Ostatnio wszyscy wyglądali na zmęczonych. Sauriel - niekoniecznie. Miał się dobrze, w zasadzie to gdyby pominąć to, jakim bólem było zniszczenie własnej duszy to nawet dobrze się tam bawił. I gdyby pominąć to, że naprawdę się martwił o kilka osób - takich jak o Norę. Jak mógł wcześniej w ogóle tak to wszystko przeżywać? Teraz, z tej perspektywy, wydawało mu się to bez sensu. Zamiast się bawić to się mazał, przeżywał i marnował czas na niepotrzebne wyrzuty sumienia. W końcu, w końcu, czuł się od tego wolny. Wolny od sumienia. I nagle zaczął w zasadzie przeżywać swoją drugą młodość! No, był młody. To może drugie dzieciństwo? Bardzo wiele nadal brakowało do tego, żeby było idealnie i ciągle chodziły mu gdzieś tam wątpliwości po głowie, ale były małe. Zupełnie nic nie ważyły w porównaniu do tego, co czuł jeszcze przed trzema tygodniami chociażby. Tak, Beltane zmieniło ludzi. Jego też zmieniło. W mniemaniu osób, które znają go od tej złej strony, której Norka nie miała okazji nawet liznąć - na gorsze. W jego mniemaniu - na lepsze. Bo w końcu był spokojniejszy. W końcu jego życie przestało być koszmarem.
- Czarodziej nigdy się nie spóźnia, nie jest też zbyt wcześnie - przybywa wtedy kiedy ma na to ochotę. - Zacytował z szelmowskim uśmieszkiem swoją ulubioną, a mugolską, książkę. Na szczęście Rookwoodowie znali się na mugolskiej literaturze jak muchy na różach, czyli wcale. Więc czytanie takich bzdur w domu nie było wielkim problemem, dopóki czytało się w... odosobnieniu. Żeby nikt nie zadawał głupich (bo niewygodnych) pytań. Nie było to zbyt sympatyczne z jego strony, że mało się przejmował swoim czasem przybycia, ale żeby nie było - nie robił tego intencjonalnie. Po prostu miał słabe wyczucie. Starał się jednak na czas być, chociażby mniej więcej, nikomu nie kazał na siebie godzinami czekać, chyba że naprawdę coś ważnego wypadło. Tak się zdarzało. Zwłaszcza z jego trybem funkcjonowania.
- Jaasne. Widać. - Uniósł jedną brew patrząc na nią z wyrazem twarzy mówiącym "ściema to ja, ale nie mi", ale postanowił nie ciągnąć tego tematu. Nora na pewno miała bliskich, którzy ją wytargają za policzki i pocieszą. A on nigdy w pocieszaniu dobry nie był. Kiedyś może i chętnie wysłuchiwał, ale w czasach dzisiejszych już do słuchania o czyichś problemach był mniej skłonny. Bo sobie nie chciał zawracać głowy, chociażby dlatego. Zresztą jeśli przekraczałeś nadmierny próg bycia miłym to ludzie zaczynali od ciebie więcej oczekiwać. To dopiero było niewygodne. Nora należała do takich osób, że mógłby ją wysłuchać i powiedzieć "wszystko będzie dobrze". Natomiast nie zamierzał tutaj kłaść nacisku - powie to powie. Nie to nie. W końcu wszyscy wiemy, o co chodziło. BELTANE. Przynajmniej czarnowłosy tak zakładał od ostatnich dni, kiedy coś z kimś było nie tak. - Ja się zawsze czegoś napiję. Whiskey, jak zawsze. - Czasami, rzadko, napadało go na wypicie czegoś innego. Ale zazwyczaj obstawiał przy tej palącej gardło panience. - Bardzo jesteś na mnie zła? - Nie zapytał o to z głosem skruszonym, ale chyba nikt akurat tego by się po nim nie spodziewał. Raczej było to zagajenie tematu.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.