Na szczęście transmutacja nie była odpowiedzią na wszystko i były jeszcze inne metody na to, by poradzić sobie z walącym się stropem. Najbardziej martwiła się o Sauriela – to jak go złożyło na podłogę ją zmartwiło. Poza tym nie potrafił się teleportować (to kolejny argument, żeby jednak wysłać go na ten cholerny kurs, choćby miała sama za niego zapłacić). Jak tu utknie, to utknie, będzie musiał skakać a kto wie jak wtedy stanie… ach. Nie chciała ryzykować. Sauriel skoczył do przodu, kiedy się „ocknął”, a ona… już wiedziała, że żadnego skoku nie będzie. BYŁA KURWA ZBYT WOLNA. Albo raczej zbyt mało zwinna. Wszystko, wszystko od czasu Betlane a nawet i wcześniej dawało jej znać, że heej, Victoria, pora o siebie zadbać, pora zacząć ćwiczyyyć. I z przekleństwem na ustach machnęła różdżką, z ledwością łapiąc równowagę, by po prostu się przeteleportować te kilka metrów niżej – byle nie stać na pierdzielonych schodach. Tak. Właśnie na to zmarnowała teleportację. Na przeniesienie się z pierwszego piętra na parter. To, ze widoczność była kiepska sprawiło, że wylądowała na stole, to że panował straszny hałas, bo schody stały się schodziastym robalem. Mogła zrobić dwie rzeczy – rozproszyć to zaklęcie, albo atakować dalej – i wybrała to drugie, licząc na to, że schody zrobią jeszcze trochę zamieszania i tak łatwo nie będzie się dało połapać w tym, gdzie sama stoi.
Sauriel… Straciła go z oczu.
Teraz ona zamierzała wyczarować liny, które oplotą dwójkę pozostałych mężczyzn. Trochę w nosie miała ich zdrowie, ale na pewno nie chciała ich śmierci. Dobrze byłoby ich złapać i unieruchomić. Zadać kilka pytań… Jak to co tu do cholery robią i czemu zaatakowali – skoro jest tutaj pusto a nie są z BUMu. Ale nie wyprzedzajmy wydarzeń. Machnęła różdżką, by te liny wyczarować – bez skutku.
Mężczyzna, który oberwał od niej skrzynką, a który teraz leżał, był na tyle obolały, że nawet nie próbował zrzucić z siebie wampira.
Trzeci z nich (nie ten, który krzyczał, by rozwalić piętro… na którym nikogo już nie było) grzecznie wykonał polecenie kolegi i wycelował zaklęcie w ściany widoczne na górze, podtrzymujące strop nad pierwszym piętrem… Chociaż nie było to zbyt mądre, to był w końcu trzypiętrowy kurwa budynek.
Jakaś opatrzność nad nimi chyba czuwała, bo nic się nie stało.
Victoria na kształtowanie
Akcja nieudana
NPC na kształtowanie
Akcja nieudana