- Wiem, wiem, spokojnie – nabrał się? Ewidentnie się nabrał na jej srogą minę – być może był to wynik tego, że to nie była twarz, jaką mógł oglądać na co dzień. Być może przejmował się tym, co myśli. Być może jedno i drugie. Teraz jednak nuty w głosie mogły ją zdradzić, bo Victoria próbowała się nie zaśmiać. - Tylko się z tobą droczyłam – dodała, by nie mieli już żadnych wątpliwości.
Z tą interesownością lub jej brakiem to… Cóż. Wiele ich gestów było pozornie interesownych, gdzie wiadomym było, że jednak o coś im tutaj jednak wzajemnie chodzi. No cholera jasna, ich rodziny uznali, że również mają w przyszłości taką tworzyć, interesowność była więc tutaj oczekiwana. Ale było w tym też coś bezinteresownego z obu stron – kiedy ona się martwiła, albo wymyślała różne rzeczy, które mogłyby sprawić mu przyjemność, bo po prostu miała go w myślach i życzyła mu dobrze, i to samo robił on. Metody się między sobą różniły, ale intencje były podobne. Bezinteresowność mieszała się więc tutaj z interesownością, ale to nie było wcale złe. Nie, gdy wyciągnięci ze swoich bajek zmuszeni byli żyć obok siebie, dogadywać się… i tak dalej.
- Tylko jedną? – zresztą… ładnie to tak do lokalu jakiegoś przynosić swój alkohol? Bo jakoś Victoria wątpiła, że Sauriel jej będzie robił drinki, a ona się na tym nie znała zupełnie.
Chwilę zajęło jej sprawdzenie terenu, tym bardziej, ze chciała to zrobić najdokładniej jak potrafiła – żeby Rookwood miał choć trochę łatwiejsze zadanie… cokolwiek chciał robić. A już zaczynała się domyślać co. Może faktycznie lepiej, żeby tego nie widziała.
- Obiecaj mi jedno. Cokolwiek zamierzasz zrobić, to nie rób nic na szybko i na hura, żeby później nie trzeba było i tego zamiatać – była tutaj właśnie dlatego, że czarnowłosy poddał się emocjom, chwili i najpierw zrobił, a potem pomyślał. I teraz musieli wyprzedzić działania brygadzistów, by nie wdepnął przy tym w większe bagno. - I daj mi znać, że nic ci nie jest – to była prośba… ale taka mało prosząca. - Tak. Muszę gdzieś przeczekać i tak dalej – poczekać aż eliksir przestanie działać. Doprowadzić się do normalności. Dopiero wtedy wróci do domu i pozbędzie się sukienki, którą miała na sobie. Powiedziała mu to na ucho, tak na wszelki wypadek. Potem klepnęła go delikatnie w policzek, całkiem czule, dopaliła papierosa… - Uważaj na siebie – przypomniała mu i teleportowała się z cichym trzaskiem.