Nie niepokoiła go praca, jaką miała, natomiast ich obu niepokoiło to, jakie reakcje pojawiały się na znak, że coś im grozi. I czasem to były takie pierdoły, że szokowało. Bo przecież on czasami tylko rozmawiał, ale wystarczyło. Wystarczyło, bo ludzie wokół gotowi byli rzucać czary na prawo i lewo, bo atmosfera była napięta, bo nikt nie miał względem siebie przyjacielskich zamiarów. Każdy chciał zrobić interes. Każdy gotowy był zabić. Albo tak jak dzisiejszego dnia, tylko wcześniej - Victoria przecież jemu krzywdy by nie zrobiła. Ale rzuciła zaklęcie, wystarczyło. To było naprawdę nieprzyjemne. Męczące. Niepokoiło go nie to, że nie będzie mógł się wyspać a to, że jej coś mogło się stać. Teraz nawet nie pomyślał, że mogłaby iść i latać z tymi obrażeniami. Jasne było, że musi się wykurować. Nie brał jej też za osobę nieodpowiedzialną, która by swoje obrażenia zignorowała. Choociaż wcale nie miał tutaj stu procentowej pewności. Miał wrażenie, że Victoria za bardzo się niekiedy forsowała tylko dlatego, żeby komuś bliskiemu pomóc.
- Przytargam. - Z dużą przyjemnością! Ciekawe, czy rozmawiała o tej książce z Brenną czy na razie czytała w domowym zaciszu i zostawiała dzielenie się swoimi przemyśleniami nią z nim? - Zakończenie trylogii jest wspaniałe. - Zachęcił ją, chociaż wydawało mu się, że już zachęty nie potrzebuje. Że już sama wkręciła się na tyle, że to po prostu szło swoim torem. Inaczej nie chciałaby tego kończyć, a chyba tym bardziej nie chciałaby czytać dalej? Czasami ludziom przestawała się książka podobać, ale chcieli po prostu poznać zakończenie. Sam czasem tak miał. Tylko że on wtedy kartkował to w tempie... w bardzo szybkim tempie. Spojrzał w kierunku "podejrzanych" medykamentów. Przy okazji odkładania książki rzeczywiście wziął do ręki najpierw jeden, potem drugi. - Dostałaś i nie użyłaś? Nie kazali ci tego zażyć? - Wiedział, jakie miała okropne problemy ze snem. Pokazał teraz eliksir nasenny, rzecz jasna. Ona, jej problemy ze snem i jeszcze ten koszmar, jeśli wierzyć w pełni słowom obu kobiet, a niepoczytalne chyba nie były. Ona, jej problemy ze snem i spanie. Nieruszony eliksir nasenny. To dawało tylko jeden możliwy wynik - brak snu. A brak snu oznaczał brak wypoczynku. A brak wypoczynku oznaczał... inne rzeczy. Szczególnie, że, o zgrozo... oberwała o wiele bardziej, niż sądził. To brzmiało... to było w chuj bolesne. Ściągnął brwi, patrząc na nią ze zmartwieniem, ale i wkurzeniem. Takim... bardzo leciutkim jak na jego. I w końcu też jakby "odetchnął", a wkurzenie bardzo szybko zniknęło. Nie ma co się denerwować. Nie miał siły nawet na denerwowanie się. Nic się teraz nie zrobi, on tylko chciał zrozumieć, co się właściwie wydarzyło. I tak po prawdzie to miał ochotę ją stąd zabrać, bo nagle ten dom wydał mu się cholernie niebezpieczny. Tylko dokąd. Do swojego domu? Jasne... ale może...
- Może chcesz na razie się stąd wynieść? Na przykład do tego mieszkania w Londynie? - Tego, które miała tak "w razie W". Wydawało się idealne. Miejsce, o którym wiedział jeden wielki nikt tak naprawdę. Chyba. Tak zrozumiał z ich rozmów. Trzymane w razie gdyby cokolwiek się wydarzyło. Nie to, że nie do wyśledzenia, po prostu przez nieużywanie samo w sobie było dobrym schronieniem. Gotów był nawet z nią tam posiedzieć, przynajmniej kilka dni. Wydawało mu się, że uspokojenie się teraz było dla niej bardzo trudne. Tak sobie to w każdym razie wyobrażał. Miała sen, z którego wyniosła takie rany, w której ktoś chciał ją zabić. I Brenna ją uratowała.
- Ay. - Mruknął w odpowiedzi. W chuj mocno w zasadzie. Pomijając zaklęcia jeszcze nikt nim tak skutecznie nie przeszurał po podłodze. A trzy kobiety przeszurały nim po podłodze sypialni Victorii w każdą stronę. Prawie mógłby wpisać do CV nowe doświadczenie: pucowanie podłóg. - Nie miałaś o kogo się martwić? Głuptas. - Zamiast martwić się o siebie albo o Brennę to martwiła się o niego. Gdzie przecież nie mógł umrzeć. Uśmiechnął się do niej lekko kącikiem ust. - ... nie. Nie zajął. - Nie miał ani siły prosić wtedy kogoś o pomoc, a jak miał to nawet nie chciał. Żałosne, co by niby powiedział? Objął ją ramieniem i pogłaskał po ramieniu. Oczywiście nie po miejscu, gdzie była rana ani okolicach. - Co nie? Oferta jedna na milion. - Miło było. Miło było ją trzymać, ale zaraz to miłe miało się skończyć, bo Sauriel nie zamierzał jej pozwolić tak NIE SPAĆ. Nawet jakby miał jej siłą wlewać ten eliksir do gardła. Co pewnie nie byłoby dużym wyzwaniem, biorąc pod uwagę stan Victorii.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.