Czarny Kot, postrach Nokturny – czyszczony i wycierany przez jakąś babę. Piękny widok, naprawdę. Aż się prosiło o to, by ktoś to zobaczył i przekazał dalej – ale chyba akurat w zaułku byli całkiem sami. I zamierzali się stąd ewakuować.
- Ma to swoje plusy i minusy – plus był taki, ze nie można było łatwo przewidzieć w którym miejscu wyląduje po takiej teleportacji, bo mogła się przenieść gdziekolwiek. Minus… marnowanie czasu. Kolejne niepotrzebne machnięcie różdżką, które wcale nie było użyte do ewentualnego ataku. - Poważnie rozważ ten kurs – w zasadzie mogli tego wszystkiego uniknąć. Po prostu mogli się teleportować z budynku będąc tam na drugim piętrze i nigdy nie trafić na tamtą trójkę. Nie to, że go winiła za tę sytuację, absolutnie – po prostu to stwarzało pewne możliwości. Zwłaszcza jeśli trzeba się było skądś prędko ewakuować. - No… Bieganie. Coś tam zaczęłam jakiś czas temu ale przyznam, że bieganie to niekoniecznie moja ulubiona forma aktywności – może dlatego, że tak prędko się męczyła. Ale to było to: coś trzeba było z tym zrobić. - Mamy. Nigdy nie byłam wysportowana, a teraz przynajmniej nie dostaję zadyszki po krótkim biegu. Tylko, że jednak skupiłam się na zupełnie innych aspektach – to nie była żadna wielka tajemnica, że mieli szkolenie, staż, trening, zwał jak zwał – no że na aurora przygotowywało się trzy lata. TRZY LATA – to dłużej niż praca w BUMie przed tym, jak można było się ubiegać o awans na aurora, czy raczej o awans na kurs aurorski.
Kolejne pytanie… Zaskoczyło ją. Chociaż tak po prawdzie to nie powinno. W pewien sposób było dość intymne, ale to była intymność, której wystrzegałaby się przed obcym, nie przed Saurielem.
- Tak – dostała. Nie była wtedy sama, jej partner rozproszył przeciwnika, więc rozsadzający ból Cruciatusa nie był długi – natomiast go pamiętała. Pamiętała też, że po tych kilkunastu sekundach miała ochotę się po prostu położyć, a nie wstawać i walczyć dalej. - Raz – dodała w gwoli wyjaśnienia. Sądziła, że Sauriel wiedział, że chodziło o Crucio, nie Imperio – bo Imperio rzucić na oklumentę… to nie było wcale takie proste. Avada Kedavra z oczywistych względów nie wchodziła w grę. Ale miałaby niesamowite szczęście, jeśli przez trzy lata stażu i uganiania się za czarnoksiężnikami razem z lepszymi od niej i dłuższymi stażem aurorami, nigdy żadne paskudne zaklęcie się na nią nie zaplątało. Takiego szczęścia nie miała. - A ty? – w tym półmroku, nagłym ataku… no nie zauważyła i nie pomyślała, że to, ze Sauriel klęknął, to była wina właśnie Crucio. Powinna, prawda? Tak samo jak powinna połączyć kropki, że gdy przyszła oddać mu kurtkę, a on wyglądał jak gówno, to był dłużej niż kilka sekund zamęczany tym paskudnym zaklęciem. No powinna się połapać, powinna.
- Fakt… Skoro coś było na ten budynek rzucone, to powinnam pomyśleć, że może jest obserwowany – ale nie pomyślała. Uznała, że ktoś go dogląda z odległości. Niestety się pomyliła. Następnym razem będzie mądrzejsza. Zaciągnęła się papierosem, gdy Sauriel go jej odpalił i tak sobie szli, niespecjalnie szybko, popalając sobie. - Seksi wdzianko? – nie zrozumiała co jest tym „seksi wdziankiem”. Nie była pewna, czy to sarkazm czy mówił na poważnie. Chodziło mu o sukienkę, którą miała na sobie, kiedy zbierała go z Pokątnej? Ona była seksi. - Hm… W porządku – nie miała pojęcia co tam sobie wymyślił. Ale nieważne, bo on w sukience też się trochę zbłaźni.