13.08.2023, 00:16 ✶
Zgodziłaby się z jasnowłosym — ludzie mało kiedy byli interesujący. Zlewali się zwykle w szarą masę jednostek pragnących upodobnić się do reszty, tracącej swój unikalny kolor. Społeczeństwo w obecnych czasach przypominało jej trochę schorowanego człowieka, dla którego nie było już ratunku. Owszem, konserwatyzm i stare tradycje nie zawsze były czymś dobrym, nie zawsze umiała zrozumieć ich sens, ale stanowiły podwaliny dobrze funkcjonującego świata, które w ostatnich latach próbował ktoś przetransmutować w coś zupełnie innego. Kiedyś ludzie mieli różne cele, teraz znaczna większość sprowadzała się do pieniędzy, a im więcej miał drugi człowiek, tym większą zazdrością lub nawet nienawiścią go obdarzano. Cynthii było to wszystko jedno, żyła w swojej bańce, skupiona na kilku jednostkach, które wydawały się wyjątkowymi. Nie potrzebowała więcej, niż miała. Nigdy nie ciągnęło ją do dóbr materialnych, chociaż przyzwyczajona była do życia na wysokim poziomie i w pewnym luksusie. Była jednak kobietą skromną, która nie podążała za trendami mody, nie wydawała setek galeonów na biżuterię lub dodatki.
To było coś, co miała wrażenie, łączyło ją z Cathalem na bardzo pierwotnej płaszczyźnie. On też lubił dobrze wyglądać, czysto i schludnie, ale wartość szaty i moda nie miały dla niej znaczenia, bo były rzeczy bardziej istotne. Głos przyjaciółki znów przemknął przez jej głowę, gdy omiotła go krótkim spojrzeniem, pozwalając sobie na bezgłośne westchnięcie. Los płatał figle, splątywał ze sobą ludzi, którzy może nie powinni się nigdy spotkać, a jednak zwyczajnie chciała brnąć dalej w tę znajomość, zobaczyć, co kryło się za jego niezdradzającym wiele spojrzeniem i tym uśmiechem z iskrą sarkazmu i chłopięcej nonszalancji. Nieszczęsny Nobby się do czegoś przydał.
- Podoba mi się Twoje założenie. - odparła z delikatnym ruchem ramion, bo pewnie sama zrobiłaby podobnie. Dla samego sprawdzenia własnych umiejętności stworzyłaby coś niezwykłego, a nie dlatego, że chciałaby zerknąć w swoje ukryte pragnienia lub poznać inne sekrety. Niezależnie od powodów, do stworzenia zwierciadła musiał użyć jakiegoś silnego artefaktu, może tafla powstała z kryształowych kul po wielkich wróżbitkach? Nigdy nie rozumiała tej dziedziny magii, trochę nawet w nią nie wierzyła, ale wiedziała, że żadnej z dziedzin nie można bagatelizować.
Nie zawsze nosiła maski, wszystko zaczęło się pod koniec szkoły, gdy zbliżała się dorosłość i obowiązki. Z drugiej strony, przy ojcu zawsze starała się dostosować do jego oczekiwań, próbowała zastępować w domu swoją matkę, pomagała z bratem i czasem doradzała mu z krawatem lub podawała do biurka herbatę. Zawsze się zastanawiała, czemu nie znalazł drugiej żony. Jeśli chodzi o szczerość, ojciec zawsze powtarzał, że jest zbyt mało dziewczęca, jak na damy w jej wieku i powinna się dostosować, że łatwiej będzie jej funkcjonować, gdy będzie maskowała swoje zainteresowania, talenty i przede wszystkim inteligencję. Przygotowywał ją do roli dobrej żony, odkąd skończyła szesnaście lat i pewnie niemiłosiernie irytował go fakt, że nadal nie nosiła obrączki, bo ten sam, przewrotny los, który sprawił, że tkwili teraz w gabinecie luster, chronił ją przed tym, czego przecież w założeniach społeczeństwa, każda dziewczyna chciała.
