Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Czuł się dobrze, w głębi serca bał się tej sytuacji, która wydarzyła się wcześniej, ale wyszedł cało, więc nie chciał się nad tym rozczulać. Nie miał wpływu na ludzkie myśli i uczynki, nie mógł nic na to poradzić, że ktoś go zaatakował. Musiał się z tym pogodzić i ewentualnie zgłosić, że ktoś atakuje ludzi w tej okolicy. Może jacyś BUMowcy z terenu będą tutaj częściej patrolować, aby nikomu nie stała się krzywda. No właśnie – łzy to słabość, a słabości się nie pokazuje. Społecznie przyjęło się, że mężczyźni nie płaczą, że nie mają słabości, że są silni, a płakać wolno kobietom i wtedy nie jest to słabe. Wtedy jest to upust emocji, a on jako facet powinien być silny, więc obaj grają w tę grę, którą im narzucono choć czasami zapewne mieli ochotę odpuścić, usiąść i nie wstawać przez jakiś czas. Płakać, pokazać, że jednak ich też boli.
– Sauriel, ale ja nie chce się kłócić – powiedział cicho, miękko i tak cholernie spokojnie, że mogłoby denerwować, ale Dellian miał aparycję, spokojną i chyba do niego to bardzo pasowało. – Chce ci powiedzieć, że nie jesteś zobowiązany do spełniania oczekiwań innych ludzi. To, że ja sobie pomyślę o Sauriel pomógł mi, gdy ktoś mnie zaatakował – gdy powiedział to głośno poczuł ukłucie, które spowodowało dziwny grymas na jego twarzy, ale szybko zniknął i pojawił się ten wesoły spokój. – nie oznacza, że gdy przyjdę prosić cię o pomoc w… odkręceniu słoika to będziesz musiał to zrobić, bo mi raz pomogłeś. Nie masz obowiązku spełniania oczekiwań, więc możesz raz pomóc komuś, gdy będzie w niebezpieczeństwie, ale nie musisz ciągle być dobry – zakończył z cichym westchnięciem.
Nie wiedział, czy Sauriel rozumiał jego myślenie, ale miał nadzieję, że właśnie tak było. Dziwnie się czuł, gdy Bella nie było wokół. Ten kot zawsze coś robił, zawsze coś gadał, coś gonił i przynosił upolowane zdobycze. Brakowało mu tego w tym momencie. Już nigdy nie zostawi Bella w domu.
– Zawsze są jakieś rzeczy do zrobienia w domu. Na przykład umycie okien, aby był ładny widoczek – naprawdę powstrzymywał się, aby teraz nie parsknąć. Był ciekawy, czy Sauriel doceni jego żarcik. Był ciekaw, czy Sauriel w ogóle się zorientuje, że Dellian ma wywalone na umyte okna. Tak, bagatelizował problem z samotnością, ale przywykł do niej. Był zawsze on i kot, kot i on – nikt poza nimi, zawsze we dwoje, zawsze sami i szczęśliwi. Tak, jak był wykluczany z ognisk swoich przyjaciół czuł się źle, ale nic nie mógł na to poradzić. Nie wpraszał się, bo nie potrafił. – A jednak twierdzisz, że jestem przystojny – złapał go za słówko rozbawiony.