- Kto mówił o paru – ona mówiła o dwóch, to Sauriel stwierdził, że postawi jej wszystkie drinki jakie będzie chciała. Ale to był żart, żart… znaczy nie do końca. Bo dwa drinki chętnie wypije, ale tylko tak się odgrażała. Chociaż jakby wyskoczyli gdzieś do knajpy to na pewno byłoby jej miło. - Głuptas jesteś. Po co mam cię upijać – nie potrzebowała, by to on był „łatwy” – a w ten sposób na pewno mogła odwrócić ten żart. Nie wiedziała, jakby teraz zareagowała na świński żart. Pewnie zależałoby od poziomu świńskości, od samego żartu – od samej sytuacji. W końcu minęły dwa miesiące od tamtej sytuacji, a w ciągu tych dwóch miesięcy… wydarzyło się naprawdę wiele. - O zakładanie sukienek? – z tym zakładaniem się też nie mówiła na poważnie, ale miał jej atencję. Była nieco zdumiona i przez moment przewiercała go wzrokiem, zaintrygowana. Ostatecznie ta rozmowa zaczęła się od tego, ze zaproponowała mu połowę swoich drinków, by bez większych oporów zobaczył jak to jest chodzić w sukience… - Hmm… Zgoda – ich ostatni zakład był… miał ciekawy finał. A to był taki dreszczyk niebezpieczeństwa, taki który lubiła.
- Super detektyw? – powtórzyła za nim, sceptycznie. - Aha, mugolska – już wszystko rozumiała. Znaczy się niewiele, ale „mugolska” trafiło do odpowiedniej szufladki w jej głowie. I zanotowała, by po wszystkim… Po wszystkim pożyczyć od Sauriela drugą część tego całego Władcy Pierścieni. - Nigdy? To rozkaz? – to znowu był ten ton. Cholera jasna. Kiedyś przez niego zwariuje jak będzie tak robił, a miała wrażenie, że zupełnie nie wiedział jak na nią to działało kiedy tak robił. - Zmieniłby jego właściwość. Albo sprawiłby, że byłby chętniej brany i powszechniejszy, to dopiero byłby problem – osobiście wolała, by ten cholerny eliksir pozostał taki jaki jest teraz: ohydny.
- To praca, czy jednak prywata? – bo jakoś wydawało jej się, że jednak prywata – to, ze ich tropił po całym zasranym Nokturnie, żeby nie chlapnęli za wiele. Ona zaś była tutaj prywatnie, a nie w pracy, ale to już sobie wyjaśnili. Domyślała się jednak, czy raczej przeszło jej przez myśl, że wolał, by nie była przy nim cały czas, bo nie chciał jej czegoś pokazać. Może jakiejś tajemnicy, która nakierowałaby w przyszłości aurorów albo brygadzistów na półświatek… Taki był jej tok rozumowania. - Jak chcesz, nie będę ci wchodzić w drogę. Po prostu… - nie dokończyła. Po prostu nie chciała żeby coś mu się stało. Po prostu się martwiła. Po prostu bała się, że sam skończy źle, że znowu będzie wegetował, albo że nikt go nie znajdzie w porę. Nie wypowiedziała tych myśli na głos.
Nie spodziewała się też, że ktoś tutaj będzie. Ściągnęła alarm właśnie w tym celu – żeby nikogo tutaj nie zwabić i w pierwszej chwili pomyślała, że jednak ktoś z BUMu tutaj wpadł. A to bardzo niedobrze. Wręcz kurewsko źle! Nie było jednak teraz czasu na myślenie o tym, co poszło nie tak, bo pierwsze zaklęcie błysnęło w powietrzu, a Sauriel wpadł na nią, popychając ją. Paradoksalnie – to sprawiło, że spojrzała w dół i dostrzegła liny, które sunęły do jej kostek.
Niewiele myśląc machnęła różdżką by rozproszyć zaklęcie. Liny cofnęły się, a wtedy zrobiła wypad do przodu, nieco ponad ramieniem Sauriela, by wyczarować ciśnienie powietrza, mające zmieść przeciwników i rzucić ich o ścianę.
Rozpraszanie
Sukces!
Kształtowanie
Sukces!