- Wolałabym, żebyś przekazał mi to osobiście, nie sową. Wiesz, wtedy będzie zupełnie inny efekt. - odparła z nutą rozbawienia, odrobinkę go podpuszczając poprzez puszczenie mu oczka. Doceniała jednak jego słowa. Jego dalsze słowa skwitowała jedynie przelotnym uśmiechem, na chwilę zerkając jeszcze w lustro, głównie po to, aby odwrócić wzrok od przenikliwych, niebieskich oczu.
Cwany i przebiegły lis — który raz nazwała go tak we własnych myślach? Trudno było zliczyć. Wiedziała, że widok w zwierciadle musiała po prostu zaakceptować, nie kryła się w tym żadna sztuczka lub możliwość, tafle przedstawiały tylko prawdę dotyczącą spoglądającego w nie człowieka.
Gdy powiedział, że nigdy nie uwolni się od Slytherina, faktycznie, nie miała nawet podstaw, aby doszukiwać się czegoś poza typowo ślizgońskim wychowaniem. Jego los był tak splątany z Czarnoksiężnikiem, jego cień i głos przewijał się w głowie Shafiqa, a ten nie dawał niczego po sobie poznać. - Slytherin nie narzekałby na takiego wychowanka. - odpowiedziała jedynie, bo przecież reprezentował sobą wiele cech odpowiadających tym, które mag z dawnych czasów sobie przypisał. I nie było w tym nic złego, sama była jego wychowanką, chociaż Tiara chwilę kontemplowała nad tym, czy nie powinna była przypisać Cynthii do domu Roweny. Ciekawe, czy kiedyś będzie jej dane przekonać się, jak ciasno splątany jest Salazar z Cathalem.
Nie spodziewała się kontry, przyzwyczajona do kontroli. Nie uciekała jednak, czując, jak przyjemny dreszcz roznosi się jej po ciele, gdy ujął jej podbródek. Nie protestowała chyba zaciekawiona, pozwalając sobie rzucić mu zaintrygowane, ale i odrobinę wyzywające, bezpośrednie spojrzenie. Oko w oko. Ile razy tak naprawdę stai ze sobą oko w oko, jak teraz? Przymknęła oczy, czując ciepły oddech na uchu oraz szarpnięcie w klatce piersiowej. Gęsią skórkę zakrywały długie rękawy koszuli. Uśmiechnęła się pod nosem z odrobiną rozbawienia, ale też jeszcze jednej emocji, której nie umiała nazwać, przesuwając nosem po jego policzku, zanim się odsunął. Ot tak, zaczepnie i przebiegle, jak on. Przyjemnie pachniał, musiała mu to oddać.
- Ah tak, drugie? - powiedziała pół szeptem i z zainteresowaniem, odchylając nieco głowę, gdy Cathal się wyprostował. Nie wątpiła w to, że wiedział, o co jej chodziło, ale które było jego ulubionym, jeśli no to. Jego twarz nie zdradzała jej wiele, nie mogła rozszyfrować tego, co działo się w jego myślach. Nie tylko o szaleństwie, ale i o klątwie tej pamięci, którą to wszyscy tak podziwiali. Wydawała się przecież na pierwszy rzut oka taka praktyczna.
- Mogłam się domyślić, jesteś praktycznym człowiekiem. - westchnęła jedynie, zupełnie zapominając, że wspominał jej przecież o tym, że takowe znajdowało się również w tym gabinecie. Tylko czy gdyby brała je pod uwagę podczas swoich kontemplacji, wybrałaby inaczej, niż teraz? Przesunęła wzrokiem po jego twarzy, odrywając się na chwilę od bezkresu nieba. - Skoro przegrałam, to Ty wygrałeś. Możesz wybrać sobie nagrodę lub trzymać to na inną okazję. Jak ja, tą z cmentarza. - zdecydowała, żeby było uczciwie, trochę też dziękując mu w pokrętny sposób za udzielenie prawidłowej odpowiedzi odnośnie do ulubionego zwierciadła. - Tak. Słyszałam jednak, że w okolicy mają naprawdę dobrą kawę. Co Ty na to, żebyśmy jeszcze to sprawdzili? Mam jeszcze trochę do zrobienia w Ministerstwie wieczorem. - zaproponowała niewinnie, nie zagłębiając się jednak w zakres swoich obowiązków, które niewątpliwie dotyczyły trupów. Wciąż sporo dowożono z piwnicznej kostnicy, bo w prosektorium chłodna była zbyt mała. Nim pociągnęła go nieco w stronę wyjścia — tak się przynajmniej jej wydawało, zerknęła raz jeszcze na Ain Eingarp, pozwalając sobie na bezgłośne westchnienie, jednak szybko skupiła się na Shafiqu i kawie w jego towarzystwie.
