Zdawała sobie sprawę, że nie zaskoczy Brenny swoją odpowiedzią. Znała ją na tyle, żeby wiedzieć, że Heather nie znosiła papierkowej roboty. Na sam widok tych papierów, które przyniosła wstrzymała oddech. To by było zbyt wiele jak na pierwszy dzień pracy po tak długiej przerwie. Zdechłaby tu z nudy. - Pociesza mnie myśl, że będziemy w tym razem. - Nie, żeby życzyła źle swojej partnerce, no ale wspólne wypełnianie akt brzmiało bardziej sprawiedliwie. Przynajmniej dla Wood. Kiwnęła jedynie głową, gdy usłyszała ile ma czasu na zebranie się do wyjścia. Dziesięć minut niby dużo, niby mało. Zdążyła pójść do stołóki i zeżreć jednego pączka, bo wiedziała, że jak wróci to nic już po nich nie zostanie. Drugiego zapakowała na wynos dla Brenny, bo na pewno będzie jej przykro jeśli nic dla niej nie zostanie. Później udała się do szatni. Wiedziała, że nokturn to specyficzne miejsce i mundur może nie być tam mile widziany. Pozbyła się więc marynarki i pozostała w koszuli, którą miała pod spodem. Jednolita powinna mniej rzucać się w oczy, a poza tym było gorąco. Nie zamierzała więc narzucać na siebie niczego więcej. Wzięła miotłę w wolną rękę i ruszyła w stronę wyjścia, gdzie czekała na nią partnerka. Narzuciła sobie miotłę na plecy na szelkach, które miała specjalnie do tego przygotowane. Zdecydowanie przyjemniej ją się transportowało w ten sposób. - Gotowa - Rzuciła jeszcze nim wyszły z Ministerstwa.
Nie szły daleko. Wood miała wrażenie, że ledwo weszły na Nokturn, a znalazły się na miejscu docelowym. Sklep nie wyglądał podejrzanie, oczywiście jak na Nokturn. Jak jeden z wielu mu podobnych przybytków, w których można było kupić różne pierdoły. Niczym się nie wyróżniał.
Heather rozglądała się uważnie, aby zobaczyć, czy nic niepokojącego nie rzuca się w oczy. Wydawało jej się tutaj wszystko nad wyraz zwyczajne. Skoro Longbottom kazała jej obserwować okolicę - to to robiła. Nie miała nic przeciwko. Musiały mieć oczy z tyłu głowy i być czujne, nie mogły sobie pozwolić na nawet sekundę niesubordynacji. Uważnie więc się rozglądała, przy okazji patrzyła też na to, co robi jej partnerka.
Kiwnęła głową, gdy Bren poinformowała ją o sytuacji w środku. To dobrze, lepiej dla nich. Nie będą powodowały niepotrzebnego zamieszania, nie będą prowadziły czynności mając wokół siebie gapiów. To było istotne. - Tak jest! - Odparła bez zawahania. Wysłuchała wszystkiego, co mówiła jej towarzyszka, starała się też to zapamiętać. Nie powinno być najgorzej. Wierzyła, że uda im się załatwić sprawę polubownie.
Poszła więc za Longbottom do wnętrza, mimo wszystko zacisnęła mocniej rękę na różdżce, którą trzymała w dłoni, była gotowa zaatakować, jeśli tylko przyjdzie taka potrzeba.