20.08.2023, 19:37 ✶
Puściła Pandorze oczko; tak, nie dało się ukryć, że była niesamowita. I właściwie naprawdę dała wręcz mistrzowski popis magii, aż wręcz żal, że nie widział tego nikt inny. Najlepiej jakaś komisja, której zadaniem było ocenianie umiejętności i wręczanie nagród. No ale, tak po prawdzie, już mniejsza z tym – bo to nie tak, że naprawdę żałowała. Zwłaszcza że hej, nie skończyli „zwiedzania” i z cała pewnością jeszcze niejeden sekret tu czekał na odkrycie!
- Prędzej czy pó… o, o wilku mowa – bo tak, nie wątpiła, że prędzej czy później trafią. Cal nie był w ciemię bity, miał doświadczenie, zresztą nie wyobrażała sobie – a raczej nie chciała wyobrażać – że może dojść do rozdzielenia. Takiego mocno ostatecznego – Całe, całe, aczkolwiek nie jestem pewna, czy już nie wolałabym skorpionów niż… to – parsknęła, kręcąc głową. Nie. Niczego przydatnego nie widziała, zresztą, pozostałe posągi zdawały się być oporniejsze wobec jej zaklęć. Wolała już wziąć nogi za pas i ruszyć dalej niż ryzykować, że zdążą się zebrać i ponownie trzeba będzie się ratować.
- Wspaniale – skwitowała sucho, aczkolwiek bez paniki. To nie były jej pierwsze wykopaliska, zdawała sobie sprawę z istnienia takich obszarów i… och, cóż, z pewnością do paru uwięzień w przeszłości by nie doszło, gdyby istniała możliwość aportowania się. Ale to była cecha tego typu miejsc: niechętnie oddawały swoje sekrety. I o ile już kogoś wpuściły do środka, to brnięcie dalej oraz opuszczenie ich stanowiło swego rodzaju wyzwanie.
Nie protestowała, gdy Cal ustalił kolejność, w jakiej mieli się poruszać. Ba, rzecz jasna, starała się mieć oczy i uszy otwarte, co chwilami mogło być dość trudne – kurz potrafił porządnie podrażnić, przez co Leta po drodze zaliczyła parę kichnięć.
Dotarli w końcu do sali; w pierwszej chwili zdawała się nieomal pusta. Ale nie – choć drzwi naturalną koleją rzeczy przyciągały najwięcej uwagi, to jednak znajdowały się tu i inne detale. Jak chociażby…
… przystanęła przy ścianie, zadzierając łepetynę. Przymrużyła nawet oczy, rozważając coś. Hmmm. Hm.
- Malowidło na ścianie ma podobną twarz, co tamte posągi – wymruczała, zastanawiając się. Może nawet nie tyle podobną, co taką samą…? Z pominięciem szczegółów takich jak zarost – Różniły się detalami, ale wydawały mi się bardzo podobne do siebie – dodała jeszcze. I nie sądziła, że to był przypadek – zwykle nie był.
- Prędzej czy pó… o, o wilku mowa – bo tak, nie wątpiła, że prędzej czy później trafią. Cal nie był w ciemię bity, miał doświadczenie, zresztą nie wyobrażała sobie – a raczej nie chciała wyobrażać – że może dojść do rozdzielenia. Takiego mocno ostatecznego – Całe, całe, aczkolwiek nie jestem pewna, czy już nie wolałabym skorpionów niż… to – parsknęła, kręcąc głową. Nie. Niczego przydatnego nie widziała, zresztą, pozostałe posągi zdawały się być oporniejsze wobec jej zaklęć. Wolała już wziąć nogi za pas i ruszyć dalej niż ryzykować, że zdążą się zebrać i ponownie trzeba będzie się ratować.
- Wspaniale – skwitowała sucho, aczkolwiek bez paniki. To nie były jej pierwsze wykopaliska, zdawała sobie sprawę z istnienia takich obszarów i… och, cóż, z pewnością do paru uwięzień w przeszłości by nie doszło, gdyby istniała możliwość aportowania się. Ale to była cecha tego typu miejsc: niechętnie oddawały swoje sekrety. I o ile już kogoś wpuściły do środka, to brnięcie dalej oraz opuszczenie ich stanowiło swego rodzaju wyzwanie.
Nie protestowała, gdy Cal ustalił kolejność, w jakiej mieli się poruszać. Ba, rzecz jasna, starała się mieć oczy i uszy otwarte, co chwilami mogło być dość trudne – kurz potrafił porządnie podrażnić, przez co Leta po drodze zaliczyła parę kichnięć.
Dotarli w końcu do sali; w pierwszej chwili zdawała się nieomal pusta. Ale nie – choć drzwi naturalną koleją rzeczy przyciągały najwięcej uwagi, to jednak znajdowały się tu i inne detale. Jak chociażby…
… przystanęła przy ścianie, zadzierając łepetynę. Przymrużyła nawet oczy, rozważając coś. Hmmm. Hm.
- Malowidło na ścianie ma podobną twarz, co tamte posągi – wymruczała, zastanawiając się. Może nawet nie tyle podobną, co taką samą…? Z pominięciem szczegółów takich jak zarost – Różniły się detalami, ale wydawały mi się bardzo podobne do siebie – dodała jeszcze. I nie sądziła, że to był przypadek – zwykle nie był.