Gdyby Sauriel posiadała sumienie, to właśnie czułby się winny tego, jak bardzo Stanleya podpuścił. Na szczęście dla siebie i na nieszczęście dla Stanleya - sumienia nie miał. Więc tak to się niestety dla jego przyjaciela miało skończyć, że miał wypełniać dokumenciki, jedno oko mając na to, co pisze, a drugie na zielone potwory, które w jego świecie miały dostać nibynóżek i miały próbować uciekać. Czasami naprawdę zastanawiał się, gdzie jest problem i czy Stanley wszystkim daje się tak wkręcać, czy może tylko osobom, którym ufał. Z drugiej strony chyba też dałby się Stanleyowi wkręcić, jakby ten mu powiedział, że się przepisy gdzieś tam zmieniły i teraz musi, no nie wiem, przy podpisie dokumencików złożyć odcisk ust. Chyba? Bo przecież biegające ogórki brzmiały naprawdę absurdalnie...
Rookwood był jaki był, czasami kręcił głową na Stanleya i nie dowierzał, że w niektórych momentach był tym bardziej ogarniętym, ale doceniał Stanleya, szanował i... jak to na przyjaciela przystało - musiał po prostu mu wytykać porażki życiowe! Jak to, że teraz to już kobiety mogą od niego uciekać, a nie wręcz przeciwnie, bo za mało ćwiczy! I w ogóle za dużo czasu spędza za biurkiem. Takie uroki przyjaźni? Ale też wiedział, że każdy potrzebował komplementów, no takich prosto z serducha. Borgin sobie nie raz i nie dwa zasługiwał na to. Okej, pojebany pomysł z ogórkami - ale zarazem jaki genialny! Jakie to było zajmujące, ciekawe i jakie zabawne! Bo Sauriel się świetnie bawił. Na szczęście jednak przy tej świetnej zabawie faktycznie chciał, żeby te ogórki wyrosły. Na nieszczęście był skory do tego, żeby palnąć coś takiego jak to, że ziarenka się będą wykopywać i uciekać. Gdzieś musiał istnieć balans w tym okrutnym wszechświecie.
- Zapamiętam. Danielle spec od ogórków. I to tych zielonych, a nie tych w spodniach. Chyba że..? - Uniósł tutaj brew, patrząc pytająco na kolegę. No bo może to jakaś jego kochanka? Może jednak Stanley dojrzał! Może ma KOBIETĘ, SAMICĘ?! Nie, no niemożliwe. Bardziej się zastanawiał, czy to z Hogwartu jakaś tam jego... eks, z którą kontakt ma po dziś dzień. Akurat w tym temacie nie negował zdolności uwodzenia swojego fumfla. - Chowaj ten paluch bo ci go do dupy wsadzę. - Ooo, nie musiał dokańczać, Sauriel bardzo dobrze wyłapał, co tu mogło być dopowiedziane! Ale powiedział to w zasadzie ze śmiechem. Samego siebie w końcu nazywał debilem. I fakt, jakby napisał do niego to... no tak. Jak do debila. Bo jego odpowiedź brzmiałaby pewnie jako standardowe: co kurwa? - Na ograch to ja się kurwa znam jak na ogórkach. A nawet i gorzej, bo o ogórkach teraz coś wiem. - Na przykład, że ich odmianę jedzą ogry. Czekaj, jedzą? Saurielowi zaczynało się już wszystko pierdolić!
- Penisem sobie odmierz te 1,5cm, kurwa linijką będzie mierzył... - Chciał już powiedzieć, żeby palcem zrobił dziurę i chuj, no przecież ogórkom i nasionom to jedno! Ma być mniej więcej! Ale nie powiedział. Kurwa, to przecież Stanley. STANLEY SYN ROBERCIKA. Tego, co wyszedł po mleko. No tak, Sauriel by po rudą był pierwszą. Ale mleko? Na chuj mu mleko? Ogórki go nie wymagały, więc nie ma to żadnego sensu. Machnął ręką stwierdzając, żeby już sobie mierzył tą linijką, a sam sobie nalał whiskey bo czuł, że będzie jej potrzebował więcej. Pewnie temu to zejdzie teraz półtorej roku na dokładne odmierzanie średnic, głębokości i chuj wie jeszcze czego.
Sauriel prychnął po prostu śmiechem widząc Stanleya w jego pełnym zaangażowaniu. Kurwa... dla gościa to naprawdę sprawa życia i śmierci.
- Dobra, pomogę... - Wziął od niego trochę tych ziarenek i poszedł z drugiej strony. I tak, zamierzał Stanleya oszukiwać, że to półtorej centymetra. Bo on wcale tego nie liczył i się tak nad tym nie pocił. Natomiast Stanley był tak zajęty swoją robotą, że chyba tego nawet specjalnie nie zauważał. Natomiast, żeby nie było, to czarnowłosy bardzo się starał, żeby jednak mniej więcej była taka sama głębokość i sam odliczał po dwa ziarenka. No tak pisali. Tak miało być. Kurwa, jakby te ogórki temu Stanleyowi nie urosły to by mu chyba nigdy nie wybaczył... Trzeba było podejść do tego poważnie. Nie ma rady.
Grunt (hehe), że wspólnymi siłami osiągnęli cel!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.