Odpowiedź Ulyssesa sprawiła, że Chester uniósł jedną z brwi. Pewne rzeczy wolałby wiedzieć, jednak jego syn jest dorosłym mężczyzną. W razie czego to będzie wiedział do członków której rodziny się zwrócić w razie gdyby jego syn wpadł w jakieś kłopoty, które wpłynęłyby na jego absencję. Może to pewna paranoja z jego strony, jednak wszyscy kroczyli niebezpieczną ścieżką. Po nim pozostaną wszystkie jego dzieci, które - czego sobie życzyłby - będą krzewić wyższość czystej krwi nad mugolską i tą płynącą w żyłach szlam.
— Tyle chciałem wiedzieć. — Odparł jedynie na słowa syna. Do czystości krwi towarzysza syna nie miał żadnych zastrzeżeń. Oczywiście, gdyby wiedział, że Ulysses powiedział mu o tym, że prześladuje go morderca, w rozwiązanie tego problemu niezwłocznie by się zaangażował. Rozwiązaniem byłoby zabicie mordercy i wrzucenie jego ciała do rynsztoka na Nokturnie. Oddawanie mordercy w ręce władz nie gwarantowało tego, że zawsze pozostanie za kratami. Co prawda, z Azkabanu jeszcze nikt nie zdołał uciec, ale w końcu coś takiego może mieć miejsce.
— Do widzenia, synu. — Pożegnał tego młodzieńca po tym jak zaraził dramatowi, którego bohaterem stał się Augustus. Możliwe, że nie będzie jeszcze spać, gdy Ulysses wróci do domu. Bezsenność to parszywa przypadłość. Nie było na nią innego sposobu, niż picie mikstur nasennych.
W jakimś stopniu nawet i on ponabijał się z własnego syna, ale każda zabawa miała swoje granice. Będzie to kolejna ciekawa historia, powtarzana w formie rodzinnej anegdoty. Zdawał sobie sprawę z tego, że Vespera nie zachowa tego dla siebie i najpóźniej do obiadu dowie się o tym żona Augustusa i ich dzieci. Przy dobrych układach. Bo może być tak, że ta wieść obiegnie całą rezydencję, omijając tylko osobę Lorda Voldemorta, którego to nie będzie interesować.
— To warte rozważenia. — Spojrzał na Vesperę, która mogła przekonać się o jego decyzji w następnej chwili. Ponownie sięgnął po różdżkę z zamiarem wyczarowania lawendowego wieńca na głowie syna. Podjęta od niechcenia próba miała być formą przystania na sugestię córki, ale bez szkody dla Augustusa. Wystarczyło go zdjąć, tak jak zdejmuje się kapelusz. To tym razem niewinny psikus z jego strony, rzecz, która mogła się zdarzyć raz na milion lat. W sprawy małżeńskie syna ingerować nie zamierzał. Nie byłby zaskoczony tym, że ma kochankę o odpowiednim dla siebie statusie. To był temat na zupełnie inną dyskusję, w towarzystwie ognistej whisky i bez obecności kobiet.
— Faktycznie powinni się tym zająć. Przekażę im to. — Przyznał rację córce, która w następnej chwili podała mu opakowanie z tym szamponem. Po pobieżnych oględzinach również mógł stwierdzić, że przedtem nie widział tego szamponu na sklepowych półkach. W jego przypadku mogło być tak, że po prostu nie zwrócił na niego uwagi. W końcu to kobiety więcej czasu poświęcają na trwonienie pieniędzy na tego typu rzeczy. Ewentualnie to jakaś nowa marka z wadliwą partią. BUMowcy będą mieli co robić.
— To już wyjaśnicie sobie na osobności, tylko bez podniesionych głosów. — Zaordynował z dozą powagi, której mogłyby przeczyć jego wcześniejsze czyny i podjęte decyzje. Dało się to zrobić w ten sposób. Nie byli już małymi dziećmi. Choć w jakimś stopniu tak się zachowywali. Chciał wrócić do sypialni i odpocząć po kolejnym długim dniu.
Rzucam na wyczarowanie wieńca z lawendy na głowie Augustusa
Sukces!
Sukces!