Saurielowi dobrze się kojarzyło. Sam był beztalenciem w transmutacji, ale Victoria też nie była żadnym asem. Była całkowicie… przeciętna. Nie to, że wierzyła, że teraz spieprzy sukienkę, skurczy ją nagle czy coś w tym guście, ale ostatecznie uznała, że taka nieco za mała dopełni jej wygląd niekoniecznie zamożnej, podstarzałej czarownicy, kręcącej się po Nokturnie. Więc się męczyła. Samej sukni nie było jej szkoda, po wszystkim i tak by się jej pozbyła, tak na wszelki wypadek. W odpowiedzi wymamrotała więc mało zrozumiale do Sauriela, że wytrzyma i zostawiła ten temat, odruchowo się jeszcze kilka razy poprawiając. Wyjaśnienie Sauriela nieco ją uspokoiło, ale i tak te nieprzyjemne myśli gdzieś jej się kręciły po głowie.
Lestrange była ostrożna. Nie była paranoikiem, po prostu skoro już się podjęła pomocy Saurielowi w wytropieniu dwóch typów, to zamierzała zrobić to dobrze. Nie na skróty, nie na pół gwizdka. I tak, żeby i ich w tym procederze nie złapali. Miała na to przygotowaną wymówkę w razie czego, ale miała nadzieję, że nie będzie musiała się nią wyłgać z całej tej sytuacji – nie była gotowa położyć na szali swojej reputacji. Tym niemniej dlatego wolała się kilka razy upewnić, że nie wejdzie na nich nikt nieproszony. Miała też nadzieję, że Sauriel faktycznie nie wszedł wcześniej w żadną pułapkę i po prostu puścili go dla spokoju, albo żeby zobaczyć, co zrobi… Tak czy siak – ewidentnie zaklęcie było rzucone i Victoria je rozproszyła. I dopiero wtedy zdecydowała się wejść do środka
- Na wszelki wypadek chociażby – a może też podejrzewali, że nie jest pusta. Albo wiedzieli, że jest i po prostu zastawiali pułapkę. Nie planowała tego tłumaczyć Saurielowi, będzie musiał pogłówkować sam – przecież nie poda mu na tacy wszystkich metod, jakie stosowali stróże prawa, czy raczej powodów. Był bystry, zakładała, że się domyśli sam. Bardziej zdziwiona była, że jeszcze tego nie wiedział. - Tak. Chcę sama sprawdzić – może i BUM wszystko sprawdził, może coś znaleźli – może i im uda się coś znaleźć i łatwiej będzie Saurielowi połączyć niektóre fakty i wskazówki. Chodziło o to, by przekonać się na własnej skórze, zrównać się w wiedzy z BUMem, a może… wyprzedzić ich o krok. Bez zaglądania w akta sprawy.
Podreptała za Saurielem, zaklęciem zamykając za nimi drzwi. Na dłoniach miała rękawiczki – tak na wszelki wypadek, bo nie wiedziała, czy jej chłód nie przebije się pomimo eliksiru wielosokowego i nie chciała nikogo zaskoczyć swoim zimnem. Dopiero gdy drzwi były zamknięte – rozejrzała się wokół, ale nim zapaliła swoją różdżkę – rzuciła zaklęcie, by światło nie było widoczne z zewnątrz. Uważnie stawiała kroki na skrzypiącej podłodze, starała się rozeznać w planie budynku, w tym jak rozrzucone były skrzynie i pudła. Podeszła nawet do jednej z nich i lekko uchyliła wieko, by zajrzeć do środka. Pusto. Kolorowy pył udający kurz i mieszający się z nim, osiadał na wszystkim i teraz kobieta spojrzała na podłogę, patrząc na ślady – ignorując te, które zostawiała z Saurielem. Zanotowała, że przy wyjściu trzeba będzie to „poprawić” by wyglądało to tak, jakby nigdy tutaj nie byli. Znowu machnęła różdżką, chcąc rozproszyć ewentualne zaklęcia, jakie były rzucone tutaj na parterze budynku. I w taki sposób, pomalutku, dostała się do schodów. Spojrzała w ich górę. Weszła nawet kilka kroków, by z wysokości spojrzeć na podłogę parteru, na te wszystkie schody, skrzynie… Czy nie układały się w jakiś pozornie przypadkowy wzór…?