30.07.2023, 13:12 ✶
Skinęła lekko głową. Tak. Malfoy. Znowu Malfoy, bo przecież nie tak dawno nosiła jeszcze inne, ale co było, a nie jest, na dobrą sprawę nie pisze się w rejestr, więc nie ma co o tym dywagować.
- Tak, bardzo dobrze – zapewniła, jakby samo skinięcie nie wystarczyło na potwierdzenie. Uśmiechnęła się ciut szerzej, gdy wspomniało znajomej osobistości – fakt, jakoś pewniej się człowiek mógł poczuć, gdy szedł między drzewa w skądinąd znanym towarzystwie, nie zaś z kimś zgoła obcym.
- Ja też – przyznała krótko, po czym dodała, również wyciągając różdżkę i zaciskając na niej palce – Jest już dość późno, zaraz będzie całkiem ciemno, więc myślę, ze nie będziemy się zapuszczać bardzo głęboko – zaznaczyła na wszelki wypadek, dość okrężną drogą sugerując, że o ile była w stanie kawałek przejść – to bynajmniej nie miała zamiaru aż tak się poświęcać, żeby szukać do świtu. Raz, że to jednak był las, dwa, że wątpiła, że byłaby w stanie aż tyle wytrzymać. Żaden z niej auror, brygadzista czy też inszy sportowiec. Może nie szorowała całkiem po dnie, jeśli chodziło o ogólną sprawność organizmu, to jednak daleko miała do wytrzymałości niektórych ludzi, a co za tym idzie – naprawdę należało przeliczyć siły na zamiary.
- W stadninie wszystko dobrze? – zagadnęła kurtuazyjnie, rozpalając światło na końcu różdżki. Z którejkolwiek strony by nie patrzeć: pora dnia była, jaka była, a jak się wchodziło między te wszystkie drzewa… to już się robiło jeszcze bardziej ciemniej.
Straszniej?
Może jednak zgodzenie się na „spacer” nie było dobrym pomysłem, może trzeba się było jednak zaprzeć i uznać, że bynajmniej nigdzie nie idzie i koniec, kropka. Z drugiej strony… nie była sama, więc może akurat nic ich nie zeżre? I może, jakimś cudem, faktycznie natkną się na kogoś, komu jeszcze można by było udzielić pomocy.
Cudem, bo już tyle czasu przecież minęło, że w jej opinii szanse na znalezienie kogoś żywego w tej Kniei były już nikłe.
!F1
- Tak, bardzo dobrze – zapewniła, jakby samo skinięcie nie wystarczyło na potwierdzenie. Uśmiechnęła się ciut szerzej, gdy wspomniało znajomej osobistości – fakt, jakoś pewniej się człowiek mógł poczuć, gdy szedł między drzewa w skądinąd znanym towarzystwie, nie zaś z kimś zgoła obcym.
- Ja też – przyznała krótko, po czym dodała, również wyciągając różdżkę i zaciskając na niej palce – Jest już dość późno, zaraz będzie całkiem ciemno, więc myślę, ze nie będziemy się zapuszczać bardzo głęboko – zaznaczyła na wszelki wypadek, dość okrężną drogą sugerując, że o ile była w stanie kawałek przejść – to bynajmniej nie miała zamiaru aż tak się poświęcać, żeby szukać do świtu. Raz, że to jednak był las, dwa, że wątpiła, że byłaby w stanie aż tyle wytrzymać. Żaden z niej auror, brygadzista czy też inszy sportowiec. Może nie szorowała całkiem po dnie, jeśli chodziło o ogólną sprawność organizmu, to jednak daleko miała do wytrzymałości niektórych ludzi, a co za tym idzie – naprawdę należało przeliczyć siły na zamiary.
- W stadninie wszystko dobrze? – zagadnęła kurtuazyjnie, rozpalając światło na końcu różdżki. Z którejkolwiek strony by nie patrzeć: pora dnia była, jaka była, a jak się wchodziło między te wszystkie drzewa… to już się robiło jeszcze bardziej ciemniej.
Straszniej?
Może jednak zgodzenie się na „spacer” nie było dobrym pomysłem, może trzeba się było jednak zaprzeć i uznać, że bynajmniej nigdzie nie idzie i koniec, kropka. Z drugiej strony… nie była sama, więc może akurat nic ich nie zeżre? I może, jakimś cudem, faktycznie natkną się na kogoś, komu jeszcze można by było udzielić pomocy.
Cudem, bo już tyle czasu przecież minęło, że w jej opinii szanse na znalezienie kogoś żywego w tej Kniei były już nikłe.
!F1