To było coś, co miała wrażenie, łączyło ją z Cathalem na bardzo pierwotnej płaszczyźnie. On też lubił dobrze wyglądać, czysto i schludnie, ale wartość szaty i moda nie miały dla niej znaczenia, bo były rzeczy bardziej istotne. Głos przyjaciółki znów przemknął przez jej głowę, gdy omiotła go krótkim spojrzeniem, pozwalając sobie na bezgłośne westchnięcie. Los płatał figle, splątywał ze sobą ludzi, którzy może nie powinni się nigdy spotkać, a jednak zwyczajnie chciała brnąć dalej w tę znajomość, zobaczyć, co kryło się za jego niezdradzającym wiele spojrzeniem i tym uśmiechem z iskrą sarkazmu i chłopięcej nonszalancji. Nieszczęsny Nobby się do czegoś przydał.
- Podoba mi się Twoje założenie. - odparła z delikatnym ruchem ramion, bo pewnie sama zrobiłaby podobnie. Dla samego sprawdzenia własnych umiejętności stworzyłaby coś niezwykłego, a nie dlatego, że chciałaby zerknąć w swoje ukryte pragnienia lub poznać inne sekrety. Niezależnie od powodów, do stworzenia zwierciadła musiał użyć jakiegoś silnego artefaktu, może tafla powstała z kryształowych kul po wielkich wróżbitkach? Nigdy nie rozumiała tej dziedziny magii, trochę nawet w nią nie wierzyła, ale wiedziała, że żadnej z dziedzin nie można bagatelizować.
Nie zawsze nosiła maski, wszystko zaczęło się pod koniec szkoły, gdy zbliżała się dorosłość i obowiązki. Z drugiej strony, przy ojcu zawsze starała się dostosować do jego oczekiwań, próbowała zastępować w domu swoją matkę, pomagała z bratem i czasem doradzała mu z krawatem lub podawała do biurka herbatę. Zawsze się zastanawiała, czemu nie znalazł drugiej żony. Jeśli chodzi o szczerość, ojciec zawsze powtarzał, że jest zbyt mało dziewczęca, jak na damy w jej wieku i powinna się dostosować, że łatwiej będzie jej funkcjonować, gdy będzie maskowała swoje zainteresowania, talenty i przede wszystkim inteligencję. Przygotowywał ją do roli dobrej żony, odkąd skończyła szesnaście lat i pewnie niemiłosiernie irytował go fakt, że nadal nie nosiła obrączki, bo ten sam, przewrotny los, który sprawił, że tkwili teraz w gabinecie luster, chronił ją przed tym, czego przecież w założeniach społeczeństwa, każda dziewczyna chciała.
- Wolałabym, żebyś przekazał mi to osobiście, nie sową. Wiesz, wtedy będzie zupełnie inny efekt. - odparła z nutą rozbawienia, odrobinkę go podpuszczając poprzez puszczenie mu oczka. Doceniała jednak jego słowa. Jego dalsze słowa skwitowała jedynie przelotnym uśmiechem, na chwilę zerkając jeszcze w lustro, głównie po to, aby odwrócić wzrok od przenikliwych, niebieskich oczu.
Cwany i przebiegły lis — który raz nazwała go tak we własnych myślach? Trudno było zliczyć. Wiedziała, że widok w zwierciadle musiała po prostu zaakceptować, nie kryła się w tym żadna sztuczka lub możliwość, tafle przedstawiały tylko prawdę dotyczącą spoglądającego w nie człowieka.
