- Jasne. - Rozumiał w pełni. Rzadki przypadek, a przynajmniej - "pierwsze razy" na Beltane '72iego. Piękne będą wspomnienia wysmarowane w postaci artykułów w gazetach, nie ma co. Było coś niepokojącego w tym, że Voldemort był w stanie sięgnąć tak daleko i tak głęboko, by wpływać na tak starą i pierwotną magię, że dla Sauriela była ona w ogóle jakimś bajdurzeniem. Nie wierzył w nią, po prostu. Te kręgi czarownic, które czciły siły natury i inny odklejeńcy oddający się medytacjom w lasach - pustelnicy od siedmiu boleści, co najedli się za dużo grzybów. Ale przypadek Victorii sprawiał, całe Beltane w zasadzie sprawiało, że Sauriel zaczął trochę wątpić we własne przekonania. Chociaż bardzo niechętnie. I nie do końca chciał to zaakceptować. Tym nie mniej inaczej dla niego to wyglądało kiedy rozmawiał sobie z Victorią na ten temat w zaciszu domowym, a inaczej kiedy wypowiadała się na ten temat specjalistka.
Skinął lekko głową w kierunku Victorii dając znać, że problemu żadnego nie będzie. W zasadzie myślał, że to będzie konieczne, ale kobieta ewidentnie była tematem zainteresowana i już z nim obeznana. Nie wiedział tylko, że była tak dobrze rozeznana, bo sama padła jego... "ofiarą". To chyba dobre słowo. Ale w zasadzie - nic go to nie obchodziło. W końcu nie byli tutaj na prywatne pogawędki.
- Jak nie jest niebezpieczne to tyle mi wystarczy. Sama ta więź jest niebezpieczna. - I powiedziałby ktoś, że Sauriel teraz demonizował. Ale nie. On sobie bez snu radził. Tylko mu trochę siadało na głowę, więcej jadł. Ale Victoria bez snu funkcjonować nie mogła. A on też chciał dalej żyć swoim życiem i nie zastanawiać się nad tym, czy Victoria będzie na drugi dzień cała sina z niewyspania. - Co za odmiana. - Mruknął zanim dobrze pomyślał, z cynizmem, na ten komentarz dotyczący poczucia straty i tak dalej. Rzeczywiście, brzmiało w zasadzie logiczne. Ta więź wypełniała ich emocje i głowy od końca Beltane. Jej brak mógł być dość dziwny, a na pewno odczuwalny. Bo coś zmieniał, coś zabierał. Cieszyło go to, że kobieta była konkretna w swoich słowach, bez zbędnego pierdu pierdu i uśmiechów. Nie lubił takich ludzi, kiedy przychodził do nich w interesach to chciał robić interesy, a nie pierdolić trzy po trzy o kawie i o tym, jak to wnuki mchem obrosły. - Istnieje. - Zapewnił Florence. - Czy rytuał jest do odprawienia na miejscu czy czegoś wymaga od nas? - Rytuały były w końcu rzeczami złożonymi, tyle Sauriel wiedział. Niektóre wymagały kręgu z ośmiu kamieni, a inne stołu w kuchni i pokrojenia ofiary. Tutaj chyba to ostatnie odpadało, chociaż Sauriel nie miałby nic przeciwko.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.