Zgadza się, jak człowiek jest paralitykiem to do niczego się nie nadawał oprócz grzecznego siedzenia w łóżku. Chociaż w jego przypadku i przypadku Śmierciożerców działało to inaczej. Teraz byli tutaj, Victoria miała normalną pracę, normalniejszych znajomych. Bo o "normalnych" by nie powiedział. Ani Cynthia ani Brenna nie wypadały na normalne. Ciekawe, że Brenna opanowała też moc animagii. Musiała poświęcić temu bardzo wiele czasu na treningi... nielegalnego czasu. Bo z tego co wiedział to była to nielegalna forma magii. A jakoś nie wydawało mu się, żeby się mylił. Byli sobie dłużni, bo w końcu nekromancja, po którą sięgnął przy Victorii również legalna nie była. Kiedyś jesteś chory to nie biegasz za znajomymi i ich kłopotami. Oraz kiedy jesteś chory przydawało się rozproszenie. Szczególnie, kiedy to nie była wcale choroba. A coś nawiedzonego, mrocznego i okrutnego, co zacisnęło swoje palce na Victorii i chciało ją chyba przetargać przez bruk całego Piekła. Mógł ją przed tym bronić? Na tyle, na ile był w stanie. Na ile to było zdrowe i normalne. Chociaż jeśli chodzi o zdrowie to już pokazali Victorii, że ani on ani Brenna nie mieli limitu.
- Widzę, czytać umiem. - Buteleczki były opisane. Jeszcze tego by brakowało, żeby nie były i nakazywali odróżniać je po kolorze. Znając siebie to by je zamieszał, bo zapamiętałby, że ta po prawej to nasenny, po drodze by je przełożył i stałby się potem cud i zdziwienie. Zamiast ulgi w bólu nadszedłby sen. Na szczęście eliksirami zajmowali się ludzie bardziej ambitni i odpowiedzialni niż on. Chociaż oszustów nie brakowało. Ani tych, którzy byli pierdolnięci. Znał to od spodu kotła, w końcu za dużo szlajał się po Nocturnie. - Musisz spać. Inaczej sama się wykończysz. - Zarówno psychicznie jak i fizycznie. Sauriel spojrzał po całym pokoju zastanawiając się, jakim cudem jej rodzina jej nie przypilnowała i o nią nie zadbała. Bo chyba nie liczyli, że zajmie się nią w pełni skrzat? Ale chyba tak. Chyba właśnie tak myśleli. Owszem, skrzat mógł jej zrobić kaszkę, żeby dziecko grzecznie zjadło, ale nie mógł jej nakazać chociażby wypić eliksiru. A potrzebowała tego. Tylko co? Miał ją zapewniać, że się nie powtórzy? W zasadzie to nie mógł. Znaczy - mógł, ale czy miał pewność, że tak będzie? Miał kłamać? A jeśli skłamie a to się powtórzy? Szukał odpowiedzi na to pytanie, bo nie wiedział. A naprawdę chciał wiedzieć. I chciał jej dać pewność, że będzie w porządku. - Teraz są wszyscy zaalarmowani, jesteś pilnowana, nic ci nie grozi. - Wysilił szare komórki mózgowe, chociaż było to niełatwe. Chciał jej jakąś pewność dać, po prostu. Uspokoić ją. - Mogę z tobą posiedzieć parę dni. - Nie zbawi go to przecież. Nie sprawi, że świat wybuchnie. Może nawet przyda mu się takie spokojne posiedzenie? Chociażby po to, żeby ona była spokojniejsza i nie dokładać jej swoich zajebistych zdolności, kiedy nawet jak nie szukał z nikim problemów to problemy znajdowały jego?
- Daj spokój. Normalna reakcja. - Nie był na nią zły. Na Brennę też zły nie był. Przecież Victoria chciała bronić siebie, Brenna - Victorię. Tak powinno dokładnie być. A to, z jaką zajadliwością Brenna broniła Lestrange też mówiło BARDZO dużo. I jemu to się podobało. Zrobił dziwną minę na to, że się domyśliła, jak tak się ulotnił, która niby była niezadowolona, niby trochę krytyczna, niby rozbawiona. Mieszanka emocji, chociaż lekkich, pojawiła się w nim na te wieści. Faktycznie, już się trochę znali. Swoje zachowania, swoje teksty, człowiek się tego uczył. Jeśli chciał, rzecz jasna. Tak jak i Sauriel sporo nauczył się już o Victorii. - Nie nadawałbym się do niczego i tylko przeszkadzał. - To nie były żale, to był dla niego czysty fakt. Szczególnie, że czuł, że bardzo szybko mu się tam pogarszało. Napiął się trochę, kiedy Victoria kontynuowała temat z lekkiej irytacji, ale nie nią, sytuacją. Może nawet lepszym słowem byłaby frustracja. Nie wiedział, co jej powiedzieć. To nie tak, że nie było. Gdyby poprosił matkę na pewno by kogoś sprowadziła. Tylko nie chciał wokół tego żadnego zamieszania, pytań. Nie chciał słyszeć kolejny raz "poradzi sobie". Więc... wolał sobie poradzić. - Ja... nie chcę nikogo prosić u siebie w domu. Zresztą... nie mogłem stać i gadanie też mi nie wychodziło. - A teraz się już uspokoiło i mógł funkcjonować. - W moim domu wizyta medyka mogłaby przejść bez echa, a mogłaby zrobić zamieszanie. Nie chcę na siebie zwracać uwagi. Wolę, jak mnie nie zauważają. - Nic więc dziwnego, że Sauriel od dziecka nauczył się poruszać jak kot.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.