Chyba żeby dać z siebie więcej to musieliby skończyć tam, gdzie naprawdę chcieli, bez więzienia, jakie im zgotowano. Wszystko dzięki im wspaniałym tatusiom. Sauriel nie pytał Stanleya, czy chciałby być jak swój papcio. To było jedno z takich pytań, które wprawiały w jakiś taki dziwnie poważny nastrój... chociaż akurat z tym Mulciberem, z którym konie mógłby kraść, pewnie byłyby tylko jakieś podśmiechujki. Na przykład z tego, czy sobie wyobraża własnego starego podrywającego loszki na dzielnicy. No, może? W końcu jakoś ten Stanley powstać musiał? Ale zaraz, Robert miał żonę, to to... to nie była chyba matka Stanleya? Sauriel nie pozwolił sobie teraz nad kminieniem tego trudnego zagadnienia prywatnego życia swojego przełożonego. Były ważniejsze sprawy, na których musiał mózg skupić. To jest - całe jego 30%. Chociaż akurat ogórki to był tak trudny temat, że nawet włączył piąty bieg. Czyli wskoczył na 40%.
- Twoja specjalność? - Zmarszczył nos, brwi i ewidentnie było widać, że jednak skupia się bardziej na ogórkach niż na czymkolwiek innym, a dwa procesy na raz nie miały prawa w jego głowie chwilowo istnieć. - Znaczy ze pracujesz w szklarni i gapisz się na ogórki? To stąd ta chęć sadzenia swoich, tak? - Okej, okej! Sauriel wiedział, że Stanley w szklarni nie pracował, ale teraz przyszło mu do głowy: no może gość dorabiał na wakacjach? Kto tego cholernika wie? Ale w końcu zamarł na krótki moment patrząc na Stanleya. I naprawdę, NAPRAWDĘ chciał zachować kamienną twarz, no ale po prostu nie potrafił! Banan mu sam rósł na mordzie, kiedy przyjaciel powiedział o tych raportach i, oh god, już widział, jak on na serio siedzi godzinami i pilnuje, żeby czasem ogórki nie uciekły. Ogórki. Kurwa, OGÓRKI. Jak ROŚLINA mogłaby uciec? Zwłaszcza ziarenko? No przecież to by musiało być już ostatecznie pojebane! Sauriel jednak nadal ze sobą dzielnie walczył, próbując ściągnąć zaciesz z własnego ryja.
- Stanley, jesteś kurwa obrzydliwy. Nie zmieniaj się. - Niestety był w stanie uwierzyć, że pan Borgin wchodził do knajpy, dosiadał się do jakiejś młodej, fajnej dupy i prosił o możliwość sprawdzenia jej pełnoletności. I niekoniecznie musiało tu chodzić o dokumenciki.
Sauriel sobie z powrotem klapnął, zadowolony z życia, czując przyjemnie drapiącą whiskey w gardle. Wspaniały smak na przełamanie jeszcze bardziej wspaniałego smaku, jakim była krew. Albo pierożki. No co kto lubi. Dobrze, że stół był wysoki, bo by buciory na niego wywalił.
- Że jak? - Cukigórek? Aż spojrzał jeszcze raz do książki. - Ale tu nie ma nic takiego. - I teraz weź przetłumacz Krukonowi, że jak czegoś nie ma w książce to nie znaczy, że może nie istnieć! No proszę bardzo, śmiało! Który na tyle odważny?! Może jeszcze warto dodać: TAKIEMU Krukonowi, który skręcał w precla szybciej niż zły pies dobiegał do bramki po ogrodnika. - Do kogo ty ten list posłałeś? To jakiś debil, a nie spec od ogórków. No patrz, NIE MA! Nic o ograch! - Pokazał Stanleyowi... ale nie poddał się i zaczął szukać dalej. Poszedł sprawdzić przede wszystkim indeks, no bo może po prostu naprawdę pominął... - Ale to ma sens. Ogry są wielkie, potrzebują wielkich ogórków. I mają inne te, no... kubki smakowe niż czarodzieje, nie? - Na moment oderwał się od książki, żeby podzielić się tą rozkminą. - Może ta książka jest podstarzała? - Mruknął sam do siebie i sprawdził datę. No książka już zabytkowa, ciąglee się nauka posuwała do przodu, więc może po prostu jakieś nowe nazwy i wyniki badań ogórczanych się pojawiły..? - Eeech... dobra kurwa, stary wstaje. - Jak powiedział, tak zrobił. - Te. Bierzemy je i ten... słuchaj... robisz dołeczek 1,5cm. Nie większy, nie mniejszy. i wsadzasz tam DWA nasionka. Tak, dwa. I ja potem zasypuje... chujowe te łopatki kupiłeś, czemu nie mają miarki? Skąd my mamy wiedzieć, ile to 1,5cm? - Podniósł jedną łopatkę i obrócił ją w rękach z niesmakiem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.