Trixie wpatrywała się w kuzyna w milczeniu. Wiedziała, że specjalnie ją prowokował. Czy powinna dać się ponieść emocjom? Nie chciała go usatysfakcjonować. Nie tym razem, chociaż mógł dostrzec błysk w jej oczach. Widać w nich było jej irytację spowodowaną tą zaczepką. Dotyczyło to tego, na co nie miała wpływu. Tradycja, którą się kierowali nakazywała, aby młode damy z czystokrwistych rodów wychodziły za mąż za odpowiednich kandydatów, których wybierali dla niej rodzice. Gdyby mogła sama wybierać... Może nie wybrałaby nikogo. Ceniła sobie niezależność, z drugiej jednak strony może gdyby była nieco starsza, to by się nieco zmieniło. Póki co uważała, że jest zbyt młoda do podejmowania takich decyzji. Jej zdanie jednak nikogo nie obchodziło. Musiała się dostosować do oczekiwań rodziny - dlatego też ten temat ją tak drażnił - bo nie mogła z tym nic zrobić. - Myślę, że kto jak kto, ale ty byś sobie poradził. Moglibyśmy razem patrzeć, jak świat płonie. - Dodała jeszcze uśmiechając się od ucha do ucha. - Aczkolwiek jako kuzyn, również możesz robić to ze mną, więc nic nie jest stracone. - Więzy krwi był dla niej bardzo ważne, dobrze było mieć u swojego boku rodzinę, powodowało to świadomość, że są w tym razem, a zarazem większą pewność siebie. W końcu rodzina była najważniejsza.
Nie wydawało jej się, aby kolejne słowa świadczące o tym, że Rudolf ma szczęście były zupełnie szczere, jednak to miłe, że Lou postanowił to potwierdzić. Spowodowało to, że Bell ponownie znalazła się w wyśmienitym humorze mimo chwilowego wybicia z rytmu.
Black pozostawała z tyłu, kiedy Lestrange rozmawiał się z dziennikarką. Obserwowała go przy tym uważnie. W dłoni trzymała różdżkę, gotowa użyć jej, kiedy tylko ją o to poprosi. Spoglądanie na to, w jaki sposób kuzyn prowadzi konwersację sprawiało jej przyjemność. Uważała, że radzi sobie z tym wyśmienicie.
Nie robiło na niej specjalnego wrażenia to, jak szlama wiła się po podłodze. Po to się tutaj znaleźli, aby ją zniszczyć. Niepotrzebnie mieszała się w sprawy, które były ponad nią. Konsekwencje musiały nadjeść. Trixie cieszyła się, że będzie miała szansę ją ukarać.
- Nie spodziewałam się, że będzie inaczej. - Odparła jeszcze na komentarz Lou o winie, które otworzył. Grace nie wyglądała na kogoś, kto ma świetny gust, nie oszukujmy się.
Dostała pozwolenie, na które czekała. Był to moment, w którym mogła dołączyć do zabawy. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, którego niestety nikt nie mógł dostrzec, gdyż był schowany pod maską, która ukrywała jej twarz. Nie zamierzała zwlekać, szczególnie, że dziennikarka była osłabiona po zabawie z Lou. Skupiła się na tym, aby włamać się do jej umysłu, machnęła różdżką i mruknęła zaklęcie. Nie spodziewała się, że trafi na barierę, Grace nie wyglądała na kogoś, kto byłby w stanie się obronić przed tym, co ją spotka. Jej umysł był dla panny Black niczym otwarta księga. Widziała twarze, osób, które udzielały jej informacji. Zamierzała je zapamiętać, aby znaleźć tych, którzy chcieli zaszkodzić ich rodzinom. Przemierzała myśli Jennet, pojawił się w nich mężczyzna - jej mąż, być może, albo narzeczony - czuła, że jest dla niej kimś ważnym. Zamierzała z tego skorzystać, manipulowała jej wspomnieniami. Chciała ją złamać. Tworzyła kolejne myśli - wspomnienie, które wcale nie było prawdziwe, mężczyzna zdradzający ją z jej przyjaciółką i nazywający ją od szlam. Później jej rodzice, którzy mówili, że się jej wstydzą, bo jest wynaturzeniem. Starała się skupić na każdej osobie, która pojawiała się we wspomnieniach Grace, każdy się od niej odwrócił. Jeszcze moment, a całkowicie się złamie.
Skończyła zaklęcie, po czym rzuciła kolejne. Zamierzała zauroczyć czarownicę. Chciała, żeby ta napisała list. - Teraz pożegnasz się z nimi wszystkimi, przeprosisz za to, że ich zawiodłaś. - Powiedziała spokojnym głosem.