Gdy powiedział, że nigdy nie uwolni się od Slytherina, faktycznie, nie miała nawet podstaw, aby doszukiwać się czegoś poza typowo ślizgońskim wychowaniem. Jego los był tak splątany z Czarnoksiężnikiem, jego cień i głos przewijał się w głowie Shafiqa, a ten nie dawał niczego po sobie poznać. - Slytherin nie narzekałby na takiego wychowanka. - odpowiedziała jedynie, bo przecież reprezentował sobą wiele cech odpowiadających tym, które mag z dawnych czasów sobie przypisał. I nie było w tym nic złego, sama była jego wychowanką, chociaż Tiara chwilę kontemplowała nad tym, czy nie powinna była przypisać Cynthii do domu Roweny. Ciekawe, czy kiedyś będzie jej dane przekonać się, jak ciasno splątany jest Salazar z Cathalem.
Nie spodziewała się kontry, przyzwyczajona do kontroli. Nie uciekała jednak, czując, jak przyjemny dreszcz roznosi się jej po ciele, gdy ujął jej podbródek. Nie protestowała chyba zaciekawiona, pozwalając sobie rzucić mu zaintrygowane, ale i odrobinę wyzywające, bezpośrednie spojrzenie. Oko w oko. Ile razy tak naprawdę stai ze sobą oko w oko, jak teraz? Przymknęła oczy, czując ciepły oddech na uchu oraz szarpnięcie w klatce piersiowej. Gęsią skórkę zakrywały długie rękawy koszuli. Uśmiechnęła się pod nosem z odrobiną rozbawienia, ale też jeszcze jednej emocji, której nie umiała nazwać, przesuwając nosem po jego policzku, zanim się odsunął. Ot tak, zaczepnie i przebiegle, jak on. Przyjemnie pachniał, musiała mu to oddać.
- Ah tak, drugie? - powiedziała pół szeptem i z zainteresowaniem, odchylając nieco głowę, gdy Cathal się wyprostował. Nie wątpiła w to, że wiedział, o co jej chodziło, ale które było jego ulubionym, jeśli no to. Jego twarz nie zdradzała jej wiele, nie mogła rozszyfrować tego, co działo się w jego myślach. Nie tylko o szaleństwie, ale i o klątwie tej pamięci, którą to wszyscy tak podziwiali. Wydawała się przecież na pierwszy rzut oka taka praktyczna.
- Mogłam się domyślić, jesteś praktycznym człowiekiem. - westchnęła jedynie, zupełnie zapominając, że wspominał jej przecież o tym, że takowe znajdowało się również w tym gabinecie. Tylko czy gdyby brała je pod uwagę podczas swoich kontemplacji, wybrałaby inaczej, niż teraz? Przesunęła wzrokiem po jego twarzy, odrywając się na chwilę od bezkresu nieba. - Skoro przegrałam, to Ty wygrałeś. Możesz wybrać sobie nagrodę lub trzymać to na inną okazję. Jak ja, tą z cmentarza. - zdecydowała, żeby było uczciwie, trochę też dziękując mu w pokrętny sposób za udzielenie prawidłowej odpowiedzi odnośnie do ulubionego zwierciadła. - Tak. Słyszałam jednak, że w okolicy mają naprawdę dobrą kawę. Co Ty na to, żebyśmy jeszcze to sprawdzili? Mam jeszcze trochę do zrobienia w Ministerstwie wieczorem. - zaproponowała niewinnie, nie zagłębiając się jednak w zakres swoich obowiązków, które niewątpliwie dotyczyły trupów. Wciąż sporo dowożono z piwnicznej kostnicy, bo w prosektorium chłodna była zbyt mała. Nim pociągnęła go nieco w stronę wyjścia — tak się przynajmniej jej wydawało, zerknęła raz jeszcze na Ain Eingarp, pozwalając sobie na bezgłośne westchnienie, jednak szybko skupiła się na Shafiqu i kawie w jego towarzystwie.