14.08.2023, 23:41 ✶
Fergus na początku był absolutnie nieznośny, lekkomyślny i kompletnie pozbawiony rozsądku, co kontrastowało z ułożoną Cynthią, która po śmierci matki musiała dość szybko dorosnąć, niezależnie, czy chciała lub nie chciała. Pomijając perspektywę szlabanu — biblioteka Hogwartu nocą była absolutnie niesamowita. Wypchane księgami o kolorowych grzbietach i formatach regały, zdawały się jeszcze wyższe i jeszcze bardziej przytłaczające. Zostawiano jedynie kilka kandelabrów, których wąskie pasma świateł rzucały pociągłe, przerażające cienie. Miało się wrażenie, że ktoś Cię obserwował i zaraz wyskoczy zza rogu. Los tamtego wieczora chciał, że Olivander zakradł się do działu ksiąg zakazanych, a ona chciała mu zwrócić uwagę. Ich torby zostały w głównej czytelni, a Pani bibliotekarka zamknęła na zaczarowaną kłódkę dział niedostępny dla młodzieży bez odpowiedniego pozwolenia, które można było w wyjątkowych okolicznościach uzyskać od któregoś z opiekunów. Fakt, że cierpiała na bezsenność, okazał się wówczas pomocny i noc, chociaż dłużyła się nieco, a poranek rozbudzał obawy, minęła dość szybko. Wtedy też z Fergusem mieli okazję do krótkiej rozmowy na temat Sauriela Rookwooda, który okazał się jego przyjacielem.
- Nie jestem pewna, czy mogę liczyć na komfort wyboru. On ma swoich upatrzonych kandydatów, którzy wniosą coś do jego interesów, a ja wniosę coś do ich. Wiesz, jak to jest Tori, transakcja wymienna. Im lepszej.. - przerwała na chwilę, pozwalając sobie stuknąć w wargę palcami w poszukiwaniu odpowiedniego słowa, które oddałoby odpowiednio sytuację. - hmm jakości? Lepszego wykształcenia, wyglądu, no wiesz, tym można celować wyżej. - wzruszyła ramionami dość bezradnie, bo sprzeciwienie się ojcu mogło wiązać się z wydziedziczeniem lub czymś gorszym. Owszem, mogłaby przyprowadzić kandydata, którego stary Flint by zaakceptował, ale to również nie było proste. Na stwierdzenie przyjaciółki nieco się skrzywiła, jakby opcji dorównania Edwardowi na jakiejkolwiek płaszczyźnie nie brała pod uwagę. W jej oczach zwyczajnie nie mogło być gorzej, ale co, jeśli faktycznie będzie na równi? To byłby okropny pstryczek od losu. - Teoretycznie. Praktycznie, to często zdradzają, a to powód do rozwodu z zyskiem. Wiesz, jak wiele zbrodni w magicznym świecie popełnianych jest z afektu? Jakby miłość albo raczej zazdrość i chęć posiadania trwale uszkadzały zdrowy rozsądek.
Niezbyt to rozumiała, nigdy nie była w związku, który można byłoby nazwać intymnym. Miała więcej kolegów niż koleżanek, ale to wiązało się głównie z pracą i prosektorium, gdzie niewiele kobiet ciągnęło. Wiedziała, że Lestrange zawsze będzie po jej stronie, tak samo, jak ona zawsze będzie po stronie czarnowłosej. Gdyby ktoś zapytał Flintównę wprost, powiedziałaby, że nie widzi w roli matki żadnej z nich, a to był przecież najważniejszy z obowiązków czystokrwistych panien — przedłużyć ród. Trzeba jednak przyznać, że dzieci Victorii byłyby niezwykle śliczne i Cyna z pewnością rozpieszczałaby je bardziej, niż powinna.
Trudno było stwierdzić, czy żartowała z tą randką we czwórkę, czy też nie. Nie mogła sobie tego wyobrazić, ale doświadczenie byłoby czymś ciekawym. Ona odwrotnie do siedzącej naprzeciw czarownicy, nie miała pojęcia, jaki jest Cathal w towarzystwie, bo z Louvainem miała okazję widywać się na przyjęciach. Trudno było jej podejrzewać Sauriela o romantyzm, ale liczyła na jakiś ciekawy zwrot akcji, do którego mruczący Książę Ciemności był z pewnością zdolny. - Ah, no tak. - przekręciła głowę na bok, ściągając nieco brwi. Ta scena nie była za to w ogóle trudna do wyobrażenia, zarówno w kwestii chamskich odzywek, jak i Tori dającej mu w pysk. To, że Rookwood nie był najgorszym wyborem, wcale nie znaczyło, że był prostym. Ze spojrzeniem pełnym troski przesunęła po jej twarzy, pozwalając sobie na ciche westchnięcie. - Sam? - to ją zaskoczyło chyba najbardziej, bo perspektywa Sauriela zbierającego kwiaty była przynajmniej komiczna. Nie mogła powstrzymać kącików ust, które uniosły się ku górze. - Muszę przyznać, że nie spodziewałabym się tego po nim, trzeba go za to pochwalić.
