30.07.2023, 00:44 ✶
Pomimo okropnego widoku związanego z lizaniem krwi dawno przegniłego członka rodziny, ceremonia była dość ciekawa. Blondynka zawsze lubiła uczyć się nowych rzeczy, a jako koroner, powinna przecież być obeznana w metodach i tradycjach związanych z pochówkiem oraz przygotowywaniem do niego ciała. Być może — poza nietypową konwersacją z równie nietypowym Martinem — samo widowisko chowania Edwarda w piach, mogłaby uznać za najciekawsze wydarzenie dzisiejszego dnia. Wzięła głębszy oddech, jakby coś ciężkiego spadło z jej ramion, chociaż jej strapiona i smutna mina, odpowiednia do okoliczności, wcale nie wskazywała na tak duże zadowolenie.
Czy nazwałaby go szorstkim lub nieprzyjemnym? Nie. Nie miała jednak też prawa ani też odwagi wyszukiwać żadnych innych epitetów, gdyż znali się zbyt krótko. Okoliczności i tematyka spotkania sprawiały jednak, że na pewno zostanie jej w pamięci. Uciekła więc od ciotek, zostawiając je na głowie Castiela i mogła wrócić do tego, co było interesujące, poza udawaniem zrozpaczonej, niedoszłej wdowy ze złamanym sercem. Merlinowi dziękować, że tego ślubu nie wzięli.
- Nie szkodzi, miałam niespodziankę.
Nie była sympatykiem niespodzianek, zwłaszcza urodzinowych lub towarzyskich, ale takie tego typu — mogła znieść, głównie dlatego, że nie kręciły się dookoła niej samej, czego nie lubiła. Owszem, błyszczała, gdy czegoś potrzebowała, gdy po prostu musiała, lecz zwykle jednak preferowała stanie z boku, co miało dobry wpływ na jej dostosowywanie wizerunku. Błękitne tęczówki skryte za czarną woalką, którą kilka sekund później subtelnie odgarnęła na bok, wpatrywały się w tkwiącego wśród nagrobków mężczyznę. Jego słowa sprawiły, że ściągnęła brwi, a kilka twarzy przemknęło jej przed oczyma. Ledwo dostrzegalny ruch ramion mógł sugerować, że pytanie nie było dla niej obraźliwie, nie traktowała go w żaden sposób jako informację prywatną. - Śmierć jest czymś naturalnym, nie uznałabym tego za coś osobistego. Dotyka przecież każdego, nie ma nic pewniejszego w naszym życiu, niż ona na jego krańcu, niezależnie od czasu i miejsca. - odparła ze spokojem, nieco ciszej, aby nikt nie miał okazji przysłuchiwać się ich rozmowie. Jeszcze tylko komentarzy wyperfumowanych staruszek brakowało. - Tak, byłam. A Ty?
Odbiła piłeczkę, zainteresowana tym, dokąd to pytanie zmierzało, głównie przez jego nietuzinkowość. Zerknęła na chwilę w stronę ojca oraz brata, upewniając się, że wciąż pozostawali na cmentarzu, bo Cyna nie miała pojęcia, czy to już koniec, czy żałobnicy mieli wrócić do stołów i alkoholu, wspominając nudne życie Edwarda.
Czy nazwałaby go szorstkim lub nieprzyjemnym? Nie. Nie miała jednak też prawa ani też odwagi wyszukiwać żadnych innych epitetów, gdyż znali się zbyt krótko. Okoliczności i tematyka spotkania sprawiały jednak, że na pewno zostanie jej w pamięci. Uciekła więc od ciotek, zostawiając je na głowie Castiela i mogła wrócić do tego, co było interesujące, poza udawaniem zrozpaczonej, niedoszłej wdowy ze złamanym sercem. Merlinowi dziękować, że tego ślubu nie wzięli.
- Nie szkodzi, miałam niespodziankę.
Nie była sympatykiem niespodzianek, zwłaszcza urodzinowych lub towarzyskich, ale takie tego typu — mogła znieść, głównie dlatego, że nie kręciły się dookoła niej samej, czego nie lubiła. Owszem, błyszczała, gdy czegoś potrzebowała, gdy po prostu musiała, lecz zwykle jednak preferowała stanie z boku, co miało dobry wpływ na jej dostosowywanie wizerunku. Błękitne tęczówki skryte za czarną woalką, którą kilka sekund później subtelnie odgarnęła na bok, wpatrywały się w tkwiącego wśród nagrobków mężczyznę. Jego słowa sprawiły, że ściągnęła brwi, a kilka twarzy przemknęło jej przed oczyma. Ledwo dostrzegalny ruch ramion mógł sugerować, że pytanie nie było dla niej obraźliwie, nie traktowała go w żaden sposób jako informację prywatną. - Śmierć jest czymś naturalnym, nie uznałabym tego za coś osobistego. Dotyka przecież każdego, nie ma nic pewniejszego w naszym życiu, niż ona na jego krańcu, niezależnie od czasu i miejsca. - odparła ze spokojem, nieco ciszej, aby nikt nie miał okazji przysłuchiwać się ich rozmowie. Jeszcze tylko komentarzy wyperfumowanych staruszek brakowało. - Tak, byłam. A Ty?
Odbiła piłeczkę, zainteresowana tym, dokąd to pytanie zmierzało, głównie przez jego nietuzinkowość. Zerknęła na chwilę w stronę ojca oraz brata, upewniając się, że wciąż pozostawali na cmentarzu, bo Cyna nie miała pojęcia, czy to już koniec, czy żałobnicy mieli wrócić do stołów i alkoholu, wspominając nudne życie Edwarda.