07.08.2023, 22:03 ✶
Dzisiejsza randka z Cathalem była największym zaskoczeniem ostatnich lat. Nie mogła przypomnieć sobie, kiedy ostatnio ktoś z niej tyle wydobył, kto pozbawił jej kontroli nad dopracowanym wizerunkiem. Zawsze umiała dostosować swoją minę, odpowiednio dopasować brzmienie własnego głosu, a on sprawił, że ten z dziewczęcą wręcz nieporadnością, tak niepodobną do Cynthii, zadrżał. Była pod wrażeniem, ale i sprawiło to, że towarzyszący jej tego dnia mężczyzna wydał się jej bardziej interesujący, na płaszczyźnie zupełnie innej, niż dotychczas. Nie miała nic przeciwko byciu równaniem, skoro gwarantowało im to kolejne spotkanie. Czy ojciec byłby z tego zadowolony, czy raczej obdarzyłby ją pełnym rozczarowania i dezaprobaty spojrzeniem, kręcąc głową? Właściwie, nie miało to znaczenia.
Chociaż Christopher i sam temat Nobyego tak ściśle związany z polityką, nudny i okropnie przewałkowany już na salonach był dla niej męczarnią, to z perspektywy czasu wieczór ten przyniósł jej korzyść, zainteresowanie. I to już sprawiło, że nie był on zmarnowanym.
- Łatwo oczarować, omamić ludzi wizją pięknej i łatwej do zdobycia przyszłości. Zapewnieniami. No i tęsknota.. Wiele razy doprowadzała do szaleństwa w księgach. Była powodem nieszczęść, dramatów oraz narodzin Czarnoksiężników.- zgodziła się z nim, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Zwykle na niego patrzyła, gdy mówił, bo lubiła go słuchać i była zainteresowana wypowiadanymi przez niego słowami. Cathal był piekielnie inteligentnym oraz przebiegłym facetem, a obydwie z Victorią już stwierdziły, że to niebezpieczne połączenie. Zauważyła, że jego niebieskie oczy powędrowały na ramę, a podążając za nimi, odnalazła napis. - To doskonała pułapka, jeśli się nad tym zastanowić. - zauważyła, przesuwając spojrzeniem po fikuśnie zapisanej nazwie. Zwierciadło mogło zbudować solidne podwaliny do jakiegoś fortelu lub też zostać wykorzystane, aby uwięzić przeciwnika w świecie pragnień — tych najgłębszych, jak wspomniał. Raz jeszcze zerknęła w taflę, obraz się nie zmienił. Palce jej własnego odbicia mocno zaciskały się na książce, a drugie na większej od jej własnej dłoni, na której palcu widniała obrączka. Czy małżeństwo nie było wszystkim tym, od czego uciekała w obawie przed podcięciem skrzydeł? Czy może chodziło o właściwą osobę? Skoro tomisko prawiło o nekromancji, musiał to być ktoś, kto zaakceptował jej pasje oraz ukryty talent. Ktoś, komu zdradziła sekret.
Nie zawiódł jej, znał odpowiedź jak zwykle. Przymknęła oczy, pozwalając, aby obraz w lustrze zmienił się w ciemność i dopiero po dłuższej chwili pozwoliła sobie na uniesienie powiek, jednak jej wzrok nie zatonął już w lustrach, skupiała się na Shafiqu. Lustro zostało w tyle, a ona celowo lub też całkiem przypadkiem, chcąc lub nie, skupiła na sobie uwagę i spojrzenie stojącego przed nią, wysokiego mężczyzny. Musiała nieco odchylić głowę, aby swobodnie patrzeć na jego twarz, ale nie zdawało się to jej przeszkadzać.
- Jeśli je kiedyś znajdziesz, podziel się ze mną tym sekretem. To naprawdę intrygujące, że istniał człowiek, który był w stanie nałożyć taki czar, utrzymujący się przez tak długi czas. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, czując, jak warkocz spływa jej do przodu. Przestała przesuwać wzrokiem po jego twarzy, pozwoliła sobie skupić się na jego oczach. - Masz jakąś listę rzeczy, artefaktów lub zapisków.. No wiesz, coś, co chciałbyś znaleźć?
Nie mogła powstrzymać się przed zadaniem niewinnego pytania, chociaż odpowiedź zdradziłaby mnóstwo informacji na jego temat. On zyskał jakieś o niej, ona też chciała. Bo faktycznie, nie była pewna i się nie zastanawiała. Tylko czy kluczem do spełnienia obrazu z lustra nie było w głównej mierze to, aby sama sobie na to pozwoliła? Jego rozbawienie sprawiło, że kąciki jej warg uniosły się na krótki moment ku górze. Owszem, miała szczęście, ale wcale nie dotyczyło ono wizji przyszłości z lustra pragnień.
