30.07.2023, 01:18 ✶
Na myśl, jak niewiele brakowało, żeby została na Polanie Ognisk jeszcze trochę i tym samym trafiła w środek zamieszania, Eunice robiło się całkiem zimno. Jeszcze zimniej, gdy okazało się, iż w Mungu jest przez to naprawdę dużo pracy… wróć, nie przez „dużo pracy”, tylko przez skutki tegoż, jakie widziała na własne oczy. I jakimi się siłą rzeczy zajmowała, mając już jakie takie pojęcie o składaniu wszystkiego do kupy. Pewnie, trochę jej brakowało do pełnego uzdrowicielskiego wykształcenia, ale wciąż, trafiały się przypadki, w których ktoś nie do końca wtajemniczony we wszystkie arkana (inna sprawa, że uzdrowicielstwo to dziedzina, w której tak naprawdę należało się kształcić całe życie, a nie, że Hogwart, Akademia, dziękuję, do widzenia, już pan wie wszystko i choroby oraz urazy nie mają żadnych tajemnic) byłby w stanie sobie z nimi sobie poradzić.
Całkiem niespodziewanie dla siebie, nie pozostała w Londynie – jedna z uzdrowicielek, wybierająca się w środek całego rozgardiaszu uznała, że przyda jej się dodatkowa para rąk (tak jakby w Mungu wcale się nie miała przydać, mhm) i postanowiła zgarnąć ze sobą również i Eunice. Cóż, ta była jedynie stażystką, generalnie robiła to, co jej kazano i jak jej kazano, toteż koniec końców – nie minęła nawet doba, kiedy z powrotem znalazła się w miejscu, gdzie świętowano sabat.
Na miejscu między innymi okazało się, iż jest potrzebny ktoś, kto obeznaje się w sprawach ludzkiego ciała – i to niekoniecznie w samym polowym szpitalu. W las wychodziły grupy, natrafiające w ostępach na potrzebujących pomocy; a zanim się udało z nimi wrócić, to… mogło być trochę za późno dla poszkodowanych. Uzdrowiciel zaś, jeśli taki był w grupie poszukiwaczy, dawał szansę na to, iż uda się chociażby wstępnie ogarnąć pacjenta i nie doprowadzić do sytuacji, w której ratunek przybył o czasie, ale jednocześnie nie był w stanie tak naprawdę pomóc. Toteż zdecydowała się zgłosić do przeczesywania lasu. Dość szybko wskazano jej, że jest taki i taki, nie ma jeszcze pary, więc proszę bardzo, stoi tam i powodzenia w poszukiwaniach. O, i nawet nazwisko nie było takie znowu nieznajome.
- Hej – przywitała się krótko, podchodząc do Prewetta i posyłając mężczyźnie dość blady, zmęczony uśmiech. Mimo wszystko, dzień był długi i nie do końca jeszcze była pewna, kiedy dokładnie się skończy – Sparowali mnie właśnie z tobą, więc… idziemy? – spytała, nie bawiąc się w ceregiele. Tak jakby nie czas ku temu, prawda? A porozmawiać o dupie Maryni czy też, raczej, końskich sprawach – jak należało się spodziewać w przypadku tej dwójki – można było w drodze.
Całkiem niespodziewanie dla siebie, nie pozostała w Londynie – jedna z uzdrowicielek, wybierająca się w środek całego rozgardiaszu uznała, że przyda jej się dodatkowa para rąk (tak jakby w Mungu wcale się nie miała przydać, mhm) i postanowiła zgarnąć ze sobą również i Eunice. Cóż, ta była jedynie stażystką, generalnie robiła to, co jej kazano i jak jej kazano, toteż koniec końców – nie minęła nawet doba, kiedy z powrotem znalazła się w miejscu, gdzie świętowano sabat.
Na miejscu między innymi okazało się, iż jest potrzebny ktoś, kto obeznaje się w sprawach ludzkiego ciała – i to niekoniecznie w samym polowym szpitalu. W las wychodziły grupy, natrafiające w ostępach na potrzebujących pomocy; a zanim się udało z nimi wrócić, to… mogło być trochę za późno dla poszkodowanych. Uzdrowiciel zaś, jeśli taki był w grupie poszukiwaczy, dawał szansę na to, iż uda się chociażby wstępnie ogarnąć pacjenta i nie doprowadzić do sytuacji, w której ratunek przybył o czasie, ale jednocześnie nie był w stanie tak naprawdę pomóc. Toteż zdecydowała się zgłosić do przeczesywania lasu. Dość szybko wskazano jej, że jest taki i taki, nie ma jeszcze pary, więc proszę bardzo, stoi tam i powodzenia w poszukiwaniach. O, i nawet nazwisko nie było takie znowu nieznajome.
- Hej – przywitała się krótko, podchodząc do Prewetta i posyłając mężczyźnie dość blady, zmęczony uśmiech. Mimo wszystko, dzień był długi i nie do końca jeszcze była pewna, kiedy dokładnie się skończy – Sparowali mnie właśnie z tobą, więc… idziemy? – spytała, nie bawiąc się w ceregiele. Tak jakby nie czas ku temu, prawda? A porozmawiać o dupie Maryni czy też, raczej, końskich sprawach – jak należało się spodziewać w przypadku tej dwójki – można było w drodze.