Nie mogła postąpić inaczej. Tym bardziej, że zadziałało. Jej słowa, może nie do końca naturalnie, jednak działały. W tym momencie naprawdę cieszyła się z tego, że posiadała tą wyjątkową umiejętność. Mogła choć na chwilę zagłuszyć ból i cierpienie Stanleya. Nie obchodziło ją to, że może uznać to za manipulację, zresztą, czy się o tym dowie? Nie zamierzała mu o tym później wspominać. Liczyło się dla niej wyłącznie to, że zadziałało. Zapomniał o tym, co jeszcze chwilę temu go trapiło. Skupił się na niej, tak jak chciała.
Wiele razem przeszli. Mimo różnych zawirowań Avery nie wyobrażała sobie swojego życia bez obecności w nim jego. Przyzwyczaiła się już do tego, że jest obok. Zawsze, kiedy go potrzebowała. Może i ostatnio miał dla niej mniej czasu, jednak robił to po to, aby awansować. Pogodziła się z tym, czekała aż wreszcie mu się uda. Jak zawsze wszystko musiał trafić szlag, kiedy byli tak blisko celu. Wiadomo, że nikt nie mógł spodziewać się tego, że po drodze zginie jego matka, ale miała wrażenie, że los rzuca im kolejne kłody pod nogi i testuje ich wytrzymałość. Nie miała zamiaru się poddawać, nie po tym wszystkim przez co już przeszli. Była gotowa na kolejne poświęcenia.
- Tak, będę. - Potwierdziła jeszcze, było to dla niej oczywiste. Nie potrafiłaby z niego zrezygnować, nie teraz. Musieli poradzić sobie z tą tragedią, która się wydarzyła. Jakoś im się uda - jak zawsze. Była tego pewna, póki co jednak musiała trochę temu wszystkiemu pomóc.
Najwyraźniej to wszystko działało. Miała wrażenie, że nieco się uspokoił. Czyli jej cel został osiągnięty. Na jej twarzy pojawił się uśmiech spowodowany jego dotykiem. Byli w tym razem i chyba Borgin dopuścił do siebie tą myśl. Nic nie było w stanie ich powstrzymać. Jej upór przyniósł efekt, na który liczyła. - Dla nas. Tak. - Te słowa były dla niej najważniejsze, bo on również widział ich przyszłość razem. Miała nadzieję, że prędzej niż później uda im się wszystko uporządkować.
- Dobrze, nie musisz się spieszyć, to normalne, że potrzebujesz czasu. - Dodała jeszcze. Miała świadomość, że to, co go spotkało było naprawdę bardzo emocjonalnym wydarzeniem. Nie mogła wymagać, że pozbiera się w tydzień, jednak nie chciała, żeby skończył zapijając się na śmierć we własnym mieszkaniu. Miała nadzieję, że ta obietnica zostanie przez niego dotrzymana.
- Tak. Myślę, że powinni to zrozumieć. Sytuacja losowa. - Czy jakoś tak. Mogło zabrzmieć to nieco szorstko, ale próbowała jakoś to wszystko ogarnąć, na tyle ile potrafiła. Niestety wychodziło jej raczej średnio. - Tak, przerwa ci się przyda. To dobry pomysł, będziesz mógł na spokojnie stanąć na nogi. - Wydawało się jej to być świetnym pomysłem. Będzie mógł przetrawić to wszystko i wrócić do pracy, gdy będzie na to gotowy. Idealnie.
- Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, co by się nie działo, nie zamierzam cię opuścić. - Była to może dosyć duża deklaracja, jednak panna Avery naprawdę mówiła szczerze. Jej uczucia w stosunku do Stanleya były bardzo silne i nie chciała go stracić. Nie było chyba rzeczy, która byłaby ją w stanie od niego odsunąć. W końcu nie miała problemu z tym, żeby postawić się rodzicom, kiedy przyjdzie na to pora. Gotowa była na wszelkie poświęcenia, aby zawsze byli razem.
- Nie masz za co dziękować. - Dodała jeszcze, po czym się do niego zbliżyła, aby go przytulić. Nie przeszkadzał jej zapach fajek, ani alkoholu. Najważniejsze było to, że dał jej szansę na rozmowę, nie wyrzucił ją stąd i chciał sobie pomóc. Nic więcej nie potrzebowała w tej chwili.