Z jednej strony - Sauriel nie był kretynem. Victoria wierzyła w niego bardziej, niż on wierzył w samego siebie, ale nie zmieniało to tego, że nie był debilem. Nie tak do końca. Łaził, dopytywał, wypytywał ludzi czy znają jakąś wróżkę na tę przypadłość, wywoływacza duchów, kurwa magika z kapeluszem! Lekarza! Cokolwiek! Trafił do różnych dziwnych osób tym trafem. Temat między nim a Victorią apropo tego w zasadzie umarł, przeszedł do codzienności, ale Sauriel, dzisiejsza burzowa chmura (czy może to ten temat nią był?) nie zapomniał ani na moment. I chociaż też nie zawsze miał momenty, by naprawdę aktywnie szukać - szukał. Takim sposobem któregoś poranka (wieczora) odpowiedź przyszła do niego sama. Spadła z nieba, albo z Proroka codziennego, jak błyskawica i olśniła go. Swoją wiedzą. Swoim sprecyzowaniem. Czy Prorokowi zawsze można ufać? Aaach. Wątpliwe. Żadnym piśmadłom nie można ufać na pewno, bo zależało od tego, kto je pisał. Albo z kim aktualnie robiono wywiad. W końcu ludzie uwielbiali wypowiadać się na tematy, na które nie mieli pojęcia. Tak jak Sauriel nie był sprecyzowaniem elegancji i klasy, tak dnia dzisiejszego to w ogóle wyglądał, jakby dopiero co z łóżka wypadł. Ledwo włożył koszulę, jakiekolwiek spodnie i pewnie jakby nogawki podwinął to i skarpety miałby nie do pary, a majtki na drugą stronę. Na szczęście nie chwalił się ani jednym, ani drugim. Nawet swojej ulubionej kurtki nie założył! Koszula w paski, fakt, ciemna, ale przy jego codziennym stylu bycia wyglądała prawie śmiesznie. Zwłaszcza, gdy był taki rozczochrany.
- No lek! Na to połączenie! - Jak ona mogła nie wiedzieć, jaki lek! Przecież to takie oczywiste, największy problem Sauriela w ostatnim miesiącu, co spać mu spokojnie nie dawał! Brzmiało śmiesznie, ale mniej więcej tak było. Mniej-więcej bo akurat z zasypianiem Sauriel problemy miał żadne. Kładł się i jak chciał zasnąć - zasypiał. Tyle. Rozejrzał się po pokoju, kiedy padło hasło u uspokojeniu się i żeby sobie klapnął w poszukiwaniu krzesła. Znalazł, usiadł, wykonał, wbijając zaraz uważne spojrzenie w Victorie, żeby tylko czasem nie kazała mu czekać! Fakt, minimum brakowało, żeby odbijał się od ścian jak w magicznych bajkach dla dzieci. Oddał jej i czekał, aż spojrzy. - No może nie choroba, ale klątwa! Nie ważne! - Dla jednych błogosławieństwo, dla innych klątwa. W takim przypadku to nie było wcale oczywiste i chyba zależało, kto patrzy. Natomiast... w definicji klątwa na pewno nie. W końcu to był rytuał miłosny, jak nazwa wskazywała, a intencja jego nie była zła. Ciężko powiedzieć.
Zabrał jej gazetę, spojrzał na nią. I wyciągnął drugą. Czarodzieje: Fakt, jak głosił tytuł, może i nie był czasopismem wyciągniętym całkowicie z odmętów, ale nie brakowało w nim wymyślnych historii pod tytułem "i wszyscy śmiali się i dokazywali" czy mądrości głoszonych przez różne wróżki. I może niektóre nawet były prawdziwe, kto wie? Tym nie mniej Sauriel szybko go przekartkował i też jej pokazał. Artykuł wróżki Aidy, która uważała, że każdy rytuał można przełamać i nie ma od tego wyjątków i już ona się postara, żeby zdjąć go z każdego, kto tego zapragnie. I nawet nie to, że akurat wierzył wróżce Aidzie czy innej Esmeraldzie... Sauriel w końcu czasem robił rzeczy, zanim pomyślał. Ta była jedną z nich.
- No może ta akurat nie, ale pisze z sensem! - Powiedział ze świętym przekonaniem. Człowiek miał coś takiego, że jak w coś wierzyć chciał to zaczynał wierzyć różnym głupotom. Nawet największym bajkom. - Może... bo może potrafi. NIE WIEM, ZAPYTAM. - Obruszył się jakby na zapas, gotów na krytyczne spojrzenie Victorii.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.