Musiała być dla niego w ten jego pokrętny i oczywiście zamaskowany sposób ważna, skoro pofatygował się do przygotowania bukietu, a nie skorzystał z gotowego. Upiła trochę z kieliszka, kręcąc z niedowierzaniem głową do własnych myśli i przy okazji gasząc pragnienie.
Nie była przekonana, czy nie kryło się nic złego w jej fascynacji Panem Archeologiem, która idąc za głosem rozsądku, nie powinna w ogóle wystąpić. A tymczasem naprawdę się z nim nie nudziła, był inteligentny i bezczelny, ale nie przekraczał cienkiej granicy oddzielającej tej pewności siebie i butności od bycia chamem i prostakiem. Wielu mężczyzn ją przekraczało, a on pięknie balansował.
- Po prostu pewnie toczymy ze sobą grę, to wszystko. Nie sądzę, żeby tak wolna dusza szukała czegoś hmm głębszego? - odpowiedziała w końcu, trochę też się tłumacząc, czego nie zauważyła. Nie umiała zupełnie określić tego, co się działo pomiędzy nimi, ale była ciekawa, co dalej.
Uśmiechnęła się w jej kierunku nieco rozbawiona własnymi słowami, sugerując tym samym, że nic jej nie szkodziło, aby odwdzięczyć się tym samym. Obserwując ludzi w Ministerstwie, ale i na salonach, była to z pewnością jedna ze skuteczniejszych metod na mężczyznę, bo jeśli zazdrość przejawiali — wedle słów Pani z recepcji- to im zaczynało zależeć, często ku własnemu niezadowoleniu. Jakby podświadomie wiedzieli, jak łatwo kobieta można owinąć sobie takiego dookoła palca.
- Jestem przekonana, że się podobasz, tylko najpewniej on sam o tym jeszcze nie wie. To przecież niezależny, Mroczny Książę i nagle dostał narzeczoną, więc jest butny. Pamiętajmy jednak, że przyniósł kwiaty. - brzmiała dość pewnie, patrząc przyjaciółce w oczy. Kto o zdrowych zmysłach wzgardziłby taką partią, jaką ona była? Doskonały ród, inteligentna i o nienagannej aparycji — zwłaszcza że z Tori było tak, że im więcej czasu się z nią spędzało, tym więcej swojego czaru rzucała, oswajając sobie ludzi, nawet te najtrudniejsze przypadki. - Dotrzecie się, a kwestia wyglądu jest tu najprostsza. Tylko głupiec by stwierdził, że mu się nie podobasz.
Dodała jeszcze tym swoim tonem, który nie znosił sprzeciwu i uniosły koliszki, robiąc kolejny toast.
- Nie jestem pewna, czy mogę liczyć na komfort wyboru. On ma swoich upatrzonych kandydatów, którzy wniosą coś do jego interesów, a ja wniosę coś do ich. Wiesz, jak to jest Tori, transakcja wymienna. Im lepszej.. - przerwała na chwilę, pozwalając sobie stuknąć w wargę palcami w poszukiwaniu odpowiedniego słowa, które oddałoby odpowiednio sytuację. - hmm jakości? Lepszego wykształcenia, wyglądu, no wiesz, tym można celować wyżej. - wzruszyła ramionami dość bezradnie, bo sprzeciwienie się ojcu mogło wiązać się z wydziedziczeniem lub czymś gorszym. Owszem, mogłaby przyprowadzić kandydata, którego stary Flint by zaakceptował, ale to również nie było proste. Na stwierdzenie przyjaciółki nieco się skrzywiła, jakby opcji dorównania Edwardowi na jakiejkolwiek płaszczyźnie nie brała pod uwagę. W jej oczach zwyczajnie nie mogło być gorzej, ale co, jeśli faktycznie będzie na równi? To byłby okropny pstryczek od losu. - Teoretycznie. Praktycznie, to często zdradzają, a to powód do rozwodu z zyskiem. Wiesz, jak wiele zbrodni w magicznym świecie popełnianych jest z afektu? Jakby miłość albo raczej zazdrość i chęć posiadania trwale uszkadzały zdrowy rozsądek.
