Akurat czasaaami dobrze by jej to wyszło, gdyby tak uciekła sobie myślami i pozwalała Saurielowi peplać jakieś głupoty. Zwłaszcza, że Sauriel często się zapędzał. I nie chodzi o zapędzanie się w gadaniu głupot. To... pal licho nawet! Mimo wszystko gdzieś tam często wplatał rzeczy, które nie były wcale głupie, albo sam aż tyle nie nawijał. Bo i nie tak, że lubił peplać non stop - nie gadał aż tyle co Brenna. A przynajmniej rzadko. Lubił za to rozmawiać. Kiedy miał słuchacza i rozmówcę takiego jak Victoria, too rzeczywiście - było naprawdę dobrze móc sobie popleść androny, jak to mówiono na mowę dzieci. W każdym razie - czasem się zapędzał za bardzo w tych nerwach, klęciu i tak dalej. I kiedy się nad tym zastanawiał, kiedy załapywał już po skończeniu to rzeczywiście miał tę myśl, że "mógł sobie darować". Odpuścić jedno przekleństwa, parę słów, szczególnie, że naprawdę tak nie myślał. A słowa potrafiły ciąć i ranić. Wiedział o tym.
- No..! - "no przecież to oczywste" - No racja... - A chciał powiedzieć coś innego, aż zmarszczył brwi, aż się nachmurzył, jakby to było coś szalenie istotnego. Nie było. I tak naprawdę się zgadzał. Bo gdyby było to sam by tak nie błądził, nie zastanawiał nad tym, nie szukał odpowiedzi. To, że się na tym nie znał ani nie znał nikogo z takimi darami wcale jego poszukiwań nie ułatwił. Fakt, że unikał czystokrwistych towarzystw również. - Aaach, daj spokój... - Przesunął wzrok w bok, ale zaraz do niej wrócił. Nie no, ona mówiła poważnie. Ostatnimi czasy miał wrażenie, że dla niej wszystko kręci się wokół Zaświatów i Voldemorta. Czemu nie jest winno jedno to jest winne drugie. - Jakoś nie pasuje mi przykładanie ręki do ćwierkania zakochanych
przez... - Sauriel zatrzymał się w tym, co mówił. I zastanowił przez moment. Zgubił myśl. Zgubił myśli. Jak na niego mówią? Jak mówili? Kim się obwieścił? Wszystko co najbardziej oczywiste zniknęło mu na moment z głowy. - ...niego. - Zakończył niezwykle koślawo.
Spojrzał na nią trochę dziwnie. No bo... tak, jasne, że ma większe problemy. Ale ciężko mieć wiele większe problemy, jak w ogóle nie można spać po nocach przez... przez TO. Bo akurat czuł, co to za uczucie, miał okazję parę razy się o tym przekonać i to nie było małe łaskotanie w pięty. Ciężko przez coś takiego normalnie funkcjonować. Żyć. Jasne, może gdyby on usiadł grzecznie na dupce to wszystko byłoby bardziej cacy. Ale nie było co się oszukiwać, że usiądzie. Nie mógł. I by pierdolca chyba dostał, to swoją drogą.
- Eeehmm... - Wydał z siebie mało inteligentną sekwencję dźwięków, potulniejąc jeeeszcze bardziej i nawet grzecznie usiadł z powrotem na krześle, na którym dupcie usadził. Przy którym ciągle stała Victoria. I zaczął jej tam dukać, gdzie był i że gówno z tego w zasadzie wynikało. Ale przerwał, kiedy zrobiła ten gest, na chwilę zamilknął, po czym wyciągnął ręce do jej dłoni, żeby ją złapać. I po prostu uścisnąć. Był tutaj. I wszystko było już dobrze. Teraz było dobrze.
- Ładnie wyglądasz. Jesteś piękną kobietą. Prawdziwa Róża zakwitająca nocą. - Uśmiechnął się do niej nonszalancko.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.