Różnica była taka, że Victoria nie atakowała w ten sposób sama z siebie, ani pierwsza. Broniła się. Broniła też kogoś dla niej bliskiego i ważnego – wtedy pozwalała sobie na więcej. A niestety, ale klątwa łaskotek czy tańczących nóg może i były irytujące i przeszkadzały w walce, ale nie były gwarantem tego że samemu zachowa się zdrowie, a czasem i życie. Dlatego nie wahała się strzelić komuś skrzynką w głowę. Ani nie wahała się buchnąć komuś ogniem. Nie wtedy, kiedy próbowano zrzucić im na głowy cały sufit albo i cały budynek. I po co? Przecież nic tam nie było.
Victoria nie odpowiedziała mu „co teraz” – po prostu zmierzyła go udawanie obrażonym spojrzeniem i nie komentowała dalej. Bo nie przeszkadzały jej te wszystkie czekoladki – lubiła je nawet. I w zasadzie to się cieszyła, że Sauriel zawsze coś wymyślał i o niej po prostu myślał.
- Nie wiem nawet czy to był on – no bo szczerze to nie widziała za dobrze kto rzucał co, ani który z nich dostał czym. Było zbyt ciemno, za dużo pyłu, za wiele i za szybko się działo. - Więc rozumiem, że to nie był pierwszy raz – nawet tak nie zakładała, raczej spodziewała się, ze w tych ulicznych porachunkach… ta obrzydliwa klątwa latała częściej niż by sobie tego życzyła. Częściej niż miała nadzieję. Och na Matkę… gdyby tylko wiedziała. - Dobrze, że tak krótko. Szkoda, że w ogóle – bo tutaj też to Crucio nie trwało długo, również raptem kilka sekund – całe szczęście. Nie chciała sobie wyobrażać co z człowiekiem musi robić dłuższy kontakt z tym bólem. - No dobrze – dobry humor? Po czymś takim? Victoria pokręciła głową, jeszcze bardziej mierzwiąc już rozwaloną fryzurę. Kobieta, której aparycję przyjęła, miała krótkie włosy i Victoria nie mogła się przyzwyczaić, że nie ma swoich długich pukli.
- Całe szczęście – że nie chciał tych paskudnych kajdanek. Victoria zanotowała w głowie, że trzeba się w ogóle tego pozbyć, bo na co jej taki śmieć w domu. - Dlatego proponowałam tobie połowę moich drinków – właśnie dlatego, ze na trzeźwo to na pewno nie będzie śmieszne.
Zatrzymali się. Victoria rozejrzała się na boki po okolicy, chcąc się upewnić gdzie są, czy ktoś nie jest w pobliżu – zapamiętać szczegóły otoczenia.
- To tu? – upewniła się jeszcze, bo z kolei ona nie miała pojęcia gdzie szukać czego. Chociaż… jakby tak się przyjrzeć bramie… Lestrange nawet przekrzywiła trochę głowę, żeby lepiej widzieć i wyciągnęła z kieszeni różdżkę. Miała sprawdzić to miejsce – więc dokładnie to zrobiła. I zamierzała zrobić to dokładnie, biorąc pod uwagę, że to miejsce raczej opuszczone nie było. - Bardzo proszę. Czysto – mruknęła do Sauriela.
Rozpraszanie
Sukces!
Slaby sukces...
Sukces!