Zapewnienie Victorii go rozluźniło całkowicie. Jak pstryknięcie palców, jakby w ogóle nie było tematu. Sauriel nawet nie zauważył tego, co zauważyła Victoria, chociaż tak na dobrą sprawę już nie pierwszy raz się tak zachował. Niektórych rzeczy wygodnie się nie zauważało, inne po prostu jakoś zakrywał szereg innych spraw. A takie jak te po prostu się działy i w swoich gwałtownych reakcjach na różne rzeczy czarnowłosy to zwyczajnie przegapiał.
- No jakoś mnie to nie dziwi. - Pocieszył kolegę, kiedy palnął, że dwa lata wcześniej zaczął kursy i... no jak było każdy widzi. Nie trzeba było nawet pokazywać palcem. Chociaż w zasadzie to wcale tak nie myślał. Owszem, nie dziwił się na zasadzie, że go to nie zaskakiwało, ale dziwił natomiast, że Stanley nie potrafił spiąć dupy i przysiąść do roboty jak należy. Bo jego zdaniem - potrafił. Był bardzo uporządkowany i rzeczowy, więc co było nie tak? Czy zawalał przez swoje głupie pomysły, albo dziwne interpretacje jakichś punktów? Bo chyba do tego był zdolny. Bez chyba. Po prostu był do tego zdolny. Tak jak i do wielu innych rzeczy. - Trudne są te testy? - Tutaj spojrzał bardziej na Victorie w zasadzie niż na drugą osobę z tej trójcy świętej. Od jednego spodziewał się usłyszeć "tak". Od niej zaś "to zależy". No, zależy. Od tego na przykład jak się ktoś przygotuje, prawda? Victoria już pokazała nie raz i nie dwa, że ona dba o odpowiednie przygotowania i nie pozostawia rzeczy, nad którymi może mieć kontrolę, losowości. Nie w takich ważnych sprawach. Bo co do ich spotkań to tylko zarzekła się, że nie da się wciągnąć na Big Bena przez lęk wysokości. A szkoda, zabrałby ją tam.
- Ja gadałem? Dobra, Stanley, odgrywasz się za te ogórasy czy co. - Już tak na serio pomyślał, że mu po prostu Borgin pranka tutaj robi jakiegoś skomplikowanego, którego ni chuja Sauriel nie był w stanie wyłapać. I że to może faktycznie zemsta za to, że musiał się gapić po godzinę dziennie na ogórki. Rookwood nie byłby sobą, gdyby dalej nie myślał, jakby tu wkręcić Stanleya. Jego stopień oddania ogrodnictwu był tak przesłodki, że no po prostu musiał! Żeby to jeszcze chociaż były takie dowcipy, które bawiły obie strony. A czarnowłosy nawet nie pytał, jaką Stanley miał minę, kiedy mu Sauriel oznajmił, że to był żart. Choć, tak po prawdzie, sądził, że to Stanley ogarnie... Prankowanie Sauriela czasami bywało ryzykowne i należało się liczyć z tymi konsekwencjami, że naprawdę mogłaby mu żyłka pęknąć. Szczególnie, że często było nieprzewidywalnym, jaki akurat będzie miał nastrój, czy się obrazi, czy się pośmieje, czy pójdzie siedzieć gdzieś do kąta i nie wyjdzie przez następnych kilka dni. - I przy tej wersji zostańmy. - Zgodził się polubownie, uśmiechając, kiedy palnął o zazdrości. Na szczęście wyobraźnia Sauriela nie była tak bujna jak ta Stanleya. Nie bardzo wiedział co prawda, co znaczył ten Gest Victorii. Jest zażenowana? Poziomem tutaj prezentowanym? Dlatego chciał ją uprzedzić, że tutaj nie ma wzrostu intelektualnego, opowiadając, jak to apes together strong zabrały się za to ogrodnictwo. Saurielowi się podobało, bo... mógł sobie pierdolić głupoty bezkarnie. Bo nie musiał się napinać, bo był wśród osób, którym ufał. I które naprawdę lubił.
- To mi pozostaje tylko sadzenie ogórków. - Prychnął, mając dzisiaj za dobry nastrój, żeby go dopadła bolączka faktu bycia trupem. - Bo po nocach budować dom to też mogłoby wyjść... ciekawie. - Zwłaszcza przy jego transmutacyjnych zdolnościach, które nadawały się tylko do kosza. - Ale to... - pokazał palcami na butelki - ... Viki dobrze mówi, trzeba trochę zostawić. Dla ogórasków. Chyba nie dasz im tak podrastać o suchym pysku? - Spojrzał na Stanleya z wyrazem twarzy pełnego rozczarowania, że Stanley w ogóle mógłby tak pomyśleć. - Ogórki potrzebują łyczka whiskey, nie? Wtedy lepiej smakują. - Zwrócił się tu do Victorii. - Za ogóraski. - Wzniósł toast zgodnie i sam obrócił się w kierunku tego pola. - W chuj roboty. - Chyba już to mówił. Mówił? Sięgnął po papierosa od Stanleya, który sam się rozżarzył, kiedy tylko przystawił go do ust. - Nadają się w ogóle do czegoś te wypieszczone ogórki? - Zapytał Victorię, rzecz jasna.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.