Niepokój - tylko tyle. Albo aż tyle. Nie było krzyku, paniki. Ciągle towarzyszący jej zapach ziół nadal obowiązywał, lecz w innym natężeniu niż dnia chociażby wczorajszego. Żadnych nowych ran? Żadnych pobitych okien, przewróconych mebli? Nic. Tylko on i ona byli najbardziej zaniepokojeni tym wszystkim. Nie ujmując niczego jej rodzicom, tym razem nie wieszał psów na jej matce. Tym razem. Cofnął szybko od niej ręce przypominając sobie, że przecież ma też ranne plecy i dotykanie ich mogło być nienajmilszym doświadczeniem w tym momencie. Zapomniał się, ot co. Trzymając dłoń na jej ramieniu powiódł spojrzeniem dookoła. Znów to samo. Żadnych śladów obecności czegokolwiek niepokojącego.
- Czułem. - Że ją obserwują? Nie. Że coś się działo - tak. Coś jej ewidentnie groziło, a teraz mówiła, że była obserwowana. Chyba nie powinien o tym wspominać, mogła panikować. Victoria? Panika? Jakoś to do niej nie pasowało, co? Z wrogiem materialnym możesz walczyć, możesz się mu przeciwstawić, możesz mieć wpływ na to, jak się zabezpieczyć względem niego. Ale przed czymś takim? Co wpełza do twoich snów, nie wiadomo jak się pojawia, nie wiadomo też gdzie? I kiedy. Nie zamykaj oczu. Za łatwo było wtedy przeżyć prawdziwy koszmar. Puścił w końcu kobietę całkowicie i w końcu spojrzał w jej oczy. Trzymała się lepiej niż się spodziewał. Bał się, że zobaczy znowu masakrę. Że naprawdę jego słowa mówiące, że "nic ci nie będzie" staną się okrutnym kłamstwem. Tak jakby to było najważniejsze w tej chwili... Na szczęście tragedii udało się uniknąć. Albo tragedia sama nie chciała się pojawić. Może jednak to, że nie była sama pomogło? Mogło pomóc. Ciężej w końcu niepostrzeżenie kogoś dręczyć, nawet jeśli to we śnie, gdy wokół są osoby gotowe ci pomóc.
- Jesteś spakowana? - Poszukał spojrzeniem jakiejś torby, a potem obecności kogoś innego od ich dwójki. Pomyślał o tym samym, o czym ona powiedziała do matki: co, jeśli słucha? Jak bronić się przed niewidzialnym wrogiem pozostawało tajemnicą. Ale może wystarczyło się stąd wyrwać na parę dni, żeby się uspokoiło. Albo i może na dłużej. Victoria mogła zostać w tamtym mieszkaniu ile tylko chciała, w końcu było jej.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.