- Tylko czy wtedy, Panie Shafiq, nie będzie tak, jakbym po prostu zaakceptowała to, co los może mi dać? - zapytała z zaciekawieniem, nie uciekając wzrokiem nawet na sekundę. Ba, zrobiła nawet niewielki krok w jego stronę, zmniejszając dzielącą ich odległość. - Gdzie wtedy element zaskoczenia, chęć podążenia za nieznanym i ta niezależność z wolnością? - dodała nieco ciszej, jakby sugerowała, że dla niego również wymienione przez nią rzeczy były ważne. Nie była pewna, czy ma rację, ale na tyle, w jakim stopniu zdążyła go poznać — tak sądziła. Bycie mężczyzną oczywiście sprawiało, że jemu skrzydeł nie podetną prędzej czy później, jak zrobią to z nią.
Owszem, miała mnóstwo barier i ograniczeń, ale nie znaczyło to, że nie robiła, co mogła, aby chociaż trochę żyć po swojemu. Sprzeciwiać się tym wszystkim zasadom, oczekiwaniom, całemu cyrkowi związanemu z interesami pomiędzy rodzinami czystokrwistymi, w które chcąc lub nie była wplątana. Chciała wierzyć, że ma się wybór, ale prawda niestety nie była tak kolorowa, jak czasem ją przedstawiała. Czy większość z ich świata nie żyła właśnie w takich klatkach?
Prychnęła cicho, krzyżując ręce pod biustem, co odrobinę uwydatniło nienachalnie wyeksponowany dekolt spod rozpiętej koszuli. Oczywiście, że on się nie dał. Nie byłby tak interesujący, gdyby łapał się na wszystkie jej sztuczki.
- Wychowankiem Slytherina jest się całe życie, co? - puściła mu oczko, rozluźniając dłonie. Zrobiła kilka kroków w zastanowieniu, pozwalając dźwiękowi obcasów uderzających o posadzkę rozejść się echem. Spojrzała w sufit, zastanawiając się nad właściwym lustrem. Zwykle ludzie postawiliby na to związane z pragnieniami, bo nikt nie chciał przeżyć czegoś strasznego od nowa. Cynthia miała jednak inny pomysł, uzasadniony zresztą rozmowami i słowami. Zatrzymała się za jego plecami, przesuwając dłonią po jego ramieniu w dół - powolnie, aż wplątała swoje palce w jego, zaciskając je subtelnie. Oparła brodę o jego ramię, wspinając się na palce, co wcale nie było łatwe. Dmuchnęła zadziornie w jego ucho. - To lustro, które zabiera Cię w inne miejsca. Jesteś archeologiem, wolną duszą, zdajesz się kochać świat i jego tajemnice. Chociaż.. Może nie, nie kochać? - przerwała na chwilę, przymykając powieki, aby nie spoglądać w zwierciadło. - Pragnąć? Chcieć? - ciężko było wybrać jej właściwy epitet, ale na pewno wiedział, co miała na myśli. On zawsze wiedział.
Chociaż Christopher i sam temat Nobyego tak ściśle związany z polityką, nudny i okropnie przewałkowany już na salonach był dla niej męczarnią, to z perspektywy czasu wieczór ten przyniósł jej korzyść, zainteresowanie. I to już sprawiło, że nie był on zmarnowanym.
- Łatwo oczarować, omamić ludzi wizją pięknej i łatwej do zdobycia przyszłości. Zapewnieniami. No i tęsknota.. Wiele razy doprowadzała do szaleństwa w księgach. Była powodem nieszczęść, dramatów oraz narodzin Czarnoksiężników.- zgodziła się z nim, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Zwykle na niego patrzyła, gdy mówił, bo lubiła go słuchać i była zainteresowana wypowiadanymi przez niego słowami. Cathal był piekielnie inteligentnym oraz przebiegłym facetem, a obydwie z Victorią już stwierdziły, że to niebezpieczne połączenie. Zauważyła, że jego niebieskie oczy powędrowały na ramę, a podążając za nimi, odnalazła napis. - To doskonała pułapka, jeśli się nad tym zastanowić. - zauważyła, przesuwając spojrzeniem po fikuśnie zapisanej nazwie. Zwierciadło mogło zbudować solidne podwaliny do jakiegoś fortelu lub też zostać wykorzystane, aby uwięzić przeciwnika w świecie pragnień — tych najgłębszych, jak wspomniał. Raz jeszcze zerknęła w taflę, obraz się nie zmienił. Palce jej własnego odbicia mocno zaciskały się na książce, a drugie na większej od jej własnej dłoni, na której palcu widniała obrączka. Czy małżeństwo nie było wszystkim tym, od czego uciekała w obawie przed podcięciem skrzydeł? Czy może chodziło o właściwą osobę? Skoro tomisko prawiło o nekromancji, musiał to być ktoś, kto zaakceptował jej pasje oraz ukryty talent. Ktoś, komu zdradziła sekret.
