• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain

04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#4
30.07.2023, 00:50  ✶  
Pojęcie i zrozumienie zjawiska, jakim był czas, zdawało się banalnie proste i jednocześnie, niesamowicie skomplikowane. Każdy wiedział, jak go odliczano, ile sekund trwała minuta, ile minut trwała godzina, jak liczyć dni i noce, a jednak zdarzały się takie, gdzie ten mały oszust zdawał się stać w miejscu lub wręcz przeciwnie, pędzić niczym stado szalonych koni. Ludzie tracili cenne chwile, a kilkanaście godzin zdawało się wówczas jedynie mruknięciem. Tak było właśnie dla Cynthii, odkąd rozpoczęły się porządki po jarmarku, który Louvain wraz ze swoim Mistrzem zamienił w pole bitwy i pobojowisko.
Nie była pewna, czy chciałaby w ogóle znać przebieg wydarzeń tamtej nocy, widziany oczami czarnowłosego przyjaciela, który tak często odciągał jej myśli od obowiązków. To uczucie niepokoju, strach, kołatanie serca — zupełnie, jakby miała stracić część samej siebie, gdyby coś mu się stało. Nie było to przyjemne, uderzało w jej potrzebę utrzymania kontroli. Gdy list znalazł się w jej dłoniach, wiedziała tylko tyle, że musi — po prostu musi — rzucić wszystko i odwiedzić jego posiadłość, skoro potrzebował pomocy, tym bardziej że główną pomoc, której blondynka mogła udzielić, mieściła się w zakresie alchemii, uzdrawiania i nekromancji, a związane z tym myśli nie napawały pozytywnie. Mógł być ranny, mógł być przeklęty, zatruty lub nawet gorzej. Myśl ta sprawiła, że fala nieprzyjemnego dreszczu przebiegła po bladym ciele, zrobiło się jej sucho w ustach. A potem nim się spostrzegła, czas znów sprawił figla i tkwiła przed drzwiami mężczyzny, którego towarzystwo oznaczało przecież w głównej mierze kłopoty.
W jakiś sposób zawsze ciągnęło ich do siebie, tliła się między dwójką czarodziejów o szlachetnym pochodzeniu jakaś iskra, która nie chciała zgasnąć. Bardzo subtelna, jedynie łaskocząca, objawiająca się w niewypowiedzianych słowach i przelotnych spojrzeniach. On miał narzeczoną, a jej ojciec miał zupełnie inne plany na swoją córkę, nie było przecież logiki w przekraczaniu granic kolejny raz. Po co angażować się w coś bez przyszłości? Nie mogła jednak oszukać serca, które uderzyło jej kilkukrotnie szybciej na jego widok, ogarnięte niepokojem, smutkiem, obawą, ale też chyba tęsknotą. Nie była pewna, Cyna nigdy nie była dobra w rozumieniu zawiłości ludzkich emocji.
Jej spojrzenie było łagodne, pokusić się można nawet o nazwanie go czułym, a posłany przez niego uśmiech sprawił, że na chwilę zapomniała o oddechu, czując, jak miękną jej nogi. I podobnie, jak u niego — jedynie lata praktyki, doświadczenia w opanowywaniu mimiki twarzy sprawiły, że nie przypominała teraz prawdziwie zauroczonej, pogrążającej się w chęci trzymania go blisko siebie nastolatki. Miała wrażenie, że gdy mrugnie, a palce ześlizgną się z chłodnej skóry jego twarzy, to rozpłynie się i zniknie, a ona znów będzie czuła tylko niepewność i strach, jakby podświadomie wiedziała, że miałaby Louvainowi stać się krzywda. Rozchyliła usta, gdy splótł ich palce, obdarzając ich obydwoje krótką i niewinną pieszczotą, nie zauważając nawet, jak blisko niego tkwiła. Zupełnie, jakby był jakąś formą przyciągającej jej grawitacji. Niezbędnej do życia. Ścisnęła jego palce, drugą dłoń jednak cofając, aby po omacku odszukać swojej srebrnej różdżki.
- Nie wiem jak, ale czułam, wiedziałam, że może stać Ci się krzywda. I myśl ta była paraliżująca, wpędzająca w niemoc. - odparła cicho, jakby miało mu to wszystko wytłumaczyć. Nigdy nie była wylewna, nie umiała odpowiednio słowami przekazywać swoich myśli, gdy te sięgały tak prywatnych i głęboko skrytych, bliskich sercu pragnień. Zatonęła w jego oczach, kręcąc delikatnie głową z jakimś niezadowoleniem, że w ogóle brał w tym cyrku udział. Nie przerywała mu, posłusznie wędrując spojrzeniem w stronę ramienia, na które uniosła brew i zacisnęła palce na magicznym kiju, który odnalazła w rzuconej obok torbie. Cynthia westchnęła, a gdy wspomniał, że jej ufa, nie mogła powstrzymać subtelnego uniesienia kącików ust ku górze. Przysunęła się, ciepłymi wargami muskając jego usta, ot, zwykły buziak, a potem oparła swoje czoło o jego, przymykając oczy. - Nie pozwolę, żeby coś Ci się stało. Zrelaksuj się Lou. - poleciła szeptem, skupiając swoją uwagę na wyuczonych formułkach, odszukując odpowiednich metod w swojej głowie. Owszem, nie była to magia powszechnie akceptowana, ale on wiedział, znał jej sekret i nie musiała się przecież obawiać. Zaciskając więc srebrne drzewo, wciąż trzymając jego dłoń, zaczęła coś szeptać, bezgłośnie, nie unosząc powiek. Mógł poczuć, mrowienie, być może nawet odrobinę ciepła, które zdawało się napływać z miejsc, gdzie ich ciała się stykały. Przekazywanie i manipulacja siłami witalnymi były podstawą nekromancji. Cynthia doskonale wiedziała, że oddając mu swoją energię, będzie w stanie również w pewien sposób zrozumieć i poznać to, co działo się z jego organizmem, ukradkiem odbierając mu odrobinę jego własnych. Proces ten wymagał wyczucia. Najpierw osoba przekazująca siły życiowe czuła zmęczenie i senność, potem zawroty głowy, następował krwotok z nosa i spowolnienie pracy narządów wewnętrznych, co prowadziło do utraty przytomności. Gdyby formowała inkantację inaczej, mogłoby to doprowadzić nawet do wysuszenia nekromanty, jego śmierci. Najpierw musiał poczuć się lepiej, ręka nie była problemem, zwłaszcza że taka forma przekazu poniekąd przyśpieszała regenerację. Resztę załatwią proste zaklęcia, eliksiry.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (4226), Louvain Lestrange (3215)




Wiadomości w tym wątku
04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Louvain Lestrange - 15.07.2023, 13:37
RE: 04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Cynthia Flint - 18.07.2023, 22:13
RE: 04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Louvain Lestrange - 23.07.2023, 19:38
RE: 04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Cynthia Flint - 30.07.2023, 00:50
RE: 04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Louvain Lestrange - 06.08.2023, 20:01
RE: 04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Cynthia Flint - 13.08.2023, 00:12
RE: 04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Louvain Lestrange - 16.08.2023, 11:01
RE: 04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Cynthia Flint - 19.08.2023, 23:13
RE: 04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Louvain Lestrange - 03.09.2023, 22:34
RE: 04.05.72 | Marzenia | Cynthia & Louvain - przez Cynthia Flint - 09.09.2023, 22:42

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa