20.08.2023, 00:04 ✶
Nokturn był sprytnym wyborem, jeśli się tam bywało. Na nowych jego mieszkańcy zwracali uwagę i trudno było się ukryć lub zrobić coś niepostrzeżenie. Bywała tam, chociaż nie nazwałaby tej ulicy swoją ulubioną - bardzo rzadko sama, ojciec był na tym punkcie przeczulony. Zadbał jednak, aby twarzy córki była względnie znana i tym samym, aby nie zwracała na siebie przesadnej uwagi. Nie wpadłaby jednak na skorzystanie tutaj ze świstoklika, o co nie podejrzewała też Yaxlyea. Przecież tyle rzeczy mogło pójść źle, a on był rozsądnym mężczyzną. Czy nie był czasem dziedzicem ich rodu?
Nie planowała podróży, a jednak nie mogła nie docenić piękna otaczającego ją krajobrazu. Mnóstwo zieleni, trawy kołyszącej się na chłodnym wietrze, słońca nieśmiało wyglądającego zza chmur. Było trochę zimno, dreszcz przemknął jej pod ubraniem, zdobiąc skórę gęsią skórką, ale nie przeszkadzało jej to, była przyzwyczajona. Kilka chwil i się przyzwyczai, wszak w kostnicy również temperatura była niska, aby zwolnić procesy gnicia. Odetchnęła głębiej, powietrze było czyste i przyjemne, kołysało jej jasnymi włosami, które w słońcu miały srebrne refleksy.
Podziękowała mu skinięciem głowy, gdy wstała, otrzepując ubrania i sprawdzając, czy aby na pewno wszystko z nimi w porządku. Nie czuła bólu lub dyskomfortu, nie licząc delikatnego uścisku w żołądku, co było efektem teleportacji międzynarodowej i nie mieli na to żadnej metody, pomimo posługiwania się magią. Posłała mu krótkie spojrzenie, ale nie zapytała o powód odwiedzić tak odległego kraju, kiwając jedynie głową, że przyjęła to do wiadomości. Może praca, może rozrywka, może kochanka, a może sprawy rodzinne - nie było to coś, w co powinna się wtrącać, dopóki sam nie będzie chciał jej powiedzieć czegoś. Westchnęła bezgłośnie. Powinna wrócić do Anglii, nie sądziła tylko, że może to być na chwilę obecną tak problematyczne.
- Przez wyjazd do Stanów, nie miałam okazji podejść do egzaminu. - wyjaśniła rzeczowo, nawiązując do teleportacji. W Ameryce nie mogła tego zrobić, a potem była pogoń za karierą i właściwie teleportacja nie była jej potrzebna, wszystkie odwiedzane przez nią miejsca były dostępne w sieci fiuu oraz z błędnego rycerza. Czasem też korzystała z umiejętności ojca lub znajomych. - Jeśli Cię czas nagli, zadbaj o sobie. Wskaż mi tylko drogę i znajdę miejsce, którego szukam. Spacer mi nie przeszkadza.
Przyznała szczerze, pozwalając sobie na mały ruch ramion, który miał go tylko utwierdzić w przekonaniu, że Panna Flint mówiła szczerze. Okoliczności przyrody były piękne, a buty wystarczyło przetransmutować w coś wygodniejszego.
- Dobrze. - zgodziła się spokojnie, ruszając za nim. Chwilę później przystanęła jednak na chwilę, wyjmując z torebki różdżkę, aby zmienić szpilki w wygodne buty oraz podać mu paczkę, której nie zabrał wcześniej. - Powinieneś to schować, żebyśmy później nie zapomnieli. Musisz pić te zioła regularnie.
Wyjaśniła, przyśpieszając kroku, aby się z nim zrównać. Wyciągnęła dłonie w jego stronę, zaciskając palce na bezpiecznie zapakowanym pudełku. Była pewna, że potem - jeśli zdarzy się znów coś niespodziewanego, Nicholas i ona o tym zapomną. Nie chciała, aby choroba przeszkodziła mu w realizacji celu jego podróży, jakikolwiek on nie był. - Jest w porządku, dziękuje. Jestem przyzwyczajona.
