Samica nie zwracała uwagi na to, że samiec dwa razy wylądował na podłodze. Za pierwszym razem się po prostu zmartwiła – zaklęcia bywały różne, a Sauriel, choć rany goiły się na nim jak na psie, nadal odczuwał ból. Nie chciała, żeby go bolało. To, że potem zaliczył glebę – tego już nie widziała. Zresztą wcale przez to nie tracił w jej oczach. Nie była jednak skupiona na tym, czego nie widziała i na tym, co teraz nie próbowało jej zabić. Skupiła się na tym, by zrobić tu porządek taki, by nastał spokój.
Schody co prawda się uspokoiły, ale to pomagało tylko odrobinę. Wciąż było tutaj trzech wrogów… Z czego jeden przestał rzucać zaklęciami, więc chyba jednak rzut skrzynią był celny i skuteczny. Nieistotne. Istotne było, że na moment zaklęcia się uspokoiły – z obu stron. A potem usłyszała jak ktoś przeklina. Potem jęk zaklęcia, głuche uderzenie, kolejne przekleństwo i… Łupnięcie,
Jedno.
Drugie.
Pył już opadł, a trzeci mężczyzna wycelował różdżką Sauriela, nieco trzęsącą się ręką, a potem zamachnął się, chcąc zmusić wampira do tego, by puścił jego towarzysza. To był moment, w którym Victoria wycelowała w trzeciego przeciwnika, aby buchnąć w niego płomieniem. Liczyła na poparzenie. Albo chociaż podpalenie ubrania.
NPC zauroczenie
Slaby sukces...
Victoria kształtowanie
Sukces!