóżku. Zwłaszcza półnagi mężczyzna. Mimowolnie, oczami wyobraźni dostrzegła Akane, która byłby rozwojem sytuacji zachwycona, co sprawiło, że zarumieniła się bardziej, zaciskając na chwilę oczy i pokręciła głową. Czując na sobie spojrzenie niebieskich oczu, odwzajemniła je z uśmiechem, starając się być po prostu Pandorą. Zarzuciła więc sobie koszulę przez ramię, przechodząc z drugiej strony łóżka, aby dotrzeć do krańca łóżka. - Prawda? Łóżko to podstawa. Musi być duże i wygodne, musi być koc i kołdra, poduszki i pluszaki. - wyjaśniła mu, łapiąc w dłonie gromadę maskotek. Była tam biała, puchata owca, której ciało przypominało faktycznie chmurę, dość duża Panda, rudy kot z czarnymi, śmiesznymi uszami, szary wilk z puchatym ogonem i niebieskimi oczami, a także różowa lama i królik. - Mogę Ci pożyczyć kogoś do spania, żebyś nie był samotny. Nigdy z nikim poza mną nie spały, nawet dzieciakom ich nie oddaje. - zaznaczyła, jakby był to prawdziwy zaszczyt, a potem spojrzała w dół, skupiając spojrzenie na pluszowym wilku. Wydawał się jej oczywistym dla niego wyborem, skoro mówił, że jest jednym i nawet był. - Pewnie weźmiesz jego, co? Aż dziwne, że nie mam pluszowego Niedźwiedzia, innego niż Panda. I to takiego wielkiego! - westchnęła z nutą zaskoczenia w głosie, dochodząc do wniosku, że duża i ciepła maskotka byłaby czymś idealnym. - Chcesz się chwilę nad tym zastanowić? - zapytała, przysiadając na krańcu łóżka i rozkładając maskotki w jego stronę, chciała mu ułatwić sięgnięcie po którąś dłonią. Nie mogła dać mu wszystkich, nawet jeśli na kanapę mogła zabrać dwie lub trzy. - Wolisz kołdrę czy koc do spania? To Cię przykryję.
Musiała ugryźć się w język, żeby nie dodać, że jak zaśnie, tu mu przemieni transmutacją jeansowe spodnie w dresowe, bo spanie w tak sztywnym materiale musiało być męczarnią.