Niezbyt to rozumiała, nigdy nie była w związku, który można byłoby nazwać intymnym. Miała więcej kolegów niż koleżanek, ale to wiązało się głównie z pracą i prosektorium, gdzie niewiele kobiet ciągnęło. Wiedziała, że Lestrange zawsze będzie po jej stronie, tak samo, jak ona zawsze będzie po stronie czarnowłosej. Gdyby ktoś zapytał Flintównę wprost, powiedziałaby, że nie widzi w roli matki żadnej z nich, a to był przecież najważniejszy z obowiązków czystokrwistych panien — przedłużyć ród. Trzeba jednak przyznać, że dzieci Victorii byłyby niezwykle śliczne i Cyna z pewnością rozpieszczałaby je bardziej, niż powinna.
Trudno było stwierdzić, czy żartowała z tą randką we czwórkę, czy też nie. Nie mogła sobie tego wyobrazić, ale doświadczenie byłoby czymś ciekawym. Ona odwrotnie do siedzącej naprzeciw czarownicy, nie miała pojęcia, jaki jest Cathal w towarzystwie, bo z Louvainem miała okazję widywać się na przyjęciach. Trudno było jej podejrzewać Sauriela o romantyzm, ale liczyła na jakiś ciekawy zwrot akcji, do którego mruczący Książę Ciemności był z pewnością zdolny. - Ah, no tak. - przekręciła głowę na bok, ściągając nieco brwi. Ta scena nie była za to w ogóle trudna do wyobrażenia, zarówno w kwestii chamskich odzywek, jak i Tori dającej mu w pysk. To, że Rookwood nie był najgorszym wyborem, wcale nie znaczyło, że był prostym. Ze spojrzeniem pełnym troski przesunęła po jej twarzy, pozwalając sobie na ciche westchnięcie. - Sam? - to ją zaskoczyło chyba najbardziej, bo perspektywa Sauriela zbierającego kwiaty była przynajmniej komiczna. Nie mogła powstrzymać kącików ust, które uniosły się ku górze. - Muszę przyznać, że nie spodziewałabym się tego po nim, trzeba go za to pochwalić.
Musiała być dla niego w ten jego pokrętny i oczywiście zamaskowany sposób ważna, skoro pofatygował się do przygotowania bukietu, a nie skorzystał z gotowego. Upiła trochę z kieliszka, kręcąc z niedowierzaniem głową do własnych myśli i przy okazji gasząc pragnienie.
Nie była przekonana, czy nie kryło się nic złego w jej fascynacji Panem Archeologiem, która idąc za głosem rozsądku, nie powinna w ogóle wystąpić. A tymczasem naprawdę się z nim nie nudziła, był inteligentny i bezczelny, ale nie przekraczał cienkiej granicy oddzielającej tej pewności siebie i butności od bycia chamem i prostakiem. Wielu mężczyzn ją przekraczało, a on pięknie balansował.
- Po prostu pewnie toczymy ze sobą grę, to wszystko. Nie sądzę, żeby tak wolna dusza szukała czegoś hmm głębszego? - odpowiedziała w końcu, trochę też się tłumacząc, czego nie zauważyła. Nie umiała zupełnie określić tego, co się działo pomiędzy nimi, ale była ciekawa, co dalej.
Uśmiechnęła się w jej kierunku nieco rozbawiona własnymi słowami, sugerując tym samym, że nic jej nie szkodziło, aby odwdzięczyć się tym samym. Obserwując ludzi w Ministerstwie, ale i na salonach, była to z pewnością jedna ze skuteczniejszych metod na mężczyznę, bo jeśli zazdrość przejawiali — wedle słów Pani z recepcji- to im zaczynało zależeć, często ku własnemu niezadowoleniu. Jakby podświadomie wiedzieli, jak łatwo kobieta można owinąć sobie takiego dookoła palca.
- Jestem przekonana, że się podobasz, tylko najpewniej on sam o tym jeszcze nie wie. To przecież niezależny, Mroczny Książę i nagle dostał narzeczoną, więc jest butny. Pamiętajmy jednak, że przyniósł kwiaty. - brzmiała dość pewnie, patrząc przyjaciółce w oczy. Kto o zdrowych zmysłach wzgardziłby taką partią, jaką ona była? Doskonały ród, inteligentna i o nienagannej aparycji — zwłaszcza że z Tori było tak, że im więcej czasu się z nią spędzało, tym więcej swojego czaru rzucała, oswajając sobie ludzi, nawet te najtrudniejsze przypadki. - Dotrzecie się, a kwestia wyglądu jest tu najprostsza. Tylko głupiec by stwierdził, że mu się nie podobasz.
Dodała jeszcze tym swoim tonem, który nie znosił sprzeciwu i uniosły koliszki, robiąc kolejny toast.
Koniec sesji