Victoria się domyślała, a Cynthia nawet nie wiedziała, jak blisko była prawdy w tym delikatnym żarcie. Nic nie mówiłam Cynthii. Na szczęście blondynka nie wydawała się przejęta tym, że mieli jakieś swoje "wewnętrzne żarty". Nie takie aż wewnętrzne, ale chociaż Sauriel nie robił z tego wielkiego sekretu, to jednak niewielu osobom wyjawiał to, że mają do czynienia z trupem. To prowadziło kiedyś do przykrych dla niego sytuacji, a teraz było po prostu dla niego upierdliwe. Cynthia miała bardzo specyficzne podejście do życia i niezwykle otwarty umysł. Cieszyła się sympatią Victorii pewnie z tego powodu (między innymi). Powiedzenie jej o wampiryzmie pewnie tylko by ją zaintrygowało i może chętna by była pobawić się skalpelem, jakich to wrażeń jednak Sauriel specjalnie nie szukał. Chyba że by mu zapłaciła i dała środku znieczulające... W każdym razie - obie kobiety nie wiedziały, jak bardzo fałszywy był teraz ten obrazek. Niewinny żarcik i całe to napomknięcie o Beltane, o mordach, o... tym wszystkim. Czarnowłosego to nie bawiło, ale też nie czuł się winny. Wypełniał codzienność, mimo tego, że nie lubił jej na fałszu budować. To już jednak nie był nawet fałsz w jego oczach. To były po prostu dwa jego życia, rozdzielone dwie płaszczyzny, które zlepiał tylko on. I dbał o to, żeby się nie przenikały. Dopiero Victoria zaczęła to wszystko psuć. A on nie był na tyle silny, żeby się temu oprzeć i definitywnie wyprosić Victorię ze swojego życia. Nie był, bo ją lubił. Tak po prostu.
- Chętnie wpadnę. - Przyjął zaproszenie do kostnicy, bo w zasadzie nigdy nie widział tej pracy od wewnątrz, a wydawało się to bardzo interesujące. I wzbogacające w potrzebną wiedzę. Czego unikać, co zauważali, jak to działało? Bardzo chętnie by to wykorzystał w swojej... jakże wesołej twórczości. I nie chodziło tutaj o gitarę.
Nie podobało mu się to, że Victoria ufała tylu osobom. Jego zdaniem to było niebezpieczne. Ale jego rzeczywistość była zupełnie inna od jej rzeczywistości. Otaczali go inni ludzie, ci wokół niej byli z kompletnie innej bajki. Właśnie - bajki. Bo to wyglądało jak w prawdziwej bajce, gdzie byli ci dobrzy po jasnej stronie królestwa i ci źli po tej ciemnej. I tak Sauriel i Victoria gryźli się wzajem gdzieś pośrodku. Światy mogły się przenikać, jedni byli bardziej szarzy od innych, ale granica była bardzo wyraźna. Tam, gdzie słońce dosięgało, o wiele łatwiej było o zaufanie i przyjaciół. Wiedział o tym. Ciągle o tym pamiętał. Zrezygnował z tego życia, niektórzy mu wyrzucali, że świadomie. Że przecież miał wybór i sam tego dokonał, a teraz sam sobie wmawia, że nie ma ratunku. Zazwyczaj ich nie wyprowadzał z błędu, ale bardzo łatwo było takim pierdoleniem doprowadzić do tego, że sprzedawał sierpowego w czyjeś zęby. Cynthia zdecydowanie nie była moralnie wybielona, ale daleko było jej do osoby "złej", tak przynajmniej w standardach Sauriela. Źle jej z oczu nie patrzyło. Więc czy taki ogrom zaufania od strony Victorii był odpowiedni? Akurat czarnowłosy miał do tej kobiety też spory margines zaufania. Ale to przez Fergusa. Potrafiła się kimś zająć, to pokazała. Potrafiła się troszczyć. I ewidentnie starała się mu grozić, żeby tylko był grzeczny wobec Victorii. Rozumiał. Bo przecież zabiłby Cynthię, gdyby coś Victorii zrobiła.
To nie było wyolbrzymienie.
Różdżka leżała z boku, a Sauriel skinął głową na znak, że rozumie. I spokojnie napił się alkoholu mu nalanego. Przynajmniej spokojnie to wyglądało. Bo przestał nawet mrugać, wpatrując się uważnie w obie kobiety. Nekromancja. Co innego kojarzyło się z trupami? Może to norma, że ktoś, kto z nimi pracuje, para się tą sztuką? Sauriel znał zaklęcie, które zostało tutaj rzucone - i dlatego się rozluźnił widząc, co się dzieje. Tylko nie wiedział, co podzieje się dalej. Ale skoro już informowała o zabieraniu różdżki i krwi z nosa to zdecydowanie wiedźma chciała to pociągnąć. W porządku, mógł popatrzeć. Nawet sam zrobił się ciekaw, co zamierzała. I może, MOŻE, gdyby nie to, że wiedział, jak zepsuty już sam był, to nawet poprosiłby o podszkolenie w tym temacie, żeby samemu móc to zrobić w przyszłości.
- Mogę ci... użyczyć trochę energii, jeśli potrzebujesz. - Zaoferował w końcu usłużnie. Nie to, że był gotów do wielkich poświęceń w imieniu Cynthii - bo nie był. Owszem, Sauriel dbał o osoby, które lubił, ale nie był żadnym rycerzem na białym koniu. Natomiast był tutaj, mógł pomóc, jeśli to miało pomóc obu kobietom... to czemu nie? Natomiast sam jej przekazać nie mógł. Przynajmniej tak mu się wydawało. Nie próbował tego już od... dość dawna. Wystarczająco dawna, żeby wiedzieć, co po drodze się działo i jakie zepsucie miało miejsce.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.