- Na chuj mi o tym myśleć, słuchasz ty mnie w ogóle? - Jego stan ze szczęśliwego gładko przeszedł we wkurwionego. Przecież bardzo wyraźnie jej powiedział, że nie chodzi o jakąś czarownicę, która pewnie w większości ludzi na hajsiwo doi, bo sama pewnie nie ma za grosz talentu. A teraz robi mu wykłady na jej temat nie wiadomo w ogóle po co! - Jakie znowu Zaświaty, przecież to było oczywiste, że to te zjebane Beltane. - Nie powiedziałby, że nigdy nie postanie na nim jego noga, bo nigdy nie mów nigdy, poza tym podobały mu się niektóre rzeczy tam. Ale na pewno z jakimikolwiek rytuałami będzie dwa razy bardziej ostrożniejszy na takich wydarzeniach. Nawet jeśli wydają się być robione dla zabawy. Jak widać - w tym świecie nigdy nie było wiadomo, gdzie zabawa się zaczynała, a gdzie zaczynało dziać coś poważnego. Choć znów - to był przecież jego punkt widzenia.
- Specjalista czy nie specjalista są wywiady, są reklamy, jest wszystko. - O czym tu zapominać? Owszem, nie było takich nawiedzonych wywiadów, nie zmieniało to faktu, że specjalistą możesz być, ale jeśli cię nie znają - to sobie będziesz specjalistą dla znajomych liczącym na pocztę pantoflową. Działa? Dla niektórych. Niektórzy potrafili samą swoją charyzmą przecież przyciągać tłumy. - No jak to czemu? Bo w końcu COKOLWIEK się ruszyło w tym temacie. Raczej: co ty taka spokojna? - Co, źle trafił? W ogóle... zły temat podjęty? Teraz na nią patrzył i wątpił. Czy w ogóle przyszedł tutaj z intencjami chcianymi - bo szczerymi jak najbardziej. Rozluźnił się trochę, przynajmniej spróbował i trochę skrzywił.
- Nie chcesz tego? - Zapytał w końcu. - Od miesiąca łażę po różnych czarodziejach i bez większego poklasku, a tu proszę. - Pokazał na Proroka, który akurat był odłożony na bok. Ale że pokazał to tym szmatławcem, to jednak stwierdził, że to trochę dyshonor dla gazety. Szmatławiec odłożył na toaletkę. - To wariactwo może się skończyć. Będziesz znowu spokojniej spała i przestanie świat stawać na głowie przez jakieś... nie wiem, chore żarty chyba organizatora tej wycieczki. - Tutaj tak palnął akurat pierwsze lepsze. I właściwie... teraz jak para z niego schodziła to dotarło do niego, w co ubrana jest Victoria. Zamrugał z rękoma splecionymi na klatce piersiowej i bardzo dziwną miną, kiedy jego skrzywienie przerodziło się w jakiś taki... w coś bardziej niesprecyzowanego, ale mającego predyspozycję do uśmiechu. Mimowolnego. I gapił się na jej... cycki. A potem brzuch. A potem nogi.
- No... - Pokiwał głową z uznaniem. - Ładnie. - Podniósł wzrok na jej twarz. Ładnie. Victoria była naprawdę ładną kobietą.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.