Nie zawiódł jej, znał odpowiedź jak zwykle. Przymknęła oczy, pozwalając, aby obraz w lustrze zmienił się w ciemność i dopiero po dłuższej chwili pozwoliła sobie na uniesienie powiek, jednak jej wzrok nie zatonął już w lustrach, skupiała się na Shafiqu. Lustro zostało w tyle, a ona celowo lub też całkiem przypadkiem, chcąc lub nie, skupiła na sobie uwagę i spojrzenie stojącego przed nią, wysokiego mężczyzny. Musiała nieco odchylić głowę, aby swobodnie patrzeć na jego twarz, ale nie zdawało się to jej przeszkadzać.
- Jeśli je kiedyś znajdziesz, podziel się ze mną tym sekretem. To naprawdę intrygujące, że istniał człowiek, który był w stanie nałożyć taki czar, utrzymujący się przez tak długi czas. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, czując, jak warkocz spływa jej do przodu. Przestała przesuwać wzrokiem po jego twarzy, pozwoliła sobie skupić się na jego oczach. - Masz jakąś listę rzeczy, artefaktów lub zapisków.. No wiesz, coś, co chciałbyś znaleźć?
Nie mogła powstrzymać się przed zadaniem niewinnego pytania, chociaż odpowiedź zdradziłaby mnóstwo informacji na jego temat. On zyskał jakieś o niej, ona też chciała. Bo faktycznie, nie była pewna i się nie zastanawiała. Tylko czy kluczem do spełnienia obrazu z lustra nie było w głównej mierze to, aby sama sobie na to pozwoliła? Jego rozbawienie sprawiło, że kąciki jej warg uniosły się na krótki moment ku górze. Owszem, miała szczęście, ale wcale nie dotyczyło ono wizji przyszłości z lustra pragnień.
- Tylko czy wtedy, Panie Shafiq, nie będzie tak, jakbym po prostu zaakceptowała to, co los może mi dać? - zapytała z zaciekawieniem, nie uciekając wzrokiem nawet na sekundę. Ba, zrobiła nawet niewielki krok w jego stronę, zmniejszając dzielącą ich odległość. - Gdzie wtedy element zaskoczenia, chęć podążenia za nieznanym i ta niezależność z wolnością? - dodała nieco ciszej, jakby sugerowała, że dla niego również wymienione przez nią rzeczy były ważne. Nie była pewna, czy ma rację, ale na tyle, w jakim stopniu zdążyła go poznać — tak sądziła. Bycie mężczyzną oczywiście sprawiało, że jemu skrzydeł nie podetną prędzej czy później, jak zrobią to z nią.
Owszem, miała mnóstwo barier i ograniczeń, ale nie znaczyło to, że nie robiła, co mogła, aby chociaż trochę żyć po swojemu. Sprzeciwiać się tym wszystkim zasadom, oczekiwaniom, całemu cyrkowi związanemu z interesami pomiędzy rodzinami czystokrwistymi, w które chcąc lub nie była wplątana. Chciała wierzyć, że ma się wybór, ale prawda niestety nie była tak kolorowa, jak czasem ją przedstawiała. Czy większość z ich świata nie żyła właśnie w takich klatkach?
Prychnęła cicho, krzyżując ręce pod biustem, co odrobinę uwydatniło nienachalnie wyeksponowany dekolt spod rozpiętej koszuli. Oczywiście, że on się nie dał. Nie byłby tak interesujący, gdyby łapał się na wszystkie jej sztuczki.
- Wychowankiem Slytherina jest się całe życie, co? - puściła mu oczko, rozluźniając dłonie. Zrobiła kilka kroków w zastanowieniu, pozwalając dźwiękowi obcasów uderzających o posadzkę rozejść się echem. Spojrzała w sufit, zastanawiając się nad właściwym lustrem. Zwykle ludzie postawiliby na to związane z pragnieniami, bo nikt nie chciał przeżyć czegoś strasznego od nowa. Cynthia miała jednak inny pomysł, uzasadniony zresztą rozmowami i słowami. Zatrzymała się za jego plecami, przesuwając dłonią po jego ramieniu w dół - powolnie, aż wplątała swoje palce w jego, zaciskając je subtelnie. Oparła brodę o jego ramię, wspinając się na palce, co wcale nie było łatwe. Dmuchnęła zadziornie w jego ucho. - To lustro, które zabiera Cię w inne miejsca. Jesteś archeologiem, wolną duszą, zdajesz się kochać świat i jego tajemnice. Chociaż.. Może nie, nie kochać? - przerwała na chwilę, przymykając powieki, aby nie spoglądać w zwierciadło. - Pragnąć? Chcieć? - ciężko było wybrać jej właściwy epitet, ale na pewno wiedział, co miała na myśli. On zawsze wiedział.