Podobnie jak Victoria był pozytywnie zaskoczony. Bo tak, nie spodziewał się, że uda się to rozwiązać od razu, w pewnym momencie wydawało mu się, że złamanie tej klątwy może zająć o wiele więcej czasu, że to będzie kilka wizyt, albo badania, próby, nauka od strony samej Florence, bo przecież nie można podejść do tematu po łebkach. Tymczasem wychodziło na to, że cała wiedza już tutaj jest. Czego nie było to chętnych, żeby wypróbować, na ile skutecznie to działa. No, dopóki nie pojawili się oni. A i oni zgłosili się dość szybko i to tylko dlatego, że Victoria znała Florence i wiedziała, że to jest osoba z renomą, a nie pierwsza lepsza wróżka z gazety. Niby można powiedzieć, że sam fakt służenia w Mungu swoje robił, no aaale... Sauriel i tak był pod wrażeniem jej profesjonalizmu. Nawet przez moment się nie skrzywiła do niego ani nie było żadnych dziwnych komentarzy. Na te też był gotów. Nawet trochę zwątpił, czy zgodnie z prośbą Victoria uprzedziła, że Sauriel jest wampirem, czy jego teksty nie wypadły dziwnie w tłoku rozmowy. Ale chyba nie? Chyba wszystko po prostu szło gładko. Aż zbyt gładko. Czarnowłosy miał problem, kiedy coś szło tak dobrze, bo zaczynał się spodziewać bomby za każdym rogiem. Wiemy zaś jak to jest z tymi samospełniającymi się przepowiedniami.
Ach, więc jednak rytuał czegoś będzie wymagał. Rytualne świece... jak się WYBORNIE wręcz składało, że Sauriel doskonale znał kogoś, kto takie świece mógł im wyrobić. I nawet to nie był nikt przywiany z Nocturnu. Dlatego podwędził karteczkę, która została przesunięta do Victorii szybkiem ruchem. Żeby na pewno trafiła w jego paluszki. Przyjrzał się zapiskom, żeby utrwalić je w głowie. Skupił się nawet! I schował je do kieszeni. Wolał zapamiętać, żeby potem nie było przypału, jak zgubi. A znał siebie. Mógł zgubić. Dlatego też tym ważniejsze było, żeby od razu się tym zajął i nie zwlekał. Z drugiej strony musiał się z kuzynem umówić, żeby nie było, że wpada tak na przypale. Kij w dupie Augustusa mógłby na tym ucierpieć.
- Zajmę się tym. - Powiedział to do Victorii, nie do Florence, bo przecież co Florence to obchodziło skąd i jak je załatwi. Miały być. Tyle. - Nie będziemy pani kłopotać prywatnymi wizytami skoro nie ma takiej potrzeby. Załatwienie świec nie będzie problemem, więc proszę podać najbardziej dogodny termin. Od razu się zapiszemy. - Sauriel gładko przejął pałeczkę. I nawet słowo "proszę" nie było takie straszne, kiedy używało się go, żeby załatwić sprawy takie jak ta. Czyli WAŻNE. Z poważnymi ludźmi, które nie zawierały ani grama prywaty. Zresztą naprawdę mu na tym zależało. Bardzo. Pochłonęło to całą jego uwagę, że aż sam się teraz wyprostował, spoważniał, skupił się. - Życzymy dobrej nocy. Do widzenia. - Po załatwieniu resztek formalności wyszli z gabinetu, Sauriel oczywiście puścił Victorię przodem i za nimi zamknął. - Mam kuzyna, który robi takie rzeczy. Niekoniecznie oficjalnie. - Powiedział ciszej do Victorii, kiedy wychodzili. Wiedział, że Augustus tego nie rozpowiada na prawo i lewo, ale też chciał zapewnić Victorię, że nie będzie załatwiał dziwnego, lewego towaru z Nokturna. Bo mogłaby tak pomyśleć, tak mu się wydawało. - Chyba się uda. - I mówiąc to słychać i widać było, że bardzo poprawiało to jego nastrój.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.