Wyjaśniła zgodnie z prawdą, prostując głowę i przenosząc spojrzenie jasnych oczu gdzieś przed siebie. Gdy zabrał od niej pakunek, schowała różdżkę do torby, a dłonie wsunęła w kieszenie płaszcza.
Nie planowała podróży, a jednak nie mogła nie docenić piękna otaczającego ją krajobrazu. Mnóstwo zieleni, trawy kołyszącej się na chłodnym wietrze, słońca nieśmiało wyglądającego zza chmur. Było trochę zimno, dreszcz przemknął jej pod ubraniem, zdobiąc skórę gęsią skórką, ale nie przeszkadzało jej to, była przyzwyczajona. Kilka chwil i się przyzwyczai, wszak w kostnicy również temperatura była niska, aby zwolnić procesy gnicia. Odetchnęła głębiej, powietrze było czyste i przyjemne, kołysało jej jasnymi włosami, które w słońcu miały srebrne refleksy.
Podziękowała mu skinięciem głowy, gdy wstała, otrzepując ubrania i sprawdzając, czy aby na pewno wszystko z nimi w porządku. Nie czuła bólu lub dyskomfortu, nie licząc delikatnego uścisku w żołądku, co było efektem teleportacji międzynarodowej i nie mieli na to żadnej metody, pomimo posługiwania się magią. Posłała mu krótkie spojrzenie, ale nie zapytała o powód odwiedzić tak odległego kraju, kiwając jedynie głową, że przyjęła to do wiadomości. Może praca, może rozrywka, może kochanka, a może sprawy rodzinne - nie było to coś, w co powinna się wtrącać, dopóki sam nie będzie chciał jej powiedzieć czegoś. Westchnęła bezgłośnie. Powinna wrócić do Anglii, nie sądziła tylko, że może to być na chwilę obecną tak problematyczne.
- Przez wyjazd do Stanów, nie miałam okazji podejść do egzaminu. - wyjaśniła rzeczowo, nawiązując do teleportacji. W Ameryce nie mogła tego zrobić, a potem była pogoń za karierą i właściwie teleportacja nie była jej potrzebna, wszystkie odwiedzane przez nią miejsca były dostępne w sieci fiuu oraz z błędnego rycerza. Czasem też korzystała z umiejętności ojca lub znajomych. - Jeśli Cię czas nagli, zadbaj o sobie. Wskaż mi tylko drogę i znajdę miejsce, którego szukam. Spacer mi nie przeszkadza.
Przyznała szczerze, pozwalając sobie na mały ruch ramion, który miał go tylko utwierdzić w przekonaniu, że Panna Flint mówiła szczerze. Okoliczności przyrody były piękne, a buty wystarczyło przetransmutować w coś wygodniejszego.
- Dobrze. - zgodziła się spokojnie, ruszając za nim. Chwilę później przystanęła jednak na chwilę, wyjmując z torebki różdżkę, aby zmienić szpilki w wygodne buty oraz podać mu paczkę, której nie zabrał wcześniej. - Powinieneś to schować, żebyśmy później nie zapomnieli. Musisz pić te zioła regularnie.
Wyjaśniła, przyśpieszając kroku, aby się z nim zrównać. Wyciągnęła dłonie w jego stronę, zaciskając palce na bezpiecznie zapakowanym pudełku. Była pewna, że potem - jeśli zdarzy się znów coś niespodziewanego, Nicholas i ona o tym zapomną. Nie chciała, aby choroba przeszkodziła mu w realizacji celu jego podróży, jakikolwiek on nie był. - Jest w porządku, dziękuje. Jestem przyzwyczajona.
Wyjaśniła zgodnie z prawdą, prostując głowę i przenosząc spojrzenie jasnych oczu gdzieś przed siebie. Gdy zabrał od niej pakunek, schowała różdżkę do torby, a dłonie wsunęła w kieszenie płaszcza.