Tylko, że czasem to zastanawianie się do niczego nie prowadziło, bo mogło trwać w nieskończoność. Trzeba było dostać kopa w dupsko i po prostu zacząć działać. Victoria miała wrażenie, że Sauriel to będzie tak ten kurs odkładać i odkładać.
- Nie, żeby nie pakować się w gówno. I żeby łatwiej było się gdzieś przenieść, a niekoniecznie szukać za kominkiem – to był czysto praktyczny powód, bo teleportacja taka właśnie była: praktyczna. Oszczędzała w cholerę czasu. I w cholerę kłopotów również. Tu nie chodziło o robienie czy nie ojcu na złość. To było robienie na złość samemu sobie.
Kontrolowała upływ czasu, ludzie jakoś z wiekiem nabywali tę zdolność. I tak – walka nie trwała długo, ale była męcząca. I w tym wszystkim nie sądziła, by straciła rachubę. I tak łykała miksturę nieco przed upływem godziny właśnie przez to by nie dać się zaskoczyć. Cholera, ależ miała szczęście w tym budynku – bo pewnie eliksir przestałby działać w środku walki, gdyby się nie napiła wcześniej.
- Nie chcę być okrągłą świnką. W ogóle nawet tak nie mów – wielu czystokrwistych miało pierdolca na punkcie świń. Czy raczej – panicznie bała się świni, albo po prostu czuło niechęć. Victoria… No raczej była w kategorii „czucia niechęci”. Świnie… Nie miały w sobie nic ciekawego, absolutnie niemagiczne stworzenia, mugole wśród zwierząt. Ale schabowy był dobry.
Zakryła sobie usta dłonią.
- Przepraszam. Nie powinnam… Powinnam zauważyć, głupia ja – wiedziała, że to był wynik zaklęcia, ale nie skumała, że akurat Cruciatus… Sauriel przyjął to na siebie… z taką godnością. A ona zajęta była tym, by znokautować trójkę atakujących i… Spojrzała na niego ze współczuciem. Cruciatus był naprawdę okropną klątwą. - On niezbyt gadał a dostał skrzynką – powiedziała na swoją obronę, kiedy opuściła już dłoń. Prawda była taka, że ciskała wtedy czymkolwiek co się nawinęło pod różdżkę, to nie był żaden konkretny plan. A Sauriela na pewno nie próbowałaby tak uciszać. - Lubię jak mówisz – wyznała zaraz. Naprawdę lubiła. Nawet jeśli gadał same głupoty – jakoś zwykle umiała w tym znaleźć coś ciekawego… chyba, że ją obrażał. Wtedy… Wiadomo co wtedy. Ale na pewno nie było w tym latających przedmiotów. Ale ten Cruciatus na Sauriela… Tym bardziej nie żałowała, że ich tam zostawili.
- Na Pokątnej? Dobra, o jakim ty „seksi wdzianku” mówisz w ogóle? – już pytała, ale nie raczył odpowiedzieć. Teraz chciała wiedzieć nim ona odpowie czy gdzieś się w tym pokaże czy nie. Ale widząc jaki Sauriel był ucieszony – to by się w tym, cokolwiek miał na myśli, nie pokazała publicznie.