Przewagę miał tu chyba pryzmat siebie samego. Gdzie Sauriel sobie często pozwalał na bycie dzieciakiem wśród osób znajomych. Albo i nieznajomych. I potrafił być też irracjonalnie uparty. Widział w tym coś więcej niż "dziecięcy upór". Jakkolwiek głupi by się nie wydawał i rzeczywiście - niedojrzały - to niestety człowiek nie składa się tylko z chłodnych kalkulacji i logiki. Zbyt wiele elementów tworzyło reakcje na bodźce. Dzisiaj, na całe szczęście, miał wobec tego zrozumienie, albo nawet: był wyrozumiały. To pomagało. Nerwy i krzyki, przekleństwa, którymi sypał, wszystko za to utrudniały. I znów - wiedzieć jedno, a dopasować się? Emocje były czynnikami odmieniającymi nasz świat. Były potrzebne, bez nich przecież wszyscy byliby robotami. Bezdusznymi monstrami, które czasem w społeczeństwie widać. I nie kształtowały one niczego dobrego. Niestety pielęgnowane w niezdrowym środowisku potrafiły też tworzyć abominacje.
- Możemy też... gdzieś tam pojechać. Jeśli chcesz. - Ale pewnie nie miała na to siły. A cichy, spokojny dom, w której nikt nie będzie jej przeszkadzał brzmiał jak zbawienie. Byleby tylko zaraz ludzie wokół niej w panikę nie wpadli, nie zaczęli jej szukać. Dlatego - nie dzisiaj. Nie na wariackich papierach. O dziwo pomyślał o tym nawet sam Sauriel! - To ten, zostaw jakąś wiadomość twojej rodzicielce, Brennie czy Cynthii. Żeby nie spanikowały. - Nie to, że planował ją zabierać na, no nie wiem, tydzień! Ale pech chodził po ludziach. Znikniesz na jeden dzień, akurat wtedy chciała się z tobą psiapsi zobaczyć i już całe biuro aurorów podniesione na alarm, bo wczoraj w nocy Victoria była atakowana, a dzisiaj zniknęła i śladu po niej nie ma. I znowu by nim Brenna przeszurała po podłodze oskarżając o porwanie tym razem, po co mu to było?
- Jak nie będziesz spała to i tak umrzesz. I im bardziej będziesz zmęczona to będą ci się na pewno pierdoły śniły. - Sauriel czasami starał się być delikatny. Na przykład teraz, dzisiaj, się starał! Ale jego cierpliwość była znikoma, to i delikatność niestety spływała. - Nic ci nie będzie. - Chociaż nie chciał tego mówić, bo w zasadzie naprawdę nie miał pewności. Jeśli to była jakaś klątwa..? Kolejna? Albo miała związek z jej wędrówką po Limbo? Nie wiedzieli. Bo jakby wiedzieli to by się tak nie bała.
- Ludzie są mądrzejsi od ciebie i nie mylą odwagi z głupotą. - Bo Victoria kompletnie była odklejona w tym wypadku. Nie wiedziała, czego się bać, a czego nie. Sauriel winę zwalał na dwa czynniki - za dużą ilość książek i jej pracę. - Wampir to zagrożenie w szpitalu. Tyle. - I to akurat nie było co płakać nad rzeczywistością. Akurat Sauriel się kontrolował dobrze, ale jak czuł się źle to jego samokontrola bardzo spadała. Bo organizm poświęcał energię na regenerację, więc i domagał się krwi. Ale były też wampiry, które o samokontrolę się nawet nie starały.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.