Dla Victorii były to niezbyte dowody i oczywistości, dla wampira takiego jak Sauriel były to mętne próby usprawiedliwienia religijnej śpiewki. Jak świat światem, niestety, kiedyś mówiono, że odcisk twarzy Jezusa to cud, albo że płacz krwią to oznaka świętości. Jeszcze wcześniej wołano, że pioruny z nieba to gniew bogów! I co? Każdy miał przecież niezbite dowody. Wtedy jeszcze mocniejsze, niż teraz! Bo faktycznie setki ludzi je widziały! A tutaj był wynik zaklęcia Voldemorta i wspomnienia, które naprawdę mogły być skutkiem ubocznym jakiejś klątwy. Albo nawiedzeniem przez duszę, rzeczywiście, bo akurat to wcale nie zahaczało na religijne śpiewki - każdy wiedział, że duchy istniały, tylko nie każdy rozumiał ich głębie. W końcu ci, którzy duchy wywoływali, sięgali po nie właśnie do Limbo. Ale to była kolejna rzecz, którą Sauriel się zanadto nie zajmował. Limbo to było dla niego pełne znaków zapytania miejsce. Tak abstrakcyjne, że dla takiej osoby jak on, która musiała wszystko zbadać i mieć tego zrozumienie, było ciężkie do pojęcia. Ale tak - istniało, temu nie dało się akurat zaprzeczyć. Ale już ta Matka i te niektóre rzeczy, o których Victoria mówiła to, łoh! To już kompletnie inny poziom, dla Sauriela taki sam jak poziom Jezusa czy Zeusa (dziwnie podobne te imiona...).
- A czemu nie. - Wypalił to z dupy, a jak już wypalił to w zasadzie - czemu nie? Znalazł sobie wymówkę (bo jak widać często ich potrzebował), żeby zostać i... porobić coś, odciągnąć samego siebie od robienia jeszcze dziwniejszych rzeczy. Granie w karty było zajebiście normalne. I przede wszystkim - grzeczne. Grając w karty, tutaj trzeba zaznaczyć, że akurat w towarzystwie Victorii, mniejsza szansa była na wpakowanie się w kolejną kabałę. Bo grając już z kumplami w knajpie na Nocturnie to co innego. Zaraz ktoś oskarży o oszustwa czy inne badziewia... nie żeby Sauriel był święty i nigdy oszukać nie próbował, chyba każdego kiedyś pokusiło! - To dopiszesz sobie szybkie karciochy. Rumik? - Albo cokolwiek innego, na co by miała ochotę! Akurat trochę tych gier Sauriel znał. Zachęcił ją do wyłożenia tych kart i że z nią posiedzi jeszcze chwilę. - Tak mi przyszło do łba... jak to problem żeby się spotkać w nocy to po prostu idź sama. - Uprzedził tak co do tej klątwołamaczki. - Lepiej, żeby kurwa wiedziała, że jestem wampirem, bo jeszcze dostanę czosnkiem po mordzie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.