Dobrze, czyli myślała nad tym. Sądził, że mogła być taka przestraszona, że jakiekolwiek logiczne zastanawianie się nad tematem odpadało. Jego niepokój nie opadał mimo wszystko. Miał w sobie to dziwne napięcie, kiedy wydaje ci się, że ktoś cię obserwuje i nie wiesz, czy tylko ci się wydaje, czy sobie dokładasz parę zdań do rzeczywistości, czy tak naprawdę jest. Kto? Skąd? Dlaczego? Czemu Victorii się to śniło i czy to był jakiś rodzaj zemsty? Owszem, gdyby to zrobiła to pewnie Brenne by odsunęli, od razu o tym pomyślał. Ewidentnie jakieś śledztwo na swoją rękę robiła. Tylko że robienie sobie z boku śledztwa a przeprowadzenie je przez... zespół robiło różnicę. Czasami gorszą. Tak, niestety. Natomiast...
- Porozmawiaj z nią o tym, bo to... - tutaj wskazał na list, który jej oddał - ... jest jakaś paranoja. Czy robi śledztwo piaskownicowe w swoim grajdole czy robi oficjalnie dla Ministerstwa. - Kurwa, przecież Brenna sama mogła być jebnięta. Mogła być jakąś paranoiczką, albo maniaczką, no skąd miał wiedzieć? Victoria jej ufała, spoko! Sauriel powierzył jej Victorię bo miał też zaufanie, że ta jej, no nie wiem, nie porwie nagle i nie zrobi jej z dupy jesieni średniowiecza. To jest jedna sprawa - to, jak kogoś traktujesz. Sam przecież był tego wręcz zjawiskowym przykładem. To, że na boku możesz być psycholem to już inna rzecz. On też zamierzał przecież zrobić swoje śledztwo, tylko z zupełnie innej strony. Znowu. Zaczynało go wkurwiać, że wszędzie teraz nagle pojawiała się Brenna, gdzie by się nie obrócił. Po prostu pech. Pech, że na nią wpadł, pech, że zainteresowała się nie tymi tematami, co powinna. Pech, że była akurat w śnie Victorii. Albo nie? Może szczęście? Szczęściem by to nazwał, gdyby ją znał. Cynthie znał lepiej. To też była psycholka, ale przynajmniej swoja. No nikt normalny nie babrał się w trupach, nikt by nie wmówił Saurielowi, że to możliwe. Zresztą - nekromantka. To też o czymś mówiło. - Na serio to wezmą na pewno. To, co teraz się dzieje, wymusza na nich, żeby spięli te pierdolone dupy. - I tak, miał też na uwadze to, jaki szum się wokół tych Zimnokrwistych (czy jakkolwiek to nazywali, Sauriel tej nazwy ni chuja nie notował w głowie) zrobił. A skoro jest to oznaczało, że Ministerstwo na bank chciałoby się popisać jak to oni dbają o swoich obywateli. Tego był więcej niż pewien.
- Możesz? Jak możesz to pewnie. Wolę aktualną. - Im więcej szczegółów tym w zasadzie lepiej, skoro już i tak zamierzał z tym latać. Dobrze, że będzie miała ze sobą sowę to kontakt będzie możliwy gdyby cokolwiek się działo. Brak kominka, czy raczej brak podłączenia, był tutaj wspaniałym plusem. Jasne, trzeba tam tuptać, ale z drugiej strony jeszcze mniejsza szansa wyśledzenia. - popytam u siebie o tego skurwiela. - Chyba nie musiał tego mówić, chyba to było oczywiste? Ale powiedział. - Jak się trzymasz? - Dopytał tak poza tym. Albo właśnie WŁĄCZNIE z tym. Victoria często wyglądała na opanowaną, a potem było jak było. A że on jeszcze mistrzem czytania ludzkich nastrojów nie był to wolał wiedzieć, na czym stali. - Eliksiry nasenne masz? - O zgrozo, jakoś o tym nie pomyślał, ale by się nie zdziwił, jakby Victoria znowu nie chciała spać. A było jej to potrzebne tym bardziej.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.