12.08.2023, 18:26 ✶
Avelina nie miała czego się obawiać. Nie istniał choćby cień szansy, że Shafiq dostanie na jej punkcie obsesji. Kobieta musiała wydać się mu niesamowicie intrygująca, by w ogóle chciał poświęcić jej więcej niż kilka chwil i myśli, a już obsesja… może i mogłaby się rozwinąć u kogoś takiego jak Cathal. Dotąd jednak się to nie zdarzyło, zaś Avelina była dla niego zapewne dokładnie tym samym, kim on dla niej: przypadkową, nieznajomą osobą, o której może nie zapomni (nie mógł), ale o której nie będzie rozmyślać.
Cathal zdecydował się poczekać. Owszem, nie lubił tracić czasu. Nie lubił nudy, stagnacji i tych samych widoków. Siedzenie przez kilkanaście minut w kącie pomieszczenia było dla niego irytujące – bo oznaczało, że w jego pamięci utkwi wspomnienie wpatrywania się w jakiś punkt w przestrzeni, albo przeczyta te magazyny i na zawsze zapamięta ich treść. Zapewne mało go interesującą, bo mikstury nigdy nie należały do pasji mężczyzny.
W teorii przynajmniej, bo Shafiq miał wielką ochotę zaraz po powrocie do siebie zażyć eliksir zapomnienia. Tyle że nie mógł. Nie mógł, póki nie był pewny, że bombonierka ostatecznie stanowiła zaledwie żart. Bo jeżeli żartem nie była, musiał zapamiętać wszystko, każdy szczegół, który pozwoli mu dopaść innych. Poza tym musiał albo znaleźć lekarstwo, albo upewnić się, że działanie tej przeklętej czekoladki ustąpi.
Spojrzał za Aveliną, gdy znikała na zapleczu. Wciąż w milczeniu. Nie chciał, aby z jego ust wydobył się jakiś idiotyczny wierszyk. I nie chodziło nawet o to, że byłby to wierszyk, bo ostatecznie już parę razy w życiu zrobił z siebie kretyna (choć starał się tego unikać), ale że działoby się wbrew jego woli. Nie lubił nad sobą nie panować: w jakikolwiek sposób. To był więc jej szczęśliwy dzień, Cathal nie zamierzał w żaden sposób naruszać zasobów energii, jakie miała na interakcje z ludźmi.
Przymknął po prostu powieki i przez kilkanaście minut siedział nieruchomo, jak spetryfikowany. Dopiero kiedy usłyszał, że kobieta znowu się zbliża, dźwignął się na nogi i podszedł do lady, patrząc na nią pytająco.
Cathal zdecydował się poczekać. Owszem, nie lubił tracić czasu. Nie lubił nudy, stagnacji i tych samych widoków. Siedzenie przez kilkanaście minut w kącie pomieszczenia było dla niego irytujące – bo oznaczało, że w jego pamięci utkwi wspomnienie wpatrywania się w jakiś punkt w przestrzeni, albo przeczyta te magazyny i na zawsze zapamięta ich treść. Zapewne mało go interesującą, bo mikstury nigdy nie należały do pasji mężczyzny.
W teorii przynajmniej, bo Shafiq miał wielką ochotę zaraz po powrocie do siebie zażyć eliksir zapomnienia. Tyle że nie mógł. Nie mógł, póki nie był pewny, że bombonierka ostatecznie stanowiła zaledwie żart. Bo jeżeli żartem nie była, musiał zapamiętać wszystko, każdy szczegół, który pozwoli mu dopaść innych. Poza tym musiał albo znaleźć lekarstwo, albo upewnić się, że działanie tej przeklętej czekoladki ustąpi.
Spojrzał za Aveliną, gdy znikała na zapleczu. Wciąż w milczeniu. Nie chciał, aby z jego ust wydobył się jakiś idiotyczny wierszyk. I nie chodziło nawet o to, że byłby to wierszyk, bo ostatecznie już parę razy w życiu zrobił z siebie kretyna (choć starał się tego unikać), ale że działoby się wbrew jego woli. Nie lubił nad sobą nie panować: w jakikolwiek sposób. To był więc jej szczęśliwy dzień, Cathal nie zamierzał w żaden sposób naruszać zasobów energii, jakie miała na interakcje z ludźmi.
Przymknął po prostu powieki i przez kilkanaście minut siedział nieruchomo, jak spetryfikowany. Dopiero kiedy usłyszał, że kobieta znowu się zbliża, dźwignął się na nogi i podszedł do lady, patrząc na nią pytająco.