Ach, właśnie nie było niezauważalne, przynajmniej dla Rookwooda, że Stanley jakoś nie ćwierkał o panienkach. Już nie było a to idę z tą, a to z tamtą, a czy widziałeś jakie nogi ma ta blondi z Gryfonów? I jeszcze parę innych atrybutów, które mogły mężczyznę zachwycić. Nie był pewien, czy te podboje trwają, czy może wycięte zostały całkowicie - obstawiał, że całkowicie. Natomiast winił za to nie stabilną miłość, a stabilne papierki, w których za chuja niczego romantycznego znaleźć się nie dało. Chuja też znaleźć się nie dało, chyba że narysowało się go na marginesie karteczki, co pewnie tym dupkom z Ministerstwa nie przypadłoby do gustu. Ostatnie, czego się spodziewał po Stanleyu to tego, że się ustatkował. Dlatego teraz popaatrzył na niego przeciągle, zastanawiając się, czy ten się z niego zgrywa, czy może jednak on tak całkiem na serio.
- Aay... powiedzmy, że ci wierzę. - Uśmiechnął się do samego siebie pod nosem. Fakt, że były różne poziomy ludzi i że był poziom Sauriela, który nie raz i nie dwa dostał już po mordzie za to, jaką jest świnią i jaki jest obcesowy w swoich chamskich tekstach i zachowaniu. I tutaj nie szczędził ani kobiet ani mężczyzn, choć raczej kobiety miały gorzej. Facetom zazwyczaj po prostu łamał nos, na kobiety rąk raczej nie podnosił. Raczej. Taki z niego był dżentelmen. Pomyśleć, że kiedyś był naprawdę dobrym chłopakiem... chyba nikt by mu dzisiaj w to nie uwierzył. Z drugiej zaś strony były kobiety, które uważały, że jest czarujący i chętnie z nim flirtowały. Ale to pewnie urok złego chłopca, bo jakoś kiedyś tak nie było. Płynnie się jakoś wymienili ze Stanleyem, bo znowu w Hogwarcie Sauriel flirtami był niezainteresowany. Teraz sobie odbijał, ot co.
- Każdy baronowy król ogórków potrzebuje swojego specmistrza ogórkowego. - Sauriel wystawił rękę w kierunku Stanleya na piątkę. No bo co on, ledwie tutaj marny interpretator boskiej księgi ogrodnictwa, w której przekazywana była z pokolenia na pokolenie wśród Borginów wiedza o ogóraskach. A robił, co mówił i starał się, jak mógł! Rozumiał z tego, co rozumiał, to i przekaz wiedzy był... wątpliwej jakości. Bo o jajeczkach, z których rodzą się ogórki i jeszcze próbują uciekać w trakcie. Szkoda gadać. A teraz jeszcze w to wszystko zostały zamieszane ogry. I chociaż czarnowłosy tępy nie był to miał absolutne zawroty i zamieszania głowy od wszystkich informacji, które się dzisiaj tutaj zwaliły. Za dużo tego. Cukinie, cukgórki, czy jak to tam było, a jeszcze kurwa bakłażan i w środku tego - ogr! Dobrze, że Sauriel nie podzielił się problemem z orkami ze Stanleyem, bo dopiero by była debata... W końcu były orki z wody, orki zielone potwory i orki na polu do ich orania. I kurwa co, kto powie, że to nie jedna i ta sama orka?! No jak to udowodnić?! Sauriel nie znalazł odpowiedzi na to pytanie. Tak i nie wiedział, czym różni się ogórek od ogra. Ale kiedyś na pewno się dowie.
Sauriel zrobił całą resztę doniczek i na końcu tak przystanął, patrzył na tego Stanleya, który obliczał pitagorasa w dołkach ogórkowych...
- Świetnie sobie poradziłeś! - Pochwalił go i poklepał po plecach. Ale tak po ludzku, zachęcająco! A nie tak, jak potrafił, że ludziom tchu w płucach brakowało. - Nalej rudej, siadaj pan, bo się pewnie spociłeś po tej robocie i słuchaj. - Jak gdyby nigdy nic i jak gdyby Stanley sam dzielnie zrobił wszystkie doniczki Sauriel odsunął mu zasłużone krzesło, usiadł naprzeciwko i znów otworzył wielką księgę wiedzy ogórczanej. - To robi się tak...
Biorąc pod uwagę, że mieli całą whiskey do wypicia sama nie jestem pewna, czy którykolwiek z nich cokolwiek zapamiętał z tej lektury o tym, jak z ogórkami postępować. Ale w końcu ważne było to, że im się wydawało, że tak!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.