Powinni sobie umówić jakieś hasło, by Sauriel mógł się upewnić, ze Victoria, to właśnie Victoria, a nie jakaś baba co faktycznie zapomniała fajek, a strasznie chciało jej się palić. Ale sobie nie umówili. Rookwood był na szczęście na tyle bystry, że sobie dodał jeden i dwa, wyszło mu trzy i baba okazała się być panną Lestrange, której nagle zachciało się palić. Ostatnio… Jakoś częściej popalała. Z nerwów, bo historia z Limbo momentami nie dawała jej spać. Przyjęła od niego paskudnego papierosa i nawet machnęła do niego, żeby faktycznie jej go odpalił. A na koniec, jako taką kropkę nad i, wypuściła dym z ust prosto na niego.
- To szykuj portfel – wymamrotała, tylko trochę udobruchana.
Po co miałaby zmieniać twarz w jakąś piękną kobietę? Żeby Sauriel miał się na co pogapić przez tę noc? Żeby ją tym wkurwiał? Żeby zwracała na siebie uwagę? A w życiu. Zmieniała mordę, żeby się w oczy nie rzucać i żeby nikt jej nie rozpoznał, żeby i Sauriel nie zwracał nadmiernej uwagi z jakąś seksbombą przy boku – dostał więc właśnie to. Nijakość i wiek. - Uzbrój się w cierpliwość, bo sobie jeszcze trochę potęsknisz – za jej piękną twarzyczką znaczy się. Doceniasz to, co masz, kiedy to tracisz, więc teraz Sauriel mógł sobie wyobrazić sytuację, gdyby Victoria nie wyglądała jak Victoria, gdyby o siebie nie dbała, nie miała swojej figury i urody i tak dalej, i tak dalej. Może nie była w jego typie, może mu się nie podobała, ale hej! Mogło być przecież znacznie gorzej. A i ona sama już tęskniła za swoimi dłońmi, za swoim wcięciem w talii, za włosami, gładką twarzą, oczami, ustami no i przede wszystkim – za głosem. Bo ten chrapliwy… Na Matkę – okropność.
- Nie, nie jakby się zamazało. Po prostu… Pamiętasz, że miałeś coś zrobić, ale nie pamiętasz gdzie. Najpierw była ta myśl, że NAPRAWDĘ musze iść, teraz, zaraz już i odebrać swoje zamówienie, bo wtopię kupę kasy, przepadnie i już ich nie odzyskam, bo wpłaciłam i nie odebrałam tego, co miałam odebrać. I jak już tu trafiłam, to miałam taką myśl, że po cholerę ja tu w ogóle idę… Wiesz… Masz w dłoni gazetę i idziesz otworzyć szafkę, żeby wyciągnąć sobie szklankę i nalać whisky i zostawiasz tam gazetę, wracasz do pokoju bez niej, potem wracasz do szafki i nie pamiętasz po co. To takie uczucie – starała mu się wyjaśnić najlepiej jak umiała ten dziwny stan. - Potem sobie przypomniałam, że miałam coś odebrać, ale zaraz przyszła myś, że pfff niewaaażne, bo już to przecież zrobiłam i w ogóle głupia ja, po co sobie głowę zawracam. Odebrałam, jest w domu, wszystko dobrze – Victoria odnosiła wrażenie, że w tym ciele… to chyba był jakiś przełącznik w jej mózgu, zachowywała się odrobinę inaczej. Jakby nie była ograniczona swoim wyglądem i reputacją, jakby nic ją nie blokowało. - No ale zaraz przyszła myśl, że nie no, w domu tego nie ma, bo ONA GO ZABRAŁA. I przypomniał mi się ten moment – skrzywiła się wyraźnie i jeśli Sauriel akurat odwrócił na nią głowę, to mógł to zobaczyć. - Czułam się jak kretynka – jakby jej naprawdę rozum odbierało. Nic dziwnego że nikt nie zaczepił jej i Brenny, skoro ona łaziła tam i z powrotem, łapała się za głowę – naprawdę musiała wyglądać jakby była wariatką, a takich tu nie brakowało. Nie przeszkadzała jej ta rozmowa, bo chociaż nie wyglądali aż tak podejrzanie – ot, idą, rozmawiają, wielkie mi rzeczy. Rolę szurniętej miała więc już przećwiczoną, w razie problemów mogła odstawić scenkę.
Kusiło ją zapytać, czy daleko jeszcze. Powstrzymała się jednak.