05.08.2023, 23:57 ✶
Sarah nie miała już siły płakać. Wciąż bolały ją dłonie po tym, jak razem z Effimery próbowały wydostać się z posiadłości Macmillanów, ale ten ból nie był na tyle silny aby zagłuszyć to, jak bardzo ucierpiała jej dusza. Rozumiała dlaczego ojciec zabrał ją z sabatu przed najgorszym, ale wciąż... Nie potrafiła wybaczyć sobie tego, że nie było jej przy Charlesie. Magiczny rytuał, który ich połączył, namieszał w głowie kapłanki jeszcze bardziej. Lubiła go od zawsze, nawet jeżeli nie chciała tego przed sobą przyznawać, ale teraz... Nazwanie tego niezdrowym było mocnym uproszczeniem. To było szalone. Ta silna potrzeba bliskości, która sprawiła, że próbowała wybić okno i poraniła sobie palce, była dla niej jasnym dowodem na to, że coś z nią było nie tak. Czy w takiej sytuacji powinna przyjeżdżać tutaj, do Doliny i pomagać w czymkolwiek? Pewnie nie. Kilka osób powiedziało jej nawet żeby usiadła i przestała się wygłupiać, ale Sarah była w tej kwestii bardzo uparta – chciała pomóc i już. Bez dyskusji. Rozkładając rękę, kapłanki uznały, że mogą jej przynajmniej załatwić kogoś do pomocy.
– Ty jesteś Lovegood? – Niska dziewczyna, której włosy i szyja były zakryte wzorzystą chustą położyła mu dłoń na ramieniu. – Chodź, skoro nie możesz iść do Kniei, to pomożesz naszej kuzynce.
Tą kuzynką była oczywiście Sarah.
Macmillan stała przy jednym ze stołów, krojąc składniki na kanapki dla uzdrowicieli i płacząc. Pozaklejane plastrami palce wyglądały trochę tak, jakby się pozacinała tym nożem, ale w rzeczywistości były efektem wcześniejszych działań, mających wydostać ją i Trelawney z pułapki, w jakiej się znalazły. Widząc, że zbliża się do niej Agatha z jakimś mężczyzną, szybko wytarła twarz rękawem.
– Dz-dzień dobly... – Jak ten dzień mógł być dobry?
– Ty jesteś Lovegood? – Niska dziewczyna, której włosy i szyja były zakryte wzorzystą chustą położyła mu dłoń na ramieniu. – Chodź, skoro nie możesz iść do Kniei, to pomożesz naszej kuzynce.
Tą kuzynką była oczywiście Sarah.
Macmillan stała przy jednym ze stołów, krojąc składniki na kanapki dla uzdrowicieli i płacząc. Pozaklejane plastrami palce wyglądały trochę tak, jakby się pozacinała tym nożem, ale w rzeczywistości były efektem wcześniejszych działań, mających wydostać ją i Trelawney z pułapki, w jakiej się znalazły. Widząc, że zbliża się do niej Agatha z jakimś mężczyzną, szybko wytarła twarz rękawem.
– Dz-dzień dobly... – Jak ten dzień mógł